fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądy i prokuratura

Nowa KRS: rola pierwszej prezes SN staje się bezpiecznikiem

Prof. Małgorzata Gersdorf
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Nie, pani rzecznik Beato Mazurek, pani prezes Małgorzata Gersdorf nie bawi się z wami w kotka i myszkę. Dla was rządzenie państwem to może zabawa, ale prezes Gersdorf idzie o życie.

O życie każdego z nas, o prawo do życia w wolnym kraju, w którym nikt nie musi się bać. W którym kierowca seicento może być spokojny, że kiedy przez przypadek stanie na drodze kolumny rządowej, sędzia nie będzie się bał wydać wyroku zgodnie z własnym sumieniem. W którym ktoś ze strachu przed zwolnieniem z pracy, wydaleniem z uczelni, odebraniem kontraktu skryje swoje poglądy, nie mając pewności piekarza z czasów cesarza Fryderyka, że „są jeszcze sądy w tym kraju".

Lęk odbiera ludziom wolność, a to odziera ich z godności. Proszę przeczytać dwie książki Zygmunta Baumana, światowej sławy socjologa i filozofa, o płynnym lęku w płynnej nowoczesności. Dla Zygmunta Baumana w Polsce roku 1968 zabrało miejsca. Dla nas nie zabraknie, dzięki niemu jesteśmy silniejsi. Bauman głęboko pochylił się nad słowami wypowiedzianymi w 1941 r. przez Franklina Delano Roosevelta, gdy podpisywał Kartę Atlantycką, że oczekujemy świata opartego na czterech wolnościach. Wolności słowa i głoszenia poglądów, wolności wyznawania religii, wolności od niedostatku i wolności od strachu. Jak nie chcecie czytać Baumana, to posłuchajcie Ameryki.

Pytacie: kimże ja jestem, żeby was pouczać? Jestem sędzią. Też sprawuję władzę w tym kraju, odrębną i niezależną od waszej. Tak samo jak wy, mam obowiązek troszczenia się o państwo, o dobro wspólne. Na pewno zarzuciliście mi już, że zajęłam się polityką! Otóż od dawna się nią zajmuję. Bo czym jest polityka? Działaniem dla dobra wspólnego, rzeczypospolitej. Czy to coś złego? Czy sędziemu nie wolno się tym zajmować? Czy pani prezes Gersdorf nie wolno? Zygmunt Bauman do końca życia objaśniał nam świat. Chyba miał rację, pisząc, że polityka powinna być „mostem między człowiekiem a światem", a zamiast tego pogłębia przepaść i zręcznie manipuluje jednostkami. Ja takiej polityki nie uprawiam. Pani prezes Gerddorf też nie. A wy czym się zajmujecie?

Nie używajcie również lepiej argumentu, że macie poparcie ponad 40 proc. obywateli. Władimir Putin parę dni temu też wygrał wybory z miażdżącą przewagą, nie wspominając o innych z przeszłości.

Tworząc przepisy ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa, ustawodawca wyjątkowo wykazał się przezornością, powierzając pierwszemu prezesowi SN zwoływanie pierwszego posiedzenia Rady. Gdy wszyscy przestrzegają porządku ustrojowego określonego przez konstytucję, taka rola wydaje się jedynie ceremonialna. W czasach pogardy dla konstytucji i zasad rola pierwszej prezes staje się bezpiecznikiem. Zwołując pierwsze posiedzenie KRS, pierwsza prezes SN musi mieć pewność, że zwołuje konstytucyjny organ, który będzie strzegł niezależności sądów i niezawisłości sędziów.

Dlaczego trzeba jej strzec? Bo władza sądownicza jest najsłabszą z władz, którą inne mniej lub bardziej, ale zawsze chciały sobie podporządkować. Wiedzieli o tym wszyscy uczestnicy strony społecznej przy Okrągłym Stole. Poseł Jarosław Kaczyński też. Tak jak obsadzenie składu sądu nie może budzić wątpliwości, by postępowanie nie było dotknięte nieważnością, tak obsada składu Rady musi być poza wszelkimi podejrzeniami. Inaczej nie ma mowy, by mogła strzec prawa kierowcy seicento do rzetelnego procesu prowadzonego przez bezstronny, niezawisły sąd w niezależnym sądzie. Wybór sędziów-członków Rady przez Sejm RP niczego tu nie legitymizuje ani nie konwaliduje. Poczytajcie wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie Richter przeciwko Polsce. W tej sprawie orzekał sędzia delegowany przez prezesa sądu okręgowego. Po wydaniu wyroku okazało się, że na jedną z rozpraw nie zabrał dokumentu o delegowaniu, takie niedopatrzenie, drobiazg. Brak delegacji został naprawiony, prezes sporządził dokument o delegacji i wszystko zostało zakończone. Sąd Najwyższy oddalił kasację opartą na zarzucie niewłaściwej obsady sądu, uznając ją za oczywiście niezasadną. Trybunał Praw Człowieka powiedział: nie. Nie da się naprawić wady w obsadzie składu sądu. Zarządzenie prezesa sądu o delegowaniu nie było niewiele znaczącym dokumentem. Naruszono prawo człowieka gwarantowane w art. 6 konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. Sąd Najwyższy musiał wznowić postępowanie. Zasady muszą być przestrzegane.

Wskazywanie prezydentowi przez organ, który nie jest Radą, osób do powołania na urząd sędziego będzie wadliwe. Akt powołania ich przez prezydenta tej wady nie usunie. Jeśli Rada ma zacząć działać, pierwsza prezes SN ma wziąć odpowiedzialność za zwołanie pierwszego posiedzenia, musi wszystko sprawdzić. I trzeba cierpliwie czekać.

Obywatele cierpliwie czekali i czekają na rozpoznanie ich spraw ze względu na braki kadrowe w sądach. Ustawa nakazywała ministrowi Ziobrze obwieszczać o wolnych stanowiskach sędziowskich w terminie 30 dni od ich zwolnienia. Minęły już dwa lata i do dziś minister nie zdążył obwieścić o większości. Nie ma co się denerwować, obywatele tyle czekali na sprawiedliwość, to jeszcze poczekają. My, sędziowie, też poczekamy na kolegów, którzy nas wesprą. Zasiadając przy wspólnym stole sędziowskim, musimy mieć gwarancję, że podpis pod wyrokiem składamy obok podpisu kolegi sędziego. Jeszcze trochę też wytrzymamy i damy radę sami obronić naszą niezależność i niezawisłość.

Pani prezes Gersdorf, proszę się nie spieszyć.

Autorka jest sędzią Sądu Okręgowego w Opolu

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA