fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Karykaturzysta mierzy się z naturą

Tryptyk, Bogurodzica z dzieckiem
Fotobank.PL
Pejzażowe fascynacje Kazimierza Sichulskiego (1879–1942) można oglądać na świetnej wystawie w Sopocie.

Baba z kozą, starowinka z kurami, ślepy huculski śpiewak, huculskie sieroty – to nie jest zestaw bohaterów, do jakich przyzwyczaił fanów Kazimierz Sichulski.

Lwowianin studiujący na krakowskiej ASP pod okiem Wyspiańskiego i Mehoffera zaczął spektakularną karierę „intelektualnego" karykaturzysty w satyrycznym pisemku „Liberum Veto". A potem zapuścił się w czeluści Jamy Michalikowej, gdzie gnieździł się pierwszy polski kabaret Zielony Balonik. Tamże Sichulski zdobył popularność wśród krakowskiej elity, zarobił trochę kasy oraz poznał pewną aktorkę, demoniczną rudowłosą piękność, która wkrótce została jego żoną. Nieźle jak na kogoś, kto skończył zaledwie 25. rok życia.

Jednak dyżurny Balonikowy karykaturzysta niespodziewanie poczuł potrzebę zrównoważenia nieznośnej lekkości kabaretowego bytu – konkretem. Naturą. Taką prawdziwą, nieskażoną cywilizacją.

Gdzie na początku XX wieku można było znaleźć dziewiczą naturę? Krakusom najbliższe były podkrakowska wieś i Tatry, środowisko lwowskie opowiadało się za Karpatami Wschodnimi.

Pod koniec 1904 roku Sichulski wraz z dwoma kolegami z krakowskiej ASP, także lwowiakami, przedsięwziął pierwszą spedycję na Huculszczyznę. Zamieszkali w niedostępnej leśniczówce otoczonej dziewiczymi lasami. Warunki prymitywne, dające smak „męskiej" przygody. Przetrwali zimę, a wiosną wyprawili się w doliny wraz z autochtonami pędzącymi owce. Wrócili bogaci w doświadczenia, a także szkice i obrazy.

W 1907 roku Sichulski zamieszkał w rodzinnym Lwowie. Duży dom, spora rodzina, powodzenie u publiczności i krytyki, od 1920 roku stanowisko profesora na lwowskiej uczelni – czyli spokojna egzystencja „ustawionego" artysty. Ale nie zdradził krainy nad Prutem i Czeremoszem. Odwiedzał ją często, rejestrując scenki rodzajowe, karmiąc oczy pejzażem oraz inspirując się folklorem.

Ten bliski kontakt widać na wystawie w sopockiej Państwowej Galerii Sztuki. Znalazły się tam prace Sichulskiego powstałe między 1906 a 1932 rokiem. Wypożyczono je z Lwowskiej Galerii Sztuki. Pomiędzy impresyjnymi, spontanicznie malowanymi krajobrazami i galerią wiejskich typów znalazła się kompozycja odbiegająca od pozostałych stylistyką.

To miała być mozaika. Niestety, do realizacji nie doszło. „Madonna" (1914), zwana też „Huculską Bogurodzicą", istnieje tylko w wersji wstępnej, namalowanej temperą na kartonie. To ukłon w stronę secesyjnej stylistyki z wyraźnym wpływem Klimta: złote tło, postaci obwiedzione wyraźnym konturem, całość bardzo dekoracyjna.

Sichulski dał jednocześnie wyraz swej fascynacji góralszczyzną. Ubrał Madonnę w krasą spódnicę, upiększył sznurami korali. Jezus nosi biały kożuszek i koszulinę przewiązaną krajką, lecz stopy ma bose. Uczy się chodzić pod kuratelą matki. Sytuacja wydaje się zwyczajna; pozy Marii i Syna nie odbiegają od zachowań ludzkich. Jednak Dzieciątko wznosi rękę w geście błogosławieństwa. Błogosławi świat i Polskę, której przepowiada niepodległość.

Malarstwo, rysunek z kolekcji Lwowskiej Narodowej Galerii Sztuki. Wystawa czynna do 3 lipca

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA