fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Kłopoty dawnego gangstera. "Masa" korumpował policjanta?

Jarosław Ł. w latach 90. należał do gangu pruszkowskiego
SE/EAST NEWS, Wojciech Jargilo
„Masa" od lat znał policjanta, za którego korumpowanie ma teraz zarzuty. Ten chronił go jako świadka.

Jarosław Ł. (kiedyś S.), ps. Masa – najbardziej znany w kraju świadek koronny, który przed laty pogrążył gang pruszkowski – skusił się na kilkaset tysięcy złotych i kilka dni temu trafił do aresztu pod zarzutem wyłudzeń kredytów, korupcji i płatnej protekcji.

– Zarzuty korupcyjne dotyczą drobiazgów, a kwoty są śmieszne jak na postępowanie przygotowawcze prowadzone od trzech lat – mówi „Rzeczpospolitej" mec. Franciszek Piątkowski, adwokat „Masy", i zapowiada, że złoży zażalenie na areszt.

„Nie wrócę do dawnego życia" – zapewniał wielokrotnie w wywiadach „Masa", dając do zrozumienia, że przestępcza działalność to już zamknięty rozdział. Jednak – jak twierdzą śledczy – wygląda na to, że stare nawyki wzięły górę.

„Wszędzie mam znajomości, wszystko mogę załatwić" – według podsłuchanych rozmów Jarosława Ł. tego typu deklaracje miały padać z jego ust wielokrotnie. Z zarzutów wynika, że nie były to przechwałki bez pokrycia. A świadek koronny, który przyczynił się do posłania za kratki bossów mafii pruszkowskiej, wciąż był człowiekiem wpływowym.

Jak twierdzi prokuratura, „Masa" kupował sobie przychylność wysokiej rangi policjanta Zbigniewa G., który w łódzkiej komendzie wojewódzkiej był naczelnikiem Wydziału Wywiadu Kryminalnego – jednej z najbardziej newralgicznych komórek w policji. „Masa" regularnie przez rok (od czerwca 2014 r. do lipca 2015 r.) korumpował go, wręczając dość osobliwe łapówki – środki anaboliczne i dwie tony pelletu (materiał grzewczy) wartości ok. 1,5 tys. zł.

Skąd łapówka w postaci anabolików? – Naczelnik o posturze kulturysty, potężniejszy niż „Masa", mógł wykorzystywać anaboliki na własne potrzeby – sugeruje jeden ze śledczych.

Jak naczelnik miał się odwdzięczać Jarosławowi Ł.?

– Korzyści wręczane były w celu zapewnienia sobie pomocy i przychylności Zbigniewa G. w zakresie podejmowanych z urzędu lub z jego inicjatywy czynności służbowych – mówi krótko Maciej Florkiewicz, naczelnik lubelskiego Wydziału ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej.

Według informacji „Rzeczpospolitej" „Masa" poznał G. przed laty, kiedy ten pracował jeszcze w Centralnym Biurze Śledczym w zarządzie ochrony świadka koronnego. G. był w grupie funkcjonariuszy ochraniających „Masę". – Najwyraźniej naczelnik przekroczył cienką linię, a kontakty służbowe przerodziły się w osobistą znajomość – mówi nam jeden z policjantów.

Zbigniew G. do komendy w Łodzi przyszedł w 2005 r. z CBŚ z Warszawy. Naczelnikiem Wydziału Wywiadu Kryminalnego był od lutego 2011 r. Teraz wszczęto procedurę jego wydalenia ze służby.

To wydział w policji kluczowy – odpowiada m.in. za policyjnych informatorów, w tym ich werbowanie, ma dostęp do wszystkich policyjnych baz, w tym do Systemu Informacji Operacyjnych. Jeżeli Zbigniew G. rzeczywiście dzielił się z „Masą" swoją wiedzą – byłoby to niebezpieczne.

Jarosław Ł. ma dziś kłopoty także przez to, że chciał pomóc synowi, który sprowadzając audi Q5, miał zaniżyć akcyzę. Według śledczych „Masa" dał 2 tys. zł łapówki Grzegorzowi S. z II Urzędu Celnego w Łodzi za załatwienie sprawy. Kolejny zarzut dotyczy tego, że nie zapłacił za ułożenie kostki brukowej (160 tys. zł).

– Zarzuty koncentrują się bardziej na życiu towarzyskim mojego klienta niż na jego faktycznych przedsięwzięciach – mówi nam mec. Piątkowski.

Jednak śledczy przekonują, że postępowanie jest „rozwojowe", a zarzutów może być więcej. Ok. 90 proc. obciążającego „Masę" materiału pochodzi z podsłuchów zastosowanych przez policyjne Biuro Spraw Wewnętrznych, które od 2014 r. zbierało dowody dotyczące m.in. naczelnika G.

Zarzuty i areszt nie wpłyną jednak na status „Masy" jako świadka koronnego. Przysługuje mu policyjna ochrona, choć do chwili zatrzymania nie ukrywał się i żył jak celebryta. Ma firmę zajmującą się obrotem nieruchomościami w woj. pomorskim, jest też udziałowcem w kolejnej. Nie przyznaje się do zarzutów.

– Nawet jeżeli „Masa" znów coś nabroił, to nie umniejsza jego zasług w sprawach dotyczących rozbijania grupy pruszkowskiej – komentuje gen. Adam Rapacki, były wiceminister spraw wewnętrznych, który w 2000 r. jako szef CBŚ kierował wielką obławą na gangsterów „Pruszkowa". – Trzeba ostrożnie podchodzić do zarzutów i poczekać na finał sprawy – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA