fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Tradycja z rebelią w tle

Władysław Kosiniak-Kamysz i Paweł Kukiz zawarli polityczny alians o prosystemowym wymiarze
PAP
Partii chadeckiego umiaru i chłopskiego konkretu trudniej przebić się przez zgiełk ostrego konfliktu.

Nie ustają komentarze po ogłoszeniu koalicji wyborczej Polskiego Stronnictwa Ludowego i środowiska politycznego Pawła Kukiza, która na wspólne listy zabrać próbuje długą polityczną tradycję i ducha politycznej rebelii. I choć szanse tego wyborczego aliansu oceniane są dość różnie, wszyscy zgadzają się w jednym. Od wyborczego wyniku rodzącej się właśnie Koalicji Polskiej zależeć może za dwa miesiące nie tylko to, kto wygra wybory, ale też to, kto i jak rządzić będzie Polską.

Warto więc dziś zastanowić się nad politycznymi szansami tego wyborczego projektu, a zwłaszcza nad perspektywami politycznymi ludowców, którzy – nikt nie ma chyba co do tego wątpliwości – są jego gospodarzami.

Pragmatyzm i wojna

Odkładając więc na razie na bok kwestię antysystemowego wiana, jakie do nowego politycznego związku wniesie środowisko Pawła Kukiza, zacznijmy od tego, że wychodząc z Koalicji Europejskiej i kończąc de facto jej żywot, sami ludowcy dokonali swego rodzaju politycznej rebelii, podejmując zarazem – czego nie ukrywają – polityczne, dość istotne, ryzyko.

Przeczytaj też: Marek Migalski: Duopol ma się świetnie

Nie sposób bowiem nie zauważyć, że tłuste lata politycznej stabilności rządzona dziś przez prezesa Kosiniaka-Kamysza partia zdaje się mieć – póki co – za sobą. Minął czas, gdy spokojnie przekraczając próg w kolejnych wyborach parlamentarnych, budowała ona swą solidną pozycję i wpływy przede wszystkim na poziomie samorządowym i lokalnym, głównie w obszarach wiejskich. Trudno uznać za sukces ludowców ostatnie wybory samorządowe z roku 2018 (zwłaszcza w porównaniu to tych z roku 2014), nie mówiąc już o całej serii wyborów parlamentarnych, w których regularnie tracą oni wyborców, z ponad 1,4 mln w roku 2007, do niespełna 800 tys. w 2015. Dziś trudno też wskazać na mapie wyborczej Polski jednoznacznie PSL-owskie polityczne bastiony, za które kiedyś uznać można było choćby północne Mazowsze, część Świętokrzyskiego czy Lubelszczyzny.

Przyczyny takiego obrazu są złożone. Zaliczyć można do nich zarówno rozmaite afery sprzed lat, zbyt późne postawienie na polityków młodszego pokolenia, jak i fakt, że czynni zawodowo rolnicy stanowią coraz mniejszą część mieszkańców wsi, a także naturalną w polityce cenę, jaką płaci się za długoletnie bycie u władzy, zwłaszcza jako mniejszy koalicjant.

Najważniejszy jednak problem tkwi chyba gdzie indziej. Partii chadeckiego umiaru i chłopskiego, ludowego konkretu coraz trudniej przebić się przez zgiełk naszego ostrego politycznego konfliktu. Katastrofa smoleńska, polityka historyczna, uchodźcy, obecność w życiu publicznym religii, rewolucje ustrojowe czy obyczajowe – to gorące polityczne tematy, które dość skutecznie zagłuszyły polityków wzywających do umiaru i pragmatyzmu.

Szanse ludowców

Z czym zatem wyruszają dziś ludowcy w trudną drogę na przekór sondażowym tendencjom, umiarkowanej przychylności mediów i dwubiegunowej logice ostrego konfliktu politycznego?

Ich podstawowe aktywa z grubsza są także znane. Po pierwsze, atutem PSL pozostają zapewne silne struktury lokalne i wyjątkowe jak na polskie warunki uspołecznienie tej partii. Nie chodzi tu tylko o liczbę kół i członków partii czy obecność jej działaczy i elektoratu w lokalnej polityce, ale także o ich silny związek z lokalnym społeczeństwem obywatelskim. Dość wspomnieć, że prezesem skupiającego setki tysięcy aktywnych społecznie druhen i druhów Związku Ochotniczych Straży Pożarnych RP w roku 2017 ponownie wybrany został Waldemar Pawlak.

Po wtóre, pomimo swej wyjątkowej tradycji PSL to dziś partia ludzi jak na polską politykę stosunkowo młodych. Warto zauważyć, że obok już doświadczonego, sprawnego retorycznie i popularnego w sondażach prezesa nową dynamikę partii narzucają dziś między innymi Urszula Pasławska, Jakub Stefaniak, Adam Jarubas czy Krzysztof Hetman. Także bardzo dziś widoczni w PSL Marek Sawicki czy Piotr Zgorzelski to pokolenie średnie polskiej polityki.

Paradoksalnie szansą ludowców, podobnie jak w latach 2005–2007, gdy swój wynik wyborczy poprawili o ponad 0,5 mln głosów, może być czas spędzony w opozycji. Doskonale znając specyfikę rolnictwa i mając duży udział w sukcesie, jakim okazało się wprowadzenie go do Unii Europejskiej, ludowcy bardzo skutecznie punktować mogą dziś problemy i zaniedbania na polskiej wsi, jakich nie brakowało, zwłaszcza w latach poprzednich.

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze polityczny alians z Pawłem Kukizem sprzed kilku dni. Trudno określić, ilu z przeszło miliona trzystu tysięcy wyborców Kukiz'15 z roku 2015 poprze dziś sojusz ich lidera z ludowcami. Ale nawet gdyby była to tylko jedna trzecia z nich, to i tak i dla Koalicji Polskiej, i dla ludowców – niemających większych szans na dotarcie do młodego, antystemowego elektoratu – będzie to istotne wsparcie.

Inny wymiar rebelii

Kluczowe jednak wydaje się coś jeszcze. Niezależnie od atutów strukturalnych i sojuszu z antystemowym, rebelianckim z ducha środowiskiem Kukiza największą szansą i zarazem największym wyborczym wyzwaniem PSL wydaje się dziś inny, nie tyle anty-, co wewnątrz-, a może nawet prosystemowy wymiar politycznej rebelii.

Mówiąc krótko, idąc pod hasłami przywrócenia w polityce umiarkowanego centrum, oddania głosu wyborcom, którzy nie chcą wybierać między rewolucją ustrojową a rewolucją obyczajową, nadania racjonalności politycznym sporom, ludowcy sami proponują dziś swego rodzaju miękką rebelię, albo mówiąc inaczej: pewien funkcjonalny przewrót w polskiej polityce. A w każdym razie postawienie jej w wielu miejscach z głowy na nogi.

Czy taka propozycja okaże się wiarygodna? Czy dwa miesiące wystarczą na jej rozpropagowanie? Czy ze swymi pomysłami i kreatywnością ludowcy przebiją się w wirze kampanii? O tym przekonamy się niebawem.

Od tego jednak, czy tak się stanie, zależeć może nie tylko to, kto i z jakim programem politycznym zasiądzie jesienią w Kancelarii Premiera, ale także to, kto w roku przyszłym stanie do decydującej tury zmagań o Pałac Prezydencki.

Autor jest dr. hab. w Instytucie Politologii UKSW

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA