fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Ustawa o IPN nie wzburzyła Brytyjczyków

Fotorzepa/ Piotr Guzik
Tylko kilkunastu deputowanych wzięło udział w parlamentarnej debacie na temat kontrowersyjnych polskich przepisów w sprawie odpowiedzialności za Holokaust.

Spotkanie odbyło się z inicjatywy posła Partii Pracy Alexa Sobela, którego ojciec, Leopold, wyjechał z Polski w 1964 r. W przemówieniu otwierającym półtoragodzinne obrady przypomniał on, że to z naszego kraju pochodzi najwięcej Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, Polacy uratowali ok. 35 tys. Żydów przed śmiercią z rąk niemieckich nazistów. Wymienił kilka konkretnych postaci, które jak Jan i Anna Puchalscy, Jan i Antonina Żabińscy czy Leopold i Magdalena Sochowie ocalili życie polskich Żydów, w tym spokrewnionego z samym Sobelem Yehudy Mildinera.

Jednak sprawozdawca przekonywał także, że nowelizacja ustawy o IPN uruchomiła falę antysemityzmu w Polsce, którego ofiarą padło m.in. muzeum w Auschwitz-Birkenau. Zacytował niezwykle dosadne maile, jakie sam otrzymał po wystąpieniu z inicjatywą debaty.

„Ty talmudzkie g..., odpier... się od Polski. Trzymaj swój talmudzki nos z dala od polskich spraw, ty szatańskie nasienie. Szatańska synagoga zginie w płomieniach" – brzmiał jeden z maili.

W kraju, który w kampanii przed brexitem padł ofiarą trolli powiązanych m.in. z Kremlem, poseł nie podał jednak w wątpliwość, czy takie obelgi faktycznie oddają nastroje w Polsce, czy też może są narzędziem Rosji, aby pogłębić spór między ważnymi sojusznikami w NATO.

Alex Sobel zaapelował do brytyjskich władz o podnoszenie sprawy ustawy o IPN już nie tylko w dwustronnych kontaktach z polskimi władzami, ale także na forum samej Unii.

Ale raczej w tym punkcie nie osiągnął zamierzonego efektu. Rząd reprezentowała wiceminister spraw zagranicznych Harriett Baldwin, odpowiedzialna za stosunki z Afryką i pomoc rozwojową. Powtórzyła to, co już wcześniej napisał w liście do Sobela minister ds. europejskich Alan Duncan: rząd będzie dopytywał o los ustawy o IPN polskie władze w kontaktach dwustronnych, tak jak to robił do tej pory. Nie zamierza stawiać sprawy na forum międzynarodowym. Jest to więc reakcja zdecydowanie bardziej stonowana, niż ta ze strony władz Izraela i Stanów Zjednoczonych zaraz po przyjęciu kontrowersyjnej ustawy przez polski parlament na początku roku. W rozmowie z „Rz" dwa tygodnie temu Sobel powiedział, że za przykładem brytyjskiego mogą pójść parlamenty niektórych innych krajów Unii. Teraz jest to mniej pewne.

Ograniczone zainteresowanie tą kwestią wykazał bowiem nie tylko brytyjski rząd, ale także parlament. Spotkanie zorganizowano we wtorek rano nie w głównej sali Izby Gmin, lecz mniejszej, zwanej Westminster. Następnym punktem była debata nad dziurami w brytyjskich drogach. Sala świeciła pustkami: w obradach uczestniczyło maksymalnie kilkunastu deputowanych. Nie zjawił się na nich nawet konserwatywny deputowany Andrew Percy, choć wraz z Sobelem wnioskował o jej przeprowadzenie. – Musiał polecieć do Kanady, aby wziąć udział w rozmowach w sprawie handlu po brexicie – usłyszeliśmy w biurze prasowym posła.

Jednak i sama debata niekoniecznie poszła w kierunku, na który liczył Sobel. Laburzystowski deputowany Stephen Pound wskazywał, że nowelizacja ustawy o IPN to reakcja na narastającą na świecie falę zrzucania odpowiedzialności za Holokaust na Polskę. Konserwatywny poseł Daniel Kawczyński, pierwszy deputowany Westminster urodzony w Polsce, wskazywał, że nasz kraj jak żaden inny cierpiał w czasie nazistowskiej okupacji, ale to doświadczenie nie zostało powszechnie uznane za granicą. Mówił, jak jego krewni, „podobnie jak wiele innych polskich rodzin", zapłacili najwyższą cenę za próbę uratowania Żydów. Inaczej sprawę ocenił deputowany Partii Pracy John Mann, który dopytywał się, co się stało z majątkiem pozostawionym przez ofiary Holokaustu.

Robert Lubański, rzecznik Trybunału Konstytucyjnego, powiedział „Rz", że wciąż nie ma terminu, kiedy zapadnie wyrok w sprawie zgodności nowelizacji ustawy o IPN z konstytucją. Przepisy, choć teoretycznie weszły w życie trzy miesiące temu, pozostają jednak martwe. Wpłynęło co prawda 79 zawiadomień o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przypisywania narodowi lub państwu polskiemu odpowiedzialności za zbrodnie popełnione przez nazistowskie Niemcy, ale tylko w dziesięciu sprawach prokuratorzy podjęli decyzje – wszystkie o odmowie wszczęcie postępowań.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA