fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Prof. Jerzy Zajadło: dla prawników zawsze są ciężkie czasy

W czwartek w siedzibie „Rzeczpospolitej” prof. Jerzy Zajadło odebrał Nagrodę im. Edwarda J. Wende
materiały prasowe
Prawo to kompromis. Między skrajnościami trzeba szukać złotego środka - przekonuje prof. Jerzy Zajadło.

Rz: Czy państwo prawa jest pustym zapisem?

prof. dr hab. Jerzy Zajadło: Konstytucja obowiązuje, a więc teoretycznie mamy wciąż państwo prawa. Pojawia się jednak coraz więcej niebezpiecznych symptomów. Proces uchwalania prawa zamienił się w Polsce w farsę. Decyzja zapada na górze, a posłowie są tylko maszynką do głosowania. Reforma wymiaru sprawiedliwości w rzeczywistości jest próbą politycznego podporządkowania sądów. Władza zaczyna się również zachowywać tak jak za czasów PRL. Przykładem są wydarzenia na komisariacie we Wrocławiu, gdzie podczas przesłuchania doszło do śmierci Igora Stachowiaka. Usiłowano zamieść sprawę pod dywan. Gdyby nie reportaż stacji TVN, nigdy nie dowiedzielibyśmy się, jak zginął ten młody człowiek. A to oznacza, że władza zaczęła ukrywać swoje bezprawie. I w końcu próby zmiany ordynacji wyborczej.

Przyszłym prawnikom wpaja się, że prawo nie działa wstecz, a prawa nabyte są święte. Nie odnosi pan wrażenia, że dziś te wartości to slogany, którymi nikt się nie przejmuje?

To prawda. Mamy erozję wartości. Z jednej strony władza mówi: przestrzegamy konstytucji. Podpiera się przy tym Trybunałem Konstytucyjnym, twierdząc, że skoro TK uznał dane rozwiązanie za konstytucyjne, to wszystko jest w porządku. Z drugiej strony stara się podważać wartość konstytucji, używając takich określeń, jak „konstytucja postkomunistyczna", „konstytucja dla elit, a nie dla ludzi". Taka wykładnia jest wroga konstytucji. A powinna być przyjazna. To paradoks, z którym prawnikom trudno jest się pogodzić.

Jak pan ocenia jakość uchwalanych obecnie przepisów.

Z jakością legislacji nie jest najlepiej. Najbardziej boli jednak brak konsultacji ze społeczeństwem. Jaskrawym przykładem godzącym w prawa obywatelskie jest zmiana w prawie o zgromadzeniach. Nie było żadnych konsultacji społecznych. A przecież to jest jedna z najważniejszych ustaw dla społeczeństwa obywatelskiego. Znowelizowano ją natomiast tylko po to, by miesięcznice smoleńskie mogły się odbywać bez zakłóceń. Podobnie jest z ordynacją wyborczą. Również nie jest poddawana żadnym konsultacjom społecznym. Buduje się ją pod jedną partię polityczną.

Dużo mówimy o erozji prawa oraz nieprzestrzeganiu konstytucyjnych wartości, a pan jest filozofem prawa. Czy istnieje jeszcze przestrzeń na filozofię?

Przeciwnie! Właśnie dziś filozofia jest potrzebna jak nigdy dotąd. I może pokazać swój praktyczny wymiar. Filozofia potrzebna jest prawnikom do odróżnienia prostego przypadku od trudnego. Prawo jest rzemiosłem, jak kowalstwo, szewstwo, krawiectwo. Na co dzień wystarcza znajomość tego rzemiosła. Mamy jakąś materię, narzędzia. To się sprawdza w prostych przypadkach. Tych jest najwięcej. Nie wiemy, kiedy pojawi się ten trudny. Wówczas trzeba włączyć myślenie krytyczne. I wtedy wkracza filozofia prawa, która ma głęboki wymiar praktyczny. Moim zdaniem prawnicy posługują się filozofią prawa, nie wiedząc nawet o tym. Tak jak w komedii Moliera, w której jeden z bohaterów nie wiedział, że mówi prozą. Chemicy mają swoją tablicę Mendelejewa. Bez niej są ślepi jak małe kocięta. Gdy z kolei prawu zabierze się aksjologię, straci ono sens.

I tego pan uczy swoich studentów?

Tak, oczywiście. Zawsze też zwracam im uwagę, że będą zawieszeni między opresyjnością prawa a jego ideałami. Odbierając Nagrodę im. Edwarda J. Wende, odwołałem się do obrazu Gustawa Klimta, który świetnie pokazuje, że prawnicy zawsze żyją w ciężkich czasach. Zawsze znajdują się między ideałami prawa, brutalnością prawa a wyobrażeniami ludzi o prawie. Zadaniem filozofów jest przenieść te ideały na realny poziom.

A kompromis i godzenie różnych wartości?

Prawo zawsze jest kompromisem. Przecież opiera się na zasadzie proporcjonalności. Chodzi o to, by szukać środka między skrajnościami. Na jednym biegunie mamy skrajny formalizm, który wyraża się zasadą z prawa rzymskiego: „twarde prawo, ale prawo". Dzisiaj politycy odwołują się do tej sentencji bardziej aniżeli prawnicy. Na drugim biegunie znajduje się sprawiedliwość w prawie wyrażona w sentencji: „prawo niesprawiedliwe nie jest prawem". Prawnicy bardzo chętnie by z niej korzystali, ale nie jest to takie proste. Zawieszenie prawdy na subiektywnym poczuciu sprawiedliwości sędziego czy urzędnika jest bowiem niebezpieczne. Trwa więc poszukiwanie złotego środka. Przypomina to rozmowę Piłata z Jezusem Chrystusem. Jezus mówi, że „przyszedł na świat, by dać świadectwo prawdzie". A Piłat odpowiada pytaniem: „A cóż to jest prawda?". I odpowiedź nie pada. W prawie jest bardzo podobnie. „Sprawiedliwość"? A cóż to jest sprawiedliwość? Nie ma jednoznacznych kryteriów, gdy chodzi o sprawiedliwość materialną. Prawnicy wymyślili więc sprawiedliwość proceduralną. I tej powinnyśmy się trzymać. I to ona teraz w Polsce jest najbardziej naruszana. Co widać na przykładzie komisji weryfikacyjnej. Pada na niej mnóstwo frazesów o sprawiedliwości. A przy okazji dochodzi do naruszania reguł proceduralnych. Prawdą jest, że dochodziło do patologii w reprywatyzacji, ale nie oznacza to, że teraz prawo ma być naginane. ?

—rozmawiała Renata Krupa-Dąbrowska

Prof. Jerzy Zajadło jest filozofem prawa, tegorocznym laureatem Nagrody im. Edwarda J. Wende

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA