fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wojsko

Chińskie wojsko na ulicach Hongkongu. Sprzątało

Żołnierze z garnizonu Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej porządkują ulice Hongkongu po zamieszkach
AFP / HKFP
Żołnierze Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej stacjonujący w Hongkongu drugi raz od 1997 r. wyszli na ulice miasta. W sobotę pomagali mieszkańcom w usuwaniu barykad i sprzątaniu ulic po zamieszkach.

Chińscy żołnierze byli ubrani w stroje gimnastyczne - podkoszulki i krótkie spodnie. Pomagając mieszkańcom, porządkowali teren w pobliżu swych koszar.

Usuwali barykady i zbierali leżące na chodnikach cegły - pozostałości po starciach antyrządowych demonstrantów z policją. W akcji brali udział także strażacy i policjanci. Żołnierze porządkowali ulice przez ok. godzinę. Według "South China Morning Post", było ich ok. 50.

Odkąd w 1997 r. Hongkong powrócił do Chin, żołnierze Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej raz wyszli na ulice miasta. Doszło do tego przed rokiem, gdy pomagali usuwać skutki tajfunu.

Przedstawiciele hongkońskiej opozycji potępili akcję żołnierzy. Zaznaczyli, że wedle obowiązujących przepisów członkowie garnizonu nie mogą mieszać się do spraw lokalnych, a o ćwiczeniach lub działaniach związanych z interesem publicznym muszą z wyprzedzeniem informować władze Hongkongu. Władze mogą też zwrócić się do żołnierzy o pomoc m.in. w razie klęsk żywiołowych.

Prof. Zeng Zhiping z Uniwersytetu Suzhou w Chinach, specjalizujący się w prawie wojskowym, ocenił, że politycy opozycji nie mają racji, potępiając akcję żołnierzy. Jego zdaniem, było jasne, że działalność żołnierzy nie miała charakteru wojskowego. - Nie mieli na sobie mundurów. Byli tam, by posprzątać ulice. Tego przepisy nie regulują. Możemy to określić jako "dobre zachowanie" - stwierdził.

Jak zauważa agencja Reutera, obecność chińskich żołnierzy na ulicach może rozjuszyć uczestników antyrządowych protestów, które od kilku miesięcy destabilizują Hongkong. W tym tygodniu w wielu miejscach miasta do starć demonstrantów z policją dochodziło codziennie.

Protestujący domagają się demokratycznych wyborów oraz śledztwa w sprawie postępowania policji, którą oskarżają o nadużywanie siły. Carrie Lam, szefowa administracji Hongkongu, nie zgadza się na ustępstwa.

W czasie zamieszek w pobliżu Politechniki, manifestanci rzucali w policjantów kamieniami i butelkami z benzyną
AFP
Źródło: rp.pl / Reuters, South China Morning Post
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA