fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wysokie napięcie

Joanna Szczepkowska: Genialna kobieta nie do poznania

Maria Skłodowska-Curie nie zdawała na Sorbonę, realizując jakieś feministyczne idee
Fotorzepa/ Darek Golik
Niedawno byłam w jury aktorskiego festiwalu, podczas którego młoda kobieta grała monodram o Marii Skłodowskiej-Curie. Tekst napisany współcześnie. Zasiadając na widowni, nie miałam najmniejszej wątpliwości, że życie noblistki zostanie przetłumaczone na problemy współczesne.

Na scenę weszła młoda aktorka z amatorskiego nurtu. Jej wyraz sceniczny był prosty – kobieta zbuntowana. Świat przeciw niej. Życie i ona. Świat a kobiety. W oczach męska waleczność, a jednocześnie udręka pracy i obowiązków rodzinnych. Męski świat skazuje kobietę na łączenie tego, czego połączyć się nie da. Świat zostaje oskarżony o niszczenie życia kobietom na przykładzie Marii Skłodowskiej-Curie.

A przecież nie zdawała ona na Sorbonę, realizując jakieś feministyczne idee. Zdawała, bo miała niebywały dar – jasny, ścisły umysł. Fascynowała się nauką. Kiedy świat męski ważył argument za lub przeciw przyjęciu kobiety do Akademii Nauk, ona nie walczyła z szowinizmem. Walczyła naukowymi argumentami. Wygrała jako wybitny naukowiec. Wystarczy zajrzeć do jej obszernej korespondencji i wyłuskać odpowiedzi na zaproszenia organizacji kobiecych. Zwykle było to zdecydowane „nie". W wypadku Skłodowskiej-Curie nurt feministyczny nie wchodził w grę. Miała zupełnie inne zadanie. Była praktykiem, a jej umysł dążył do odkryć, które podsuwały jej wiedza i intuicja.

Patrzyłam z radością na aktorkę, ale słuchałam ze smutkiem tego tekstu, który uwspółcześniając, wypacza prawdę. To jest zresztą naprawdę wielki problem z tym dostosowaniem dawnych autorytetów i talentów do współczesnej świadomości. Wyspiański na dzisiaj, Szekspir na dzisiaj, dzisiejsza Curie. Przecież oni tworzyli w określonych czasach, naruszali to, co trzeba było naruszyć tam i wtedy. Na prapremierze „Wesela" z sali wyszła połowa widzów – taki to był skandal.

Aktorzy Szekspira nieraz ocierali się z rzucanych z widowni jajek i wiązek siana. Dlaczego twórcy współcześni nie mają tej odwagi? Dlaczego nie ma współczesnych tekstów? Dlaczego zamiast szukać współczesnej kobiety, trzeba się posiłkować geniuszem przeszłości? Dlaczego sztuka współczesna kradnie?

Byłam niedawno na „Czarodziejskim flecie" w warszawskiej operze. Spektakl zdumiewający; reżyser posłużył się najnowszymi zdobyczami techniki, wpisując śpiewaków w ogromne animacje. Sami wykonawcy też właściwie byli jak postacie rysunkowe, odczłowieczeni, zgodnie z pojęciem o dzisiejszej percepcji. Bardzo efektowne to było, ale nie mogłam się uwolnić od jednej myśli: dlaczego nie ma współczesnego Mozarta? Dlaczego emocjonalność XVIII wieku musi być przekładana na dzisiejszą, choć to jest nieprzekładalne? Dlaczego nie można stworzyć opery choćby pod tytułem „Interfala"? Oprzeć jej, jak większości oper, na mitach, a jednocześnie libretto pisać dzisiejszym językiem? Ile można się zasłaniać „dyskutowaniem z klasyką"? Czy to po prostu nie obnaża jakichś braków w dzisiejszych twórcach, którzy potrafią tylko czerpać z przeszłości? Nawet charakter i mentalność genialnej kobiety przerobią na swoją modłę tak, że sama by się nie rozpoznała w tych portretach.

Po spektaklu, o którym piszę, była rozmowa z aktorką. Mówiła, że nie tyle chodzi o Curie, ile o dzisiejsze dylematy i wybory kobiet. – Każda z nas – mówiła – boryka się z połączeniem życia zawodowego i rodzinnego. Czy Maria Curie się borykała? Z pewnością. Ale w jej najbardziej prywatnych, intymnych listach nie znajdzie się ani jednego, w którym narzeka na taki los. Inna mentalność. Dla niej życie to trud. Poświęcenie sił i czasu to sprawa naturalna. Dzisiaj młoda kobieta szarpie się między poświęceniem a życiem dla siebie. Wybór jest nieoczywisty. Więc niech może przynajmniej powstanie sztuka na temat Curie urodzonej dzisiaj. Czy miałaby czas na odkrycie radu, czy raczej poświęcałaby go na wrzucanie zdjęć na Facebooka? Oto ja przy mikroskopie, oto ja przy dzieciach? Trzeba by to sobie wyobrazić i stworzyć na nowo. Ale naprawdę na nowo.

PLUS MINUS

Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA