fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zadania

Klauzula opt-out: resort zdrowia dzieli odpowiedzialność

Fotolia
Samorządy i dyrektorzy szpitali też odpowiadają za bezpieczeństwo pacjentów po wypowiedzeniu przez lekarzy klauzuli opt-out – uważa ministerstwo.

– Wypowiadanie klauzul, które pozwalają lekarzom na pracę powyżej 48 godzin w tygodniu, to nie tylko problem ministra zdrowia. Istotną rolę odgrywają samorządy lokalne i szefowie podmiotów leczniczych –mówiła wiceminister zdrowia Józefa Szczurek-Żelazko. W środę na specjalnym posiedzeniu sejmowej Komisji Zdrowia (SKZ) tłumaczyła, jak resort chce zaradzić kryzysowi w ochronie zdrowia i zapewnić ciągłość leczenia w placówkach.

Wypowiedź minister oburzyła samorządowców:

– To rząd jest odpowiedzialny za bezpieczeństwo pacjentów. Głośno o tym mówili, będąc w opozycji, więc niech teraz radzą sobie z problemem. Składkę zdrowotną przekazuje się NFZ, który podlega resortowi. Gdyby resort oddał jej część samorządom, mógłby mieć wobec nich oczekiwania – uważa Władysław Kosiniak-Kamysz (PSL).

Również Grzegorz Kubalski, wiceszef biura Związku Powiatów Polskich, odczytuje to jako próbę zrzucenia przez rząd odpowiedzialności za bezpieczeństwo zdrowotne pacjentów na samorządy.

– Nie jest tak, że dysponujemy dowolnie dużymi środkami, które możemy alokować na potrzeby zdrowotne obywateli. I tak inwestujemy dużo w nowy sprzęt i obiekty lecznicze, ale nie wolno nas stawiać na równi z ministerstwem.

Według danych resortu klauzulę opt-out, która daje lekarzom możliwość pracowania dłużej, niż wynika to ze zwykłych kontraktów, wypowiedziało ok. 3,3 tys. lekarzy – 1806 rezydentów oraz 1550 specjalistów. To odpowiednio ok. 10 proc. rezydentów i 4 proc. specjalistów zatrudnionych w szpitalach publicznych. Najwięcej opt-outów wypowiedziano na Dolnym Śląsku. W Szpitalu Uniwersyteckim we Wrocławiu wypowiedziało je 76 rezydentów i 21 przedstawicieli innych grup zawodowych. Potem są Szpital Uniwersytecki im. Biziela w Bydgoszczy z 58 wypowiedzeniami rezydentów i Szpital Kliniczny w Lublinie (47).

Piotr Pobrotyn, dyrektor Szpitala Uniwersyteckiego we Wrocławiu, zapewnia, że sytuacja jest pod kontrolą.

– Na 410 rezydentów klauzulę opt-out wypowiedziało 76 osób. Parę lat temu zabezpieczyłem w regulaminie pracy różne formy organizacji pracy, które mogą być stosowane przez szpital. W razie potrzeby mogę więc np. zorganizować czas pracy równoważny lub zmianowy – mówi dyrektor Pobrotyn. I dodaje, że w szpitalu pracuje 1,2 tys. lekarzy, więc zapewnienie obsady dyżurowej nie jest dużym problemem. Większy kłopot mogą mieć szefowie placówek, w których leczenie opiera się głównie na rezydentach.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA