fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Transport drogowy

Pojazdy na minuty po hamowaniu dodają gazu

Shutterstock
Rynek współdzielonych hulajnóg, skuterów, rowerów i aut wyszedł z pandemii mocno poobijany. Część operatorów wypadła z gry, ale inni postawili na ucieczkę do przodu. Popyt zaczyna odżywać.

Ruszył sezon na wynajem pojazdów współdzielonych (z ang. sharing). Zapowiada się on wyjątkowo intensywnie – wygląda na to, że 20-, 40-proc. spadki wypożyczeń, z którymi operatorzy mieli do czynienia w ub.r., to już historia.

Dojrzewanie rynku

Kryzys wywołany epidemią koronawirusa i związane z nim lockdowny sprawiły, że znikome zainteresowanie pojazdami na minuty podważyło opłacalność wielu biznesów z tej branży. W efekcie z rynku wycofali się tak silni gracze jak licząca 500 elektrycznych aut flota innogyGo, litewskie car-sharing CityBee czy międzynarodowi operatorzy e-hulajnóg Hive (FreeNow) i Bird.

Okazało się, że rynek nie znosi próżni. Mimo trudnej sytuacji nad Wisłę weszły w ub.r. – w szczycie pandemii – kolejne firmy oferujące usługi współdzielenia jednośladów, m.in. estoński Bolt (znany z przewozów parataksówkowych) i Dott. Teraz do grona operatorów hulajnogowych dołącza kolejny gigant tej branży – Tier.

A na tym nie koniec. Rozpędzają się też auta na minuty: Traficar ogłosił właśnie umowę z Dacią (będzie miał flotę elektrycznych pojazdów), a jego car-sharingowy rywal, firma 4Mobility, łączy siły z dostawcą usług najmu skuterów i hulajnóg Blinkee.City (w ramach swoich aplikacji będą oferować kompleksowo pożyczanie różnych typów współdzielonych pojazdów).

Adam Jędrzejewski, prezes stowarzyszenia Mobilne Miasto, nie jest zaskoczony tą eksplozją aktywności firm z branży po kryzysowym 2020 r. Jak przekonuje, ruchy te to pewnego rodzaju ucieczka do przodu. – Pandemia spowodowała spadek popytu, część firm musiała zamknąć działalność, ale najwięksi stali się jeszcze silniejsi. Teraz szukają sposobów optymalizacji i dotarcia do jeszcze większej grupy klientów oraz wejścia na nowe rynki. Stąd partnerstwa – tłumaczy. Jego zdaniem współpraca i tworzenie systemów łączących różne systemy tzw. mobilności miejskiej to globalny trend, który i tak do Polski dociera z opóźnieniem.

– Do tej pory każdy próbował działać na własną rękę i tworzyć własny, zamknięty ekosystem. Ale przyszłością jest otwarta usługa na wielu operatorów. To dlatego np. FreeNow w Niemczech rozwija aplikację, w której można pożyczać różne pojazdy sharingowe od wielu dostawców. Polski rynek też do tego zaczyna dojrzewać – dodaje nasz rozmówca.

Dla hulajnóg to czas przełomu

Ekspert Mobilnego Miasta zauważa też, że każdy z segmentów rynku pojazdów na minuty rozwija się w innym tempie. Popyt i podaż hulajnóg przegoniła już rowery i wciąż szybko rośnie. Dalszym wzrostom sprzyjać będzie uregulowanie wreszcie przez Sejm poruszania się takimi tzw. urządzeniami transportu osobistego (znowelizowana ustawa o ruchu drogowym czeka na podpis prezydenta) i przychylne podejście samorządów. Eksperci zwracają uwagę, że hulajnogi to dla miast korzystne rozwiązanie, bo – w odróżnieniu od roweru miejskiego – koszty wdrożenia takiej usługi są po stronie prywatnych firm, a nie ratusza.

Mimo to samorządowcy mają sporo uwag do przyjętych regulacji. Przede wszystkim twierdzą, że te pojawiają się zbyt późno. – O regulację tej kwestii apelowaliśmy do Ministerstwa Infrastruktury wiele razy, po raz pierwszy jeszcze w 2018 r., zanim na ulicach pojawiły się pierwsze wypożyczane hulajnogi. Braliśmy udział w konsultacjach publicznych ustawy i zgłaszaliśmy dziesiątki uwag. Cieszymy się, że w końcu ustawa nabrała kształtu, nadal ma ona jednak braki i niejasności. Ale lepsze takie przepisy niż żadne – komentuje Karolina Gałecka, rzecznik i zastępca dyrektora Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy.

Jej zdaniem największy niesmak budzi „wrzucenie" do ustawy zapisów o tzw. urządzeniach wspomagających ruch. – W efekcie na drogi rowerowe wprowadza się w ten sposób wszystkie osoby jadące na rolkach i innych podobnych urządzeniach, nie dostosowując ani infrastruktury, ani przepisów do takiej zmiany. W samych przepisach dotyczących e-hulajnóg najbardziej razi dopuszczenie ich jazdy po chodniku, co może być niebezpieczne dla pieszych. Niestety zrezygnowano też z wielu narzędzi pozwalających na regulację e-hulajnóg samorządom. Dlatego większość wyzwań spada siłą rzeczy na operatorów systemów sharingowych – wylicza uwagi Gałecka. I dodaje, że mimo to miasto ma określone pomysły na własne uregulowanie współdzielonych jednośladów.

– Opracowaniem strategii zajmuje się powołane właśnie Biuro Zarządzania Ruchem Drogowym. O szczegółach i rozwiązaniach będziemy informować – podkreśla.

Elektryki wrócą do łask

Na innym biegunie niż hulajnogi znajdują się e-skutery na minuty. Zainteresowanie nimi ustabilizowało się, a nawet widać trend spadkowy (operatorzy już dostosowują swoją flotę do ograniczonego zapotrzebowania). Analitycy zauważają, że ten segment pozostanie raczej niszowy.

Z kolei po dwóch latach ostrego spowolnienia dla bike-sharingu znów wychodzi słońce. – Niewątpliwie na tym rynku nastąpi odbicie. Rowery wracają do łask, w tym roku branżę czeka kilka ważnych rozstrzygnięć, jak przetargi samorządowe w Trójmieście, Krakowie czy dla Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Do tego Warszawa poszuka z pewnością partnera dla roweru miejskiego na dłuższy okres – wylicza prezes Mobilnego Miasta.

Widać natomiast, że segment car-sharingu w naszym kraju uległ konsolidacji. – Po zamknięciu elektrycznych flot Vozilli i innogyGo teraz podejście do tego tematu robi Traficar. Wprowadza jednak pojazdy, które będą dwa, trzy razy tańsze, nie rezygnując przy tym z floty aut spalinowych. To ma szansę na powodzenie, bez generowania kilkudziesięciu milionów złotych strat – zaznacza Adam Jędrzejewski.

moda na mobilność miejską

Tzw. rynek MaaS (Mobility as a Service – mobilność jako usługa) rośnie jak szalony. Coraz większe zainteresowanie korzystaniem z pojazdu zamiast jego posiadania sprawia, że wartość takich współdzielonych usług w 2026 r. ma sięgać globalnie 283 mld dol. A to o 140 proc. więcej niż w 2019 r. Według prognoz wraz z rozwojem rynku „sharingu" zmieniać się będzie również jego model – z dotychczasowych opłat za minuty na rzecz subskrypcji. Na takie funkcjonowanie w systemie stałych opłat stawiają m.in. chiński Geely, WeShare (europejski gigant, za którym stoi VW) czy startup Finn.auto. Na znaczeniu (choć głównie na rynkach o sprzyjającym klimacie) mają też zyskiwać skutery oraz rowery elektryczne na wynajem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA