Reklama

Pietryga o prawie drogowym: Ustawodawca z odruchem Pawłowa

Z badań przeprowadzonych w Warszawie wynika, że po likwidacji fotoradarów prędkość na stołecznych ulicach wzrosła, co oznacza, że kierowcy, nie mając przed sobą realnego straszaka, częściej łamią prawo drogowe.

Aktualizacja: 03.04.2016 07:04 Publikacja: 02.04.2016 05:00

Tomasz Pietryga

Foto: rp.pl

Wniosek w sumie oczywisty, skoro można przyjąć, że poszanowanie prawa i wynikających z niego zakazów jest w Polsce mizerne. Widać to zwłaszcza na przykładzie prawa drogowego oraz jazdy samochodem po alkoholu. Liczba nietrzeźwych jest niezmiennie wysoka, podobnie jak liczba ich ofiar.

Polaków podróżujących po drogach niektórych państw Europy, np. Austrii czy Holandii, skrupulatne trzymanie się przepisów drogowych może wręcz zszokować.

W Polsce deficyt owej świadomości miały zastąpić m.in. fotoradary. Niestety, gdy zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu i każda szanująca się gmina miała ich co najmniej kilka, okazało się, że idea gdzieś się zagubiła. Dla gmin stały się maszynką do zarabiania pieniędzy, a kwestia bezpieczeństwa była już rzeczą wtórną. Fotoradary więc były stawiane w miejscach, które dawały największe szanse na zarobek, a nie na odcinkach zagrożonych wypadkami.

U kierowców tak stosowane prawo szybko zaczęło rodzić poczucie niesprawiedliwości, przeświadczenie, że państwo usiłuje być cwaniakiem.

Na tak destrukcyjne działanie niektórych bezmyślnych działaczy samorządowych najpierw zareagowała Najwyższa Izba Kontroli, wskazując w raporcie istniejące i rozwijające się patologie. Do ustawodawcy sygnał ten przyszedł z opóźnieniem. Jego reakcja była jednak zdecydowana. Z jednej skrajności przeszedł w drugą. Fotoradary w obecnej formie po prostu zlikwidowano, zastawiając chytre gminy z problemem (nikt nie chce od nich przejąć tych urządzeń). Przykład fotoradarów jak w soczewce skupia problem rozchwiania polskiej legislacji, w której brakuje monitoringu przepisów po wprowadzeniu ich w życie i analizy skutków. Ustawodawca działa tu pod wpływem impulsów, chaotycznie, emocjonalnie. Szuka rozwiązań pod wpływem krytyki. To bardzo zła droga i, co gorsza, nie ogranicza się wyłącznie do prawa drogowego, ale dotyka co rusz to nowych obszarów państwa.

Reklama
Reklama
Opinie Prawne
Marek Kutarba: Czy KSeF przyniesie jednoosobowym firmom kosztowy armagedon?
Opinie Prawne
Maciej Gutowski, Piotr Kardas: Skutki nieistnienia orzeczeń niczym lawina
Opinie Prawne
Jakub Sewerynik: O milczeniu prawa i sile mocarstw
Opinie Prawne
Mikołaj Małecki: Wyścig bez wyścigów, ale z surową karą
Opinie Prawne
Robert Gwiazdowski: Kto i na co ma nadzieję, czyli o zmianach w KRS
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama