fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służba zdrowia

Ryczałt każe oszczędzać na chorych

Fotorzepa, Rafał Guz
Zniesienie nadwykonań i rosnące koszty pensji personelu medycznego sprawiają, że brakuje pieniędzy na pacjentów.

„W związku ze stwierdzeniem przekroczenia planu rzeczowo-finansowego polecam ograniczenie planowych przyjęć w miesiącach listopad–grudzień" – napisał do szefa oddziału ortopedycznego dyrektor szpitala we Wrocławiu.

Podobne listy lub polecenia ustne dostają szefowie oddziałów szpitalnych w całej Polsce. W wielu pod koniec roku zarządza się pilny remont, wyłączający z użycia część łóżek. Tracą zapisani na zabieg w końcu roku.

Odsyłają urazowych

Problem dotyczy przede wszystkim dużych placówek wojewódzkich czy klinicznych, które nie mają możliwości odesłania pacjenta do innego szpitala. Jak tłumaczy dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego (USK) we Wrocławiu Piotr Pobrotyn, jego placówka ma najwyższy stopień referencyjności i nie może pacjenta nie przyjąć: – Dlatego uważam, że szpitale kliniczne powinny mieć wyższy ryczałt jako te, które zabezpieczają bezpieczeństwo zdrowotne obywateli – mówi. Od miesięcy zwraca się do dyrektora wojewódzkiego oddziału NFZ o zwiększenie ryczałtu, powołując się na uzasadnione w ustawie okoliczności. Bez skutku. Nie trafia ani argument o przejęciu pacjentów z wygaszonej w sąsiednim szpitalu chirurgii naczyniowej, ani o wygaszeniu porodówki w sąsiednim powiecie, przez co rodzące trafiają do USK.

Zdaniem gen. prof. Grzegorza Gieleraka, dyrektora Wojskowego Instytutu Medycznego (WIM) w Warszawie, niektóre mniejsze placówki pod koniec roku ograniczają koszty funkcjonowania, odsyłając pacjentów do większych ośrodków z różnych powodów organizacyjnych, np. remontu czy niedziałającego aparatu RTG. – Pacjent urazowy z definicji jest dla szpitala bardziej kosztowny, a przez to mniej rentowny niż planowy. Wymaga nie tylko zabiegów z wykorzystaniem drogich materiałów, ale też zapewnienia stałej obsady dyżurowej na SOR czy w centrum urazowym, które nie może takiego chorego nigdzie odesłać – tłumaczy gen. Gielerak.

Kliniczne Centrum Kardiologii Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku przyjęcia planowe ogranicza już od stycznia, świadome, że zalew pacjentów z Klinicznego Oddziału Ratunkowego (KOR) i tak wypchnie tych zapisanych w kolejce.

Podwyżki pożerają

– Wszystko przez to, że szpitale nie mogą już rozliczyć nadwykonań. W poprzednim systemie, jeśli miałem zakontraktowanych 50 operacji, a wykonałem 75, mogłem liczyć na zapłatę za 60, bo po negocjacjach Fundusz zgadzał się zwrócić mi część nakładów – tłumaczy Jakub Szulc, ekonomista, były wiceminister zdrowia w rządzie PO. – Dziś nie mam pewności, że jeśli przekroczę wartość ryczałtu, na kolejny rok dostanę więcej pieniędzy. To zależy od tego, czy inny szpital w województwie nie wykonał swojego ryczałtu – tylko pozostawiona przez niego nadwyżka może zwiększyć moje finansowanie. Najbezpieczniej jest wykonać od 98 do 102 proc. ryczałtu, bo to gwarantuje 100 proc. finansowania z roku poprzedniego – tłumaczy Szulc.

Zdaniem gen. Gieleraka pieniędzy na leczenie brakuje także z powodu coraz większych podwyżek dla personelu medycznego. Choć pieniądze na ustawowe zwiększenie pensji lekarzy rezydentów przekazał resort zdrowia, to szpitale zapłaciły pochodne wynagrodzeń. A wyższe wynagrodzenia specjalistów wymusiły wyższe stawki za dyżury. Nie bez znaczenia są żądania płacowe przedstawicieli pozostałych zawodów medycznych. Jak wyjaśniają eksperci, dyrektorzy muszą je spełnić, chcąc zapewnić ciągłość świadczeń, a budżet na leczenie maleje. Jeśli koszty pracy będą rosnąć, pacjenci ucierpią jeszcze bardziej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA