fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Szaleństwa tego świata

Michał Szułdrzyński: Ekologia i katastrofizm, czyli kto nie słucha młodych?

Fotorzepa, Ada Michalak
Posłuchałem niedawno wypowiedzi uczniów i uczennic polskich liceów, którzy w wielu miastach wzięli udział w strajku klimatycznym. Część prawicy wyśmiewa ich postulaty, przekonując, że globalne ocieplenie to bzdura, a ruch ekologiczny to kolejny spisek, tyle że w miejsce Żydów, którzy mieli wykorzystywać naszą gospodarkę, pojawili się ekologiści, których postulaty mają doprowadzić Polskę do ruiny. Z kolei lewica zachwyca się protestującą młodzieżą. Ma nadzieję, że prędzej czy później obali ona rządy Jarosława Kaczyńskiego i pozwoli przywrócić w Polsce normalność, tym razem zieloną.

Mam wrażenie, że żadna z tych grup nie chce słuchać ze zrozumieniem tego, co mają do powiedzenia tysiące młodych Polek i Polaków wychodzących na ulice. A tym, co wydaje mi się ich najważniejszym przekazem, jest zupełnie niezwykłe załamanie się wiary, którą karmiliśmy się od 1989 r., że oto przyszłość rysuje się w jasnych barwach, że nasz kraj będzie już tylko bogatszy, będziemy żyć dłużej i zdrowiej, wieżowce będą wyższe, będziemy stawiali sobie jeszcze piękniejsze wille i budowali jeszcze szersze autostrady.




Tym, co wydaje mi się wyjątkowe w strajku klimatycznym, jest właśnie odrzucenie tej wiary w postęp. Młodzi mówią nieustannie, że boją się przyszłości, że przepełnia ich – by zacytować tytuł książki Kierkegaarda – bojaźń i drżenie. I jeśli posłucha się tego, co mają do powiedzenia protestujący, wyłania się obraz nowego katastrofizmu. Katastrofizmu, który akurat w zmianach klimatycznych doszukuje się przyczyn czekającej nas zagłady.

Wielu młodych wspomina, że cierpiało na depresję klimatyczną, czyli trwały zły stan psychiczny wynikający z lęku przed zagładą naszej planety. Zamiast więc bagatelizować młodych, mówiąc, że uwierzyli w klimatyczne bajki, jak robi część prawicy, lub tylko im klaskać, że są tą postępową siłą, która może pomóc w zmianie polityki klimatycznej i traktować przez to instrumentalnie, jak to robi część lewicy, trzeba ten lęk, ten katastrofizm przyjąć do wiadomości. Bojaźń i drżenie strajkujących nastolatków są bowiem faktem.

Katastrofizm nie jest przecież czymś nowym w kulturze Zachodu. Byli już katastrofiści fin de siecle'u (dość wspomnieć Rimbauda czy Baudelaire'a), byli katastrofiści przed- i powojenni. „Nienasycenie" Witkacego to chyba najciekawsza polska powieść o lęku przed katastrofą związaną z bolszewicką nawałą, którą autor przeczuwał i której się obawiał tak bardzo, że gdy tylko dowiedział się – niemal równo 80 lat temu – o sowieckiej agresji na Polskę, popełnił samobójstwo. Czymże innym była poezja Baczyńskiego i Gajcego, jeśli nie reakcją na katastrofę? Czym był powojenny egzystencjalizm Sartre'a czy Camusa, jeśli nie zakorzenionym głęboko w pesymizmie przekonaniem o tragiźmie naszego losu? Katastrofiści XX wieku często powoływali się na tezę Oswalda Spenglera o upadku cywilizacji europejskiej. Dziś uczestnicy młodzieżowego strajku klimatycznego wieszczą zagładę nie tylko Zachodu, ale też całego globu.

Nie rozumiem alergii, jaką na tych młodych ma duża część naszej prawicy. Tym bardziej że z ekologistami może ich łączyć co najmniej kilka punktów. Udział w strajku jest bowiem wyrazem głębokiej niezgody na liberalno-demokratyczny porządek, jaki zapanował na świecie w ostatnich latach, co naszej rodzimej prawicy powinno się wszak podobać. Wezwania do ochrony przyrody znaleźć można już w pierwszej encyklice Jana Pawła II „Redemptor hominis". Trapiący polskie miasta i wsie smog nie jest lewackim wymysłem, lecz problemem, który trzeba rozwiązać. Punktów stycznych może być więcej. Ale nasza prawica już nieraz udowodniła, że woli się oburzać i szukać wrogów, niż myśleć o budowaniu i strategii.

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA