fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory prezydenckie 2020

Władysław Kosiniak-Kamysz: Dawid pokonał Goliata, mogę i ja

Władysław Kosiniak-Kamysz
Fotorzepa, Darek Golik
Trzeba sprawdzić, czy Andrzeja Dudy nie należy postawić przed Trybunałem Stanu – mówi Władysław Kosiniak-Kamysz, lider PSL.

Nie za wcześnie chce pan włożyć na siebie zbyt ciężką zbroję?

Cztery lata wieszczono, że będę tym, który zgasi światło w PSL. Jeszcze tuż przed wyborami większość sondaży nie dawała nam szans na wejście do Sejmu. A my nie tylko przetrwaliśmy, ale wspólnie z naszymi przyjaciółmi, jako Koalicja Polska, zrobiliśmy jeden z najlepszych wyników w historii PSL. Udowodniliśmy, że ciężka praca popłaca, i idziemy za ciosem. Od wyborów, gdziekolwiek się pojawię, to słyszę „Władek, musisz!". Widzę, że rozbudziliśmy nadzieję na przełamanie POPiS-owego duopolu, i nie chcę tej nadziei zawieść.

Czyim będzie pan kandydatem na prezydenta?

Polaków – tego bym chciał. I wiem, co pan powie, że każdy kandydat by tak chciał. Tylko my w Koalicji Polskiej pokazaliśmy, że umiemy to zrobić. Kiedy zaczynaliśmy, nikt nie dawał nam szans, a jednak połączyliśmy różne środowiska: ludowców, kukizowców, europejskich demokratów, konserwatystów Marka Biernackiego, ale też przedsiębiorców czy seniorów. Już wtedy wiele osób mówiło mi, że chętnie by na nas zagłosowało, ale bali się, że nie przekroczymy progu. Część z nich do siebie przekonaliśmy, części nie. Teraz, po niespodziance, którą sprawiliśmy, stajemy przed wielką szansą, żeby wyciągnąć ich z domu na wybory prezydenckie. Postulaty programowe Koalicji Polskiej już popierają, teraz chciałbym ich przekonać do mojej wizji prezydentury.

W Koalicji Polskiej nie ma sporu?

Ucieramy się, ale sporu między nami – odpukać – nie ma. Mamy wspólne cele programowe, jak emerytura bez podatku czy dobrowolny ZUS dla przedsiębiorców. Jest cały pakiet obywatelski – od wprowadzenia dnia referendalnego, e-głosowania i e-konsultacji aż po zmianę ordynacji wyborczej na mieszaną. Na pewno nie podzielą nas – jak chcieliby nasi przeciwnicy – pieniądze. Subwencja będzie wydawana zgodnie z prawem na cele statutowe, w tym rozwój demokracji bezpośredniej. Tu mogę liczyć na pełne wsparcie Pawła Kukiza.

Oficjalnie jeszcze pana nie poparł.

Rozmowy są dopiero przed nami. Uważam, że wspólnie z naszymi partnerami z Koalicji Polskiej możemy przenieść grę na nasze boisko polityczne i zorganizować prawybory na opozycji, wśród przedstawicieli Europejskiej Partii Ludowej, czyli PO i PSL.

PO już zapowiedziała, że prawyborów w opozycji nie będzie.

Dajmy Platformie szansę. Jestem gotów na debatę z Małgorzatą Kidawą-Błońską, Rafałem Trzaskowskim czy Radosławem Sikorskim. Nie jest jeszcze za późno na prawybory, które mogłyby rozbudzić polityczne emocje wśród Polaków przed świętami.

Dlaczego Koalicja Obywatelska i Lewica miałyby poprzeć kandydata PSL, które to ugrupowanie dostało dużo słabszy od nich wynik wyborczy?

Bez wyborców PSL, Lewicy i PO nie uda się wygrać wyborów prezydenckich, bo tu już nie jest istotne, kto ile mandatów zdobędzie, ale kto ma szansę wygrać z Andrzejem Dudą w drugiej turze. Małgorzata Kidawa-Błońska, Rafał Trzaskowski czy Radosław Sikorski – przy całym moim szacunku i sympatii dla nich – mogą wygrać wybory na przewodniczącego PO, ale nie wygrają wyborów prezydenckich, bo nigdy nie przekonają do siebie wyborców obecnego prezydenta. Liderzy Platformy to wiedzą, ale wygląda na to, że dziś ważniejszy jest dla nich interes partyjny niż państwowy. Ja pozostaję wierny słowom Witosa: tam, gdzie zaczyna się interes państwa, kończy się interes partii. Jednocześnie jasno deklaruję: jestem gotów wycofać się z wyborów prezydenckich, jeśli znajdzie się kandydat, który będzie miał większe szanse na pokonanie Andrzeja Dudy.

Rozmawiał pan z Donaldem Tuskiem. Szef Rady Europejskiej obiecał panu wsparcie?

Nie. Minęły już czasy, gdy ten czy inny polityk namaszczał kogoś na prezydenta. Prezydenturę można tylko wywalczyć, wypracować, przekonując do siebie i do swojego planu Polaków. Żadnej drogi na skróty nie ma, choć oczywiście liczę na głos i poparcie Donalda Tuska w drugiej turze wyborów.

Do której musiałby pan najpierw wejść, a sondaże pokazują, że większą szansę miałaby na to Małgorzata Kidawa-Błońska.

Sondaże dopiero co pokazywały, że PSL nie ma szans na wejście do Sejmu, a okazało się, że przeskoczyliśmy nie tylko próg dla partii, ale nawet dla koalicji. Dostaliśmy 8,6 proc. i to jest dobry punkt wyjścia do kampanii prezydenckiej. Przypomnę, że pięć lat temu zaledwie 8 proc. wyborców wskazywało, że prezydentem zostanie Andrzej Duda. Kampania prezydencka jeszcze się nie rozpoczęła i wszystko może się zdarzyć. Wiem, jakiej prezydentury chcę. Nie może być tak, że nad pierwszą osobą w państwie stoi prezes partii. Andrzej Duda przez cztery lata udowodnił, że jest niesamodzielną głową państwa. Ja nie mam nad sobą żadnego prezesa i nie będę miał. Jestem jedynym liderem partyjnym, który kandyduje i nie jest wystawiany do wyborów przez swojego szefa. Moim szefem są Polacy, a nie partyjny przewodniczący czy prezes z Nowogrodzkiej. Moja prezydentura byłaby samodzielna, odważna, nie musiałbym się wstydzić, wręczając nominacje pod osłoną nocy, i nie ułaskawiałbym kolegów. Potrzeba prezydenta, nie rezydenta. Andrzej Duda sam przyznał, że nie będzie prezydentem wszystkich Polaków, jest tylko prezydentem wyborców PiS. Nawet nie starał się stać prezydentem całego narodu. Ja chciałbym reprezentować wszystkich Polaków.

Nie ma pan złudzeń, że na głosy lewicowego elektoratu nie może liczyć?

Przeciwnie, już w kampanii parlamentarnej dostawałem wiele głosów od osób, które deklarowały się jako lewicowe i mówiły, że nigdy wcześniej nie rozważały oddania głosu na PSL, ale ja je przekonałem. Wcale nie dlatego, że jestem taki lewicowy, bo nie jestem, ale dlatego, że podobnie jak ja nie chcą się wpisywać w wojnę polsko-polską.

Jak chciałby pan przekonać do siebie Polaków o lewicowych przekonaniach?

Niektórzy politycy lewicy mają mnie za ojca zjednoczenia partii lewicowych. Przecież dopiero decyzja PSL o tworzeniu na wybory Koalicji Polskiej zmobilizowała SLD, Razem i Wiosnę do połączenia sił, zresztą z całkiem niezłym efektem. Ludowcy współrządzili już z SLD, z OPZZ przygotowaliśmy projekt emerytalny, wspólnie z partią Razem prezentowaliśmy w poprzedniej kadencji projekt „Godzina dla rodziny". Umiem współpracować z ludźmi o innych poglądach niż moje. Jestem politykiem centrowym o konserwatywnym światopoglądzie, katolikiem praktykującym, ale nienarzucającym innym swojego widzenia świata. Nie chcę być prezydentem sumień. Nie zamierzam nikomu zaglądać za firanki, dyskryminować za światopogląd czy nakreślać, jak ma żyć.

Czy jako prezydent podpisałby się pan pod projektem ustawy o związkach partnerskich?

Zależy, co byłoby w tej ustawie. Jeżeli byłyby tam kwestie ułatwiające dziedziczenie, dostęp do informacji medycznej, to dlaczego nie? Prezydent musi być otwarty, nie może się zamykać tylko w swoim środowisku politycznym. Jeśli jakieś ważne sprawy społeczne budzą wielkie emocje, to dobrze jest zapytać o wolę narodu. Po to chcę ustanowić raz do roku dzień referendalny. Andrzej Duda ani razu nie zarządził referendum. Raz co prawda próbował, ale zablokowała go jego własna partia. Ani razu nie zwołał Rady Gabinetowej. Jego prezydentura pozbawiona była inicjatywy. Głowa państwa nie korzystała ze swoich prerogatyw, bo została ubezwłasnowolniona przez PiS.

Zwracając się w stronę lewicy, mógłby pan stracić wyborców prawicowych. Oklaskiwał pan Leszka Jażdżewskiego po jego słowach uderzających w Kościół.

To kłamstwa TVPiS, nie pierwsze i niestety nie ostatnie.

Pan jako prezydent sypałby piach w tryby rządzących?

Nie, nie będę prezydentem chaosu. Liczyć się będzie to, co jest w ustawie, a nie kto ją zgłasza. Dobre projekty przyjmę, złe odrzucę. Myślę, że wielu Polaków, także sympatyków PiS, chciałoby aby rząd, który popierają miał nad sobą kogoś, kto umie powiedzieć „STOP!", gdy przesadzają. Najskuteczniejszy w tej roli mógłby być prezydent.

Prezydent Duda będzie miał gigantyczne środki z PiS na kampanię, czego nie można powiedzieć o PSL.

Dawid pokonał Goliata, mogę i ja. Wiem, że to nie będzie równa walka. Urzędujący prezydent ma zawsze łatwiej, ma wielkie partyjne pieniądze i większość mediów po swojej stronie. W kampanii potrafi się zmobilizować, tyle że pięć lat jego prezydentury świadczy przeciwko niemu. To miała być prezydentura niezłomna, budująca mosty, zasypująca podziały, a okazała się jednopartyjna, kolesiowska i generująca spory społeczne. Andrzej Duda nie zaprotestował nawet ostatnio, gdy narzucono mu na marszałka seniora Sejmu Antoniego Macierewicza, którego jeszcze niedawno oskarżał o stosowanie ubeckich metod.

Cieniem na pańskiej kandydaturze może kłaść się czas współrządzenia z PO i głosowanie za takimi decyzjami, jak podwyższenie wieku emerytalnego.

Podniesienie wieku emerytalnego było błędem i do tego nie ma powrotu. Jeśli Polacy wybraliby mnie na prezydenta, zablokowałbym każdą próbę powrotu do wyższego wieku emerytalnego. Trzeba szukać innych sposobów na podniesienie emerytur i rent. My wiemy, jak to zrobić, i dlatego proponuję zwolnienie emerytur i rent z podatku. Zresztą w koalicji PSL–PO to my byliśmy wrażliwą społecznie twarzą rządu. To ja wydłużyłem do roku urlopy rodzicielskie, wprowadziłem 1000 zł miesięcznie przez rok po urodzeniu dziecka, zagwarantowałem ubezpieczenie rodzicom na urlopie wychowawczym, rozpocząłem rządowe programy budowy żłobków i domów seniora czy Karty Dużej Rodziny.

Czy Andrzej Duda powinien stanąć przed Trybunałem Stanu?

Za niezaprzysiężenie prawidłowo wybranych sędziów Trybunału Konstytucyjnego należałoby sprawdzić, czy głowy państwa nie należy postawić przed Trybunałem Stanu.

Czy jako prezydent parłby pan do wcześniejszych wyborów?

Jeśli byłoby to dobre dla Polski, to tak. Najważniejsze jest dobro Polski, które nie może być utożsamiane z dobrem partii, jak teraz.

Jak pan ocenia nowy rząd, powrót do Ministerstwa Skarbu pod inną nazwą oraz zmiany strukturalne w polityce zagranicznej i środowiska?

Nowy stary rząd wraca w iście bizantyjskim stylu. To będzie największy rząd po 1989 roku, łącznie 20 ministrów. Powołanie zlikwidowanego wcześniej Ministerstwa Skarbu, nawet pod inną nazwą, to przyznanie się do porażki w nadzorze nad państwowym majątkiem. Widać pajęczyna powiązań w spółkach skarbu państwa stała już tak zawiła, że ktoś od prezesa musi zacząć to kontrolować. W środowisku to jedynie zmiana etykiety, bo jaki PiS ma stosunek do zmian klimatycznych wiemy od dobrych czterech lat. Z kolei podziały w MSZ mogą być wotum nieufności dla obecnych władz resortu, przy czym nikogo innego chętnego na to stanowisko nie znaleziono. Wreszcie nieobsadzenie ministerstwa sportu, by móc je traktować jako kartę przetargową w targach senackich. Ja na taką filozofię rządzenia się nie godzę, gdzie państwo traktowane jest jak łup, który można dzielić między swoich i wręczać niczym łapówkę, gdy coś politycznie jest do ugrania.

Co skład nowego rządu mówi o Zjednoczonej Prawicy?

Balans został zachowany.

Czy premier Morawiecki ma teraz mniej władzy?

Czy ma mniej władzy dopiero się okaże. Na razie ma nad sobą więcej kontroli prezesa. Czas pokaże, jak mocno Nowogrodzka będzie mu wiązać ręce.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA