fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zdrowie

Szczepionki na grypę dla 5 procent pacjentów

AdobeStock
Dwa miliony dawek szczepionki, którą zamówił polski rząd, może nie starczyć nawet na szczepienie pacjentów z grup ryzyka. Już dziś w aptekach tworzą się komitety kolejkowe.

– Do końca grudnia na polski rynek trafi nawet 2 mln dawek szczepionki, z czego 1,8 mln do końca października, a pozostałe 200 tys. do końca grudnia – zapowiedział wczoraj wiceminister ds. polityki lekowej Maciej Miłkowski.

Oznacza to, że Polacy, którzy w tym roku chętniej niż dotychczas sięgają po szczepionki na grypę, muszą się uzbroić w cierpliwość. Nie ma też gwarancji, że szczepionki uda się im w ogóle kupić.

Skąd taki problem z dostępem do szczepień w czasie pandemii? Eksperci tłumaczą, że zarówno firmy farmaceutyczne, jak i hurtownie składają zamówienia na podstawie sprzedaży za poprzedni rok. Minister Miłkowski tłumaczył, że zgodnie z danymi NIZP-PZH w sezonie 2019/20 sprzedano na polskim rynku ok. 1 mln 582?tys. dawek szczepionki przeciw grypie, więc zabezpieczone na ten rok 2 mln to i tak więcej niż w roku ubiegłym.

Minister doprecyzował też, że szczepionki dla personelu medycznego, które zgodnie z sierpniowymi zapowiedziami resortu mają być bezpłatne, będą pochodzić z innej puli niż te przeznaczone do obrotu aptecznego.

To ważna informacja, bo „osób biorących udział w świadczeniach zdrowotnych", jak nazwał je były wiceminister Janusz Cieszyński, jest nawet 600 tys. Będą szczepione z innej niż pacjenci puli.

– Same załogi aptek (magistrzy farmacji i technicy farmaceutyczni) potrzebują ok. 70 tys. dawek – zauważa Jerzy Przystajko, farmaceuta i ekspert ds. ochrony zdrowia.

Mimo to uważa, że 2 mln szczepionek nie pokryje zapotrzebowania nawet osób, które najbardziej ich potrzebują, a więc seniorów, małych dzieci czy osób z obniżoną odpornością.

– Wydaje mi się, że szczepionek nie wystarczy – dodaje Jerzy Przystajko. – W grupach ryzyka, u których odporność na grypę powstaje trudniej, np. u najmniejszych dzieci (od sześciu miesięcy do ośmiu lat), trzeba podawać dwie dawki. A przecież na szczepionki, refundowane lub nie, czeka 38 mln Polaków.

Gdyby przyjąć, że każdy Polak potrzebuje tylko jednej dawki, to z zamówioną przez Ministerstwo Zdrowia pulą szczepionek na 2020 r. osiągnęlibyśmy wyszczepialność na poziomie 5 proc. społeczeństwa, zaledwie 1 punkt procentowy więcej niż w ubiegłym sezonie.

Jak tłumaczą członkowie Naczelnej Izby Lekarskiej, zapotrzebowanie na szczepionkę przeciw grypie jest olbrzymie, a w aptekach powstają listy oczekujących, liczące nawet kilkadziesiąt osób.

Farmaceuci ironizują, że pierwszy raz od czasów PRL tworzą się u nich komitety kolejkowe.

– Nie pamiętam kolejek po szczepionkę na grypę. Wręcz przeciwnie, bywało, że się przeterminowały – przyznaje mgr Przystajko.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA