fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Ursula von der Leyen. Niemka, która chce być Europejką

AFP
Ambicje Ursuli von der Leyen na czele Komisji Europejskiej mogą się schować w cieniu koronawirusa i migracyjnej fali z Turcji. Niemka zdążyła się też narazić niemieckiemu biznesowi.

Korespondencja z Brukseli

Pierwsze 100 dni Ursuli von der Leyen w roli szefowej Komisji miało być pełne ambitnych projektów gospodarczych pokazujących, że Europa jest światowym liderem zielono-cyfrowej transformacji. Już w grudniu UE zadeklarowała neutralność klimatyczną do 2050 roku, a kilka tygodni później KE przedstawiła szczegóły zielonego ładu.

Niespełna kwartał zajęło jej przedstawienie kluczowych dla cyfrowego biznesu strategii dla sztucznej inteligencji, sieci 5G i przesyłu danych. Wszystkie zawierają elementy, które mogą sprawić, że może stać się punktem odniesienia dla innych: inwestycje w technologie przy poszanowaniu europejskich wartości, jak np. ochrona prywatności.

Za kilka dni Komisja przedstawi strategię przemysłową, która ma pomóc w tworzeniu europejskich czempionów. To naprawdę imponujący dorobek. A przecież jednocześnie Niemka, jako była minister obrony, chce przewodzić Komisji geopolitycznej. Unia będzie inwestowała w przemysł obronny, sama przewodnicząca swoją pierwszą podróż zagraniczną odbyła do Addis Abeby, gdzie swoją siedzibę ma Unia Afrykańska.

Wszystkie te ambitne plany mogą jednak chwilowo, a może na dłużej, zniknąć w cieniu dwóch poważnych kryzysów: epidemii koronawirusa i nowej fali migracyjnej z Turcji.

Dowiedz się więcej: Nowa fala uchodźców rusza do krajów Unii Europejskiej

Z koronawirusem Bruksela ma ten sam problem, co stolice państw członkowskich: jak ograniczyć epidemię bez siania paniki i powodowania strat gospodarczych. Zamykanie szkół i zakładów pracy, kontrole w strefie Schengen, spadek podróży, to wszystko może uderzyć w nie tak bardzo dynamiczną gospodarkę Unii.

Nie do oszacowania są straty wizerunkowe: co obywatelom UE po ambitnych planach neutralności klimatycznej, jeśli w telewizji będą oglądać doniesienia o kolejnych zgonach spowodowanych koronawirusem, a oni sami będą poddani kwarantannie czy innym ograniczeniom?

Wreszcie koronawirus może spowodować podziały. Już widać zaczątki: Włochy oburzają się na zakazy podróżowania do ich kraju czy też ograniczenia nakładane na ich obywateli wjeżdżających do innych państw UE.

Jeszcze poważniejszym, choć na razie trudnym do oszacowania problemem, może stać się wzmożona fala migracji z Turcji. Recep Erdogan podstawia autobusy imigrantom i wywozi ich na granicę z Grecją, żeby szantażować UE. Mniej chodzi o kolejne pieniądze od UE na utrzymanie infrastruktury dla uchodźców z Syrii na terenie Turcji, bo te na pewno Unia da.

Bardziej o wsparcie polityczne i wojskowe w wojnie prowadzonej przez Turcję w Syrii. A tu Bruksela jest bezsilna. Może „tylko” zajmować się polityką migracyjną i na pewno zrobi to lepiej niż w pamiętnym 2015 roku, gdy nie niepokojony przez nikogo milion imigrantów przeszedł z Grecji przez Bałkany na północ do Niemiec, przyczyniając się do wzrostu nastrojów populistycznych i eurosceptycznych. Będzie lepiej chronić granice zewnętrzne, ale kryzys znów uniemożliwi jej racjonalną dyskusję o reformie polityki migracyjnej.

Niemka, w przeciwieństwie do swojego poprzednika Jean-Claude’a Junckera, niewątpliwie chce być bezstronną przewodniczącą Komisji, wsłuchaną w głosy wszystkich. Dotyczy to zarówno jej stylu zarządzania („Ona naprawdę jest zainteresowana tym, co ludzie mają do powiedzenia” – mówi mi nieoficjalnie jeden z wysokich rangą urzędników), jak i w relacjach z państwami członkowskimi.

W czasie swojej 5-letniej kadencji Juncker przyjechał do Warszawy tylko raz i to na szczyt NATO i nigdy nie ukrywał swojego braku zrozumienia dla tzw. nowych państw Unii. Von der Leyen odwiedziła nasz kraj jeszcze jako desygnowana na przewodniczącą Komisji. Nie utrudniała wszczęcia kolejnego postępowania przeciw Polsce w sprawie sądownictwa, ale jednocześnie jest otwarta na współpracę z rządem, czego przejawem były np. konsultacje z Warszawą, i uwzględnienie jej uwag, w sprawie Funduszu Sprawiedliwej Transformacji, który ma złagodzić skutki strategii neutralności klimatycznej dla polskich regionów węglowych.

Europejskie nastawienie von der Leyen nie przysparza jej jednak sympatyków w Niemczech. Niemiecki biznes z rozrzewnieniem wspomina czasy dwóch poprzednich Komisji, gdy Niemcy w Brukseli reprezentował komisarz Günther Oettinger, który zawsze trzymał drzwi otwarte dla niemieckich lobbystów. Jak pisze tygodnik „Wirtschaftswoche”, von der Leyen odmówiła krótkiego spotkania z prezesem niemieckiego giganta ubezpieczeniowego Alllianz przy okazji imprezy gościnnie organizowanej przez Fundację Konrada Adenauera w Allianz Forum w Berlinie.

Podobnie nie chce przyjmować prezesów niemieckich firm w Brukseli. A przecież na szczycie w Davos rozmawiała z prezesem amerykańskiego Apple’a czy francuskiego ubezpieczyciela AXA.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA