fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Tomasz Pietryga: Debata pełna emocji i półprawd

Flagi Polski i Unii Europejskiej
Flagi Polski i Unii Europejskiej
Adobe Stock
Warszawa mogłaby zaproponować alternatywne rozwiązanie problemu nadużyć w wydawaniu funduszy strukturalnych.

W interesie polskich podatników leży powiązanie ich wypłaty z praworządnością.

Polska jest szóstym największym płatnikiem brutto do unijnego budżetu, rocznie przekazujemy tam ok. 20 mld zł. To m.in. z tych środków zasilane są fundusze strukturalne. W niektórych jednak od lat dochodzi do korupcji i defraudacji. Przyczyniają się do tego np. Włochy, Grecja, Węgry czy Bułgaria, a działania rządów tych państw nie wystarczają, aby problem rozwiązać. W tej sytuacji w interesie UE jest powiązanie praworządności z wypłatą funduszy.

Polski rząd, zapowiadając weto wobec uznaniowych metod pozbawiania funduszy, popełnia jednak błąd, nie wskazując równocześnie alternatywnego sposobu rozwiązania problemu nadużyć. Przedstawienie opartego wyłącznie na merytorycznych przesłankach mechanizmu ochrony unijnych pieniędzy pozwoliłoby wyjść z negocjacyjnego klinczu.

Skorzystania z weta nie można utożsamiać z chęcią wystąpienia z UE. Straszono już nim w Unii wielokrotnie. Cienka czerwona linia jest przekraczana, kiedy państwo członkowskie ignoruje unijne zasady i orzeczenia, występując przeciw nim. Polska groźba sięgnięcia po weto jej nie przekracza. Również nie do końca precyzyjna jest teza, że w ten sposób Polska opóźni, a nawet zablokuje, środki na ratowanie europejskich gospodarek, które miałyby być dostępne już od przyszłego roku. Bo nawet gdyby tego weta nie było, szanse na szybkie uruchomienie tych pieniędzy są znikome.

Decyzję o zaciągnięciu pożyczek i aktywowaniu wartego 750 mld euro programu pomocowego muszą ratyfikować wszystkie państwa członkowskie. Przygotowującym poprzednią perspektywę budżetową w 2014 r. zajęło to 21 miesięcy. Teraz może być podobnie, biorąc pod uwagę skomplikowane procedury ratyfikacyjne w niektórych państwach, np. federacyjnie podzielonej Belgii.

Również na mitach opiera się pomysł zawarcia międzyrządowej umowy w sprawie Funduszu Odbudowy przez 25 państw, bez udziału Warszawy i Budapesztu, oraz pominięcie ich przy rozdziale środków. Państwa członkowskie nie mają takich kompetencji, a owo działanie naruszyłoby wprost jedną z najważniejszych unijnych zasad – konkurencyjności. Okazałoby się bowiem, że francuskie czy niemieckie firmy korzystałyby ze wsparcia, a polskie i węgierskie już nie. To nie do pogodzenia z traktatami.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA