Doktor Li Wenliang, okulista ze szpitala w Wuhan, do którego trafili pierwsi zainfekowani koronawirusem pacjenci, napisał na czacie dla studentów medycyny, że zostali oni "poddani kwarantannie na oddziale ratunkowym".
Stało się to 30 grudnia, gdy tylko siedmiu pacjentów odizolowano z powodu potwierdzenia wirusa.
Czytaj także: Koronawirus z Wuhan: 17300 chorych, 362 ofiary
"To straszne" - skomentował jeden z uczestników czatu. "Czy nadchodzi nowy SARS?" - epidemia, która wybuchła w 2002 roku również w Chinach i zabiła 800 osób.
Tej samej dobry w środku nocy dr Li został wezwany do miejskiego urzędu ds. zdrowia i wypytany, dlaczego podzielił się tą informacją ze studentami.
Trzy dni później, nocą, do domu doktora Li Wenlianga wtargnęła policja i aresztowała medyka. Został zmuszony do podpisania oświadczenia, w którym przyznaje, że jego zachowanie było "nielegalne".
W dniu, w którym Li Wenliang ostrzegł przed możliwością wybuchu epidemii, władze skupiły się na uciszaniu lekarzy, a policja ogłosiła, że prowadzi dochodzenie w sprawie ośmiu osób podejrzanych o rozpowszechnianie "plotek" o epidemii.
Od momentu wystąpienia pierwszego przypadku koronawirusa na początku grudnia do decyzji rządu o zamknięciu Wuhan minęło najważniejszych 7 tygodni, które opóźniły skoordynowane działania służby zdrowia - pisze "New York Times".
Specjaliści od zdrowia publicznego są przekonani, że nie podejmując stanowczych działań w celu ostrzeżenia opinii publicznej i personelu medycznego, rząd Chin stracił jedną z najlepszych okazji, żeby zapobiec epidemii.
Dr Li, okulista, zwolniony z aresztu wrócił do pracy. W szpitalu otrzymał naganę. 10 stycznia leczył kobietę z powodu jaskry. Nie wiedział, że została już zarażona koronawirusem, prawdopodobnie przez córkę. Obie zachorowały. On też.