fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Reforma sądownictwa: Hiszpania idzie w ślady Polski. Co zrobi UE?

Sądownictwo w Hiszpanii
Adobe Stock
Bruksela wpada we własną pułapkę: musi zareagować na reformę sądownictwa Madrytu, jak to zrobiła wobec Warszawy.

Hiszpanie z Polską nie chcą mieć nic wspólnego.

– Słowiański kraj od lat podcina podział władzy, przez co został wielokrotnie skazany przez Unię. Chodzi o reformy, które dotykają wszystkich organów wymiaru sprawiedliwości i nie mają wiele wspólnego z planami rządu Sáncheza – pisał w weekend główny dziennik kraju, powiązany z socjalistami „El Pais".

Obrona wizerunku królestwa jest konieczna, bo mimo zaklęć mediów problemy Madrytu z Brukselą przywołują na myśl spory, jakie wiedzie z unijną centralną nie tylko Warszawa, ale i Budapeszt. Od dwóch lat Hiszpanom nie udaje się doprowadzić do odnowienia składu Najwyższej Rady Władzy Sądowniczej (CSPJ), odpowiednika polskiej KRS. Potrzeba do tego w Kortezach większości 3/5, której nie może zdobyć mniejszościowy, lewicowy rząd Pedro Sáncheza. Konserwatywna Partia Ludowa (PP) odmawia podjęcia w tej sprawie rozmów, jeśli miałby w nich uczestniczyć koalicjant socjalistycznej PSOE, radykalny Unidos Podemos (UP).

Premier postanowił więc przełamać paraliż i przedstawił w parlamencie reformę, która zakłada, że 12 z 20 członków CSPJ miałoby zostać mianowanych w drugim głosowaniu zwykłą większością deputowanych, o ile w pierwszym głosowaniu nie da się zebrać większości 3/5. Zmiana ma zostać uchwalona w ciągu dwóch miesięcy. Popiera ją 186 z 350 deputowanych, bo Sánchez zdołał przeciągnąć na swoją stronę kilka partii regionalnych. Plan zakłada, że UP mianuje dwóch sędziów, co jest nie do przyjęcia dla PP. To dalekie echo nigdy nierozliczonej wojny domowej, bo PP wywodzi się z dawnych frankistowskich środowisk, a lewica – zwolenników Republiki.

Sprawa, jak w przypadku Polski, dotarła już do Brukseli. Tu, na wzór polskiej opozycji, lider ludowców Pablo Casado przekonał europejską egzekutywę do przyjęcia twardej postawy wobec Madrytu.

– Reformy wymiaru sprawiedliwości w krajach członkowskich muszą zawsze być przeprowadzone w porozumieniu ze wszystkimi należnymi organami, w tym Komisją Wenecką – oświadczył rzecznik Komisji Europejskiej Christian Wigand. Nie ujawnił jednak, z jakiego zapisu traktatu o UE Bruksela czerpie prawo do określania granic reform sądownictwa w państwach UE.

W Hiszpanii wzmianka o Komisji Weneckiej została przyjęta z oburzeniem, bo to organ kojarzony tu z ochroną demokracji w krajach „autorytarnych": Polską, Ukrainą, Turcją, Gruzją. Rząd Sáncheza mógłby co prawda być określany jako „socjalistyczno-komunistyczny": część działaczy UP odwołuje się w końcu do tradycji komunistycznej. Jednak w polskich mediach takie określenie nigdy się nie zakorzeniło. Hiszpańskie media od pięciu lat uważają natomiast, że nad Wisłą rządzi ekipa „ultrakonserwatywna" albo wręcz „autorytarna", z którą hiszpańska opinia publiczna nie chce być wiązana.

Przeprowadzona w 1985 r. przez socjalistycznego premiera Felipe Gonzáleza reforma CSPJ znów przypomina jednak to, co zdarzyło się w Polsce, tylko że w lustrzanym odbiciu. Aby oddalić sędziów powiązanych z frankistowską dyktaturą, nieraz skazujących na śmierć zwolenników Republiki, zlikwidowano system wyboru składu sędziowskiego przez same organy prawnicze. W zamian powstał mechanizm, który przyznaje takie kompetencje Kortezom.

Z perspektywy Hiszpanii próba blokady reformy przez Brukselę jest tym boleśniejsza, że przywodzi na myśl brak podstawowej lojalności Belgii i Niemiec wobec Madrytu, na którą unijne organy nie zareagowały. Sądy obu krajów trzy lata temu odmówiły wydania lidera katalońskich secesjonistów Carlesa Puigdemonta pod pozorem, że królestwo nie jest państwem prawa.

Spór dodatkowo utrudnia uruchomienie wartego 750 mld euro kredytów i darowizn Funduszu Odbudowy, którego Hiszpania ma być czołowym beneficjentem. Pieniądze są zablokowane z powodu sporu o powiązanie wypłat z respektowaniem praworządności. Teraz Madryt stał się jego stroną.

Prof. Genowefa Grabowska ekspert prawa międzynarodowego i europejskiego, była europoseł

Okazuje się, że bez względu na to, kto rządzi, a kto jest w opozycji, problemy bywają takie same w różnych krajach. Racjonalny ustawodawca powinien zatem uchwalić prawo na różne sytuacje w parlamencie i określić, jaka większość nie spowoduje blokady danego organu – w tym wypadku odpowiednika polskiej Krajowej Rady Sądownictwa. Właściwą większością wydaje się 50 proc. Co ciekawe, polską KRS wybiera się większością 3/5 głosów poselskich. Odwołanie się hiszpańskiej opozycji do Brukseli będzie w moim odczuciu o tyle nieskuteczne, że traktaty o Unii nie przyznają organom UE prawa organizowania krajowego sądownictwa. Nie tylko hiszpańska opozycja testuje jednak, jak daleko może się posunąć i zaangażować Brukselę do roli rozjemcy w sprawach krajowych. Nie przypuszczam, by Komisja Europejska dała się wciągnąć w tę grę. —dom

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA