fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory prezydenckie 2020

Obietnice kandydatów dla armii

Wszyscy kandydaci na urząd prezydenta uważają, że siły zbrojne powinny być modernizowane
Rzeczpospolita, Irek Dororżański
Żaden z kandydatów nie podważa fundamentów naszego bezpieczeństwa.

Wszyscy są za modernizacją sił zbrojnych i sojuszem z USA, ale różnie rozkładają akcenty. Mają różne wizje rozwoju Wojska Polskiego. Przyspieszenia, czyli większych wydatków na armię, oczekują m.in. Andrzej Duda i Rafał Trzaskowski, a mniejszego zaangażowania w Polsce wojsk amerykańskich – Krzysztof Bosak.

– Realizujemy program modernizacji polskiej armii, rozbudowujemy ją, chociażby poprzez stworzenie nowego rodzaju Wojsk Obrony Terytorialnej. (...) Będziemy umacniali naszą obecność w NATO – tak prezentował swoją wizję bezpieczeństwa Andrzej Duda. – Cieszę się, że budując polskie bezpieczeństwo, udaje się umacniać relacje z USA – dodał. Potwierdzeniem tego ma być wizyta w USA, która ma zwiększyć obecność sił amerykańskich w Polsce.

Ile na armię?

Duda zapowiada też zwiększenie liczby żołnierzy zawodowych do 150 tys. oraz dokończenie reformy systemu dowodzenia i kierowania. Takie zapowiedzi znalazły się w podpisanej przez niego kilka tygodni temu nowej strategii bezpieczeństwa narodowego.

Program Dudy niesie jednak ze sobą pewną niejasność. Od miesięcy prezydent powtarza, że chciałby, aby wydatki na obronę narodową wzrosły do 2,5 proc. PKB już w 2024 r. (taki współczynnik jest w nowej strategii), tyle że w tej kwestii nie ma mocnego wsparcia ze strony rządu, a w planach wyborczych mowa jest o osiągnięciu tego stanu w 2030 r.

Program Rafała Trzaskowskiego w wielu elementach jest spójny z tym prezentowanym przez Dudę. Zresztą wzmocnienie sił zbrojnych i zwiększenie obecności wojsk amerykańskich rozpoczął poprzedni rząd PO–PSL. Trzaskowski, pomny czystek w wojsku, gdy na czele MON stał Antoni Macierewicz, zapowiada „przeprowadzenie audytu bezpieczeństwa narodowego, przywrócenie etosu polskiego żołnierza i złożenie wniosku do Sejmu o postawienie b. szefa MON Antoniego Macierewicza przed Trybunałem Stanu".

Jego zdaniem silny prezydent powinien zadbać o to, by kwestie bezpieczeństwa państwa zostały wyłączone ze sporu politycznego, a „Rada Bezpieczeństwa Narodowego mogła dyskutować ponad podziałami politycznymi".

Co istotne, Trzaskowski uważa, że należy zachować Wojska Obrony Terytorialnej, chociaż jego zaplecze polityczne od początku je krytykowało. O konieczności pozostawienia WOT mówią też niezależny kandydat Szymon Hołownia oraz lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz, ale proponują oni, aby dowództwo podporządkowane zostało strukturom wojskowym, a nie, tak jak teraz, szefowi MON. Najostrzej o WOT wypowiada się Robert Biedroń, według którego wojska te „zostały wymyślone jako polityczna zabawka Antoniego Macierewicza".

Szymon Hołownia, którego doradcą jest gen. Mirosław Różański, były dowódca generalny rodzajów sił zbrojnych, zapowiada, że zleci audyt dotyczący zakupu samolotów F-35, których koszt jest szacowany na 17,8 mld zł. Zapowiada też przeprowadzenie analizy „struktury budżetu, wskazując jako priorytet modernizację wojska".

Krzysztof Bosak, lider Konfederacji, uważa, że zakup samolotów F-35 to „fanaberia władzy, uzależnionej politycznie od Amerykanów". – Tym bardziej że za F-35 słono przepłaciliśmy – przekonuje.

Lider ludowców Władysław Kosiniak-Kamysz chciałby renegocjować najdroższe kontrakty zbrojeniowe z USA – chodzi o zakup systemów rakietowych Patriot oraz samolotów F-35, bo „tylko te dwa zamówienia mogą stanowić ok. 20–30 proc. kwoty zaplanowanej na modernizację techniczną sił zbrojnych przez najbliższe 15 lat". Proponuje on też utworzenie 2. Świętokrzyskiej Dywizji Pancernej w Kielcach.

Nie tylko USA

Jedynie Robert Biedroń uważa, że Polska nie powinna kupować samolotów F-35 oraz systemów rakietowych Patriot.

– Epidemia pokazała nam, że te środki można było wydać inaczej – dodaje Biedroń.

Z kolei Krzysztof Bosak nie jest zwolennikiem zwiększania liczby żołnierzy amerykańskich w Polsce.

– Wartość obronna wojsk USA w Polsce polega przede wszystkim na wymiarze symbolicznym: atak na Polskę oznaczałby również atak na Stany Zjednoczone. Do realizacji tego zadania wystarcza nawet niewielka liczebnie reprezentacja wojsk amerykańskich – tłumaczy. I dodaje, że dalsze zwiększanie obecności wojsk USA „wiązałoby się dla Polski z dużymi kosztami, nie zwiększając naszych zdolności obronnych".

Z kolei Biedroń uważa, że amerykańskie wojsko nie jest wystarczającym gwarantem naszego bezpieczeństwa.

– Polski rząd musi dywersyfikować nasze strategiczne sojusze. Dlatego przy zachowaniu współpracy ze Stanami Zjednoczonymi należy rozwinąć relacje w ramach Trójkąta Weimarskiego: z Francją i Niemcami, a także z innymi państwami Unii Europejskiej. Trzeba wychodzić z inicjatywami rozbudowy wspólnych programów obronnych w ramach PESCO – tłumaczy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA