fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zdrowie

Epidemia odry w Czechach: ratownicy już nie potrzebują wojska

Adobe Stock
Największy szpital w Czechach ponownie otwiera oddział ratunkowy, zamknięty z powodu zachorowań na odrę. Kolejnych 500 pracowników służby zdrowia ma zostać interwencyjnie zaszczepionych.

Wojskowi, którzy ruszyli lekarzom na pomoc, przechodzili szkolenia na wypadek, gdyby liczba chorych na odrę nadal rosła i zaistniała potrzeba otwarcia szpitala polowego.

Obecnie nadal przeprowadzana jest akcja szczepienia personelu medycznego przeciwko odrze. Dotychczas zaszczepiło się m.in. 250 chirurgów, a szczepionki zamówiono już dla kolejnych 500 pracowników czeskich szpitali i przychodni.

Przypomnijmy, że u naszych południowych sąsiadów pod koniec ubiegłego tygodnia zdiagnozowano już ponad 100 przypadków zakażenia wirusem odry. Najwięcej chorych jest w Pradze, gdzie zarejestrowano 70 przypadków, i w kraju środkowoczeskim - 13. W pozostałych regionach notowano pojedyncze przypadki. Czeski wiceminister zdrowia przyznał, że przy tej liczbie zakażeń można już mówić o epidemii.

Zgadza się z tym Paweł Grzesiowski, pediatra i immunolog, sekretarz Zespołu Ekspertów do Spraw Programu Szczepień Ochronnych.  

– Sto przypadków choroby w kraju, który dotychczas miał praktycznie zero zachorowań, z czego aż 70 przypadków dotyczy jednego miasta, to bardzo dużo – komentuje.  Ekspert wyjaśnia, że o epidemii mówimy w dwóch sytuacjach: gdy zostanie przekroczona określona liczba zachorowań na 100 tys. mieszkańców, i gdy nagle pojawia się niekontrolowany wzrost zachorowań, których wcześniej nie było. Teraz mamy do czynienia właśnie z drugą sytuacją.  – O Eboli mówiliśmy, gdy było 7 przypadków – przypomina dr Grzesiowski.

Jego zdaniem niepokojący jest też fakt, że niemal połowa osób, które zachorowały w Czechach, to dorośli. Ryzyko zarażenia się jest więc większe, bo obejmuje nie tylko nieszczepione dzieci, ale też dorosłych, którzy nie byli szczepieni lub przyjmowali szczepionkę kilkadziesiąt lat temu i nie są już dostatecznie przez nią chronieni.

Zdaniem ekspertów sytuacja w Czechach to dla nas sygnał ostrzegawczy. Do tej pory ogniska zachorowań były od nas bardziej oddalone, a teraz mamy je tuż za południową granicą.

Odra należy do chorób o bardzo dużej zaraźliwości. Jeden chory może zarazić ok. 17 osób ze swojego otoczenia.

– Mnóstwo Polaków wyjeżdża do Czech – zauważa dr Grzesiowski. Jak podkreśla, nie chodzi o sianie paniki, ale o to, by zdawać sobie sprawę, że zagrożenie jest realne. To też sygnał, jak dużo szkody może wyrządzić szerzenie się ruchów antyszczepionkowych.

Zdaniem wiceministra zdrowia, prof. Romana Prymuli choroba pojawiła się w Czechach z dwóch powodów: rezygnowania przez rodziców ze szczepienia dzieci oraz przyjazdu osób zakażonych wirusem odry z Ukrainy.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA