fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rynek zdrowia

Adam Niedzielski kocha bieganie i walczy z cukrem

Minister zdrowia Adam Niedzielski
Wikimedia Commons, Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0 International license, fot. Horenst1
Podatek od słodyczy oraz profilaktyka mogą stać się głównymi punktami kadencji nowego ministra zdrowia. Oczywiście, gdy już upora się z pandemią.

Po raz pierwszy od 16 lat resortem zdrowia będzie kierował człowiek bez dyplomu wydziału lekarskiego. Część środowiska tę zmianę wita z ulgą, bo ministrom lekarzom tradycyjnie zarzucano faworyzowanie własnego środowiska, a nawet własnej specjalizacji kosztem innych i brak przygotowania zarządczego.

Dyplom z Harvardu

W przypadku Adama Niedzielskiego taki zarzut postawić bardzo trudno. Doktor nauk ekonomicznych, specjalizujący się w zarządzaniu finansami i zarządzaniu strategicznym, ukończył prestiżowy program Driving Government Performance. Leadership Strategies that Produce Results (w wolnym tłumaczeniu: zarządzanie jakością służby publicznej, strategie skutecznego przywództwa) na Uniwersytecie Harvarda. Sprawdził się też w praktyce – najpierw w ZUS oraz resortach finansów i sprawiedliwości, a przez ostatnie dwa lata w Narodowym Funduszu Zdrowia, gdzie zaczynał w lipcu 2018 r. od stanowiska zastępcy prezesa ds. operacyjnych, by w lipcu 2019 r. zostać p.o. prezesa, a w październiku zeszłego roku prezesem Funduszu. Branża powitała ten transfer ze zdumieniem, bo jako radca prezesa, a wcześniej dyrektor departamentu finansów i kontrolingu ZUS, był dość luźno związany z systemem ochrony zdrowia. Ale Adam Niedzielski szybko dał się poznać jako osoba merytoryczna. – Jeśli czegoś nie wiedział, to słuchał i szybko się uczył – mówi jeden z pracowników NFZ.

Fundusz pod jego rządami został spionizowany, a w koszyku świadczeń gwarantowanych znalazła się tak potrzebna w dobie pandemii teleporada.

– Administracyjnie uporządkował NFZ, ale trudno mi się dopatrzyć zmian dostosowujących system do nowych wyzwań, poza kilkoma pilotażami realizowanymi wspólnie z ministerstwem – ocenia dr Marcin Pakulski, prezes Funduszu za rządów PO. – Tu kłania się brak nie tyle wykształcenia medycznego, ile głębszego doświadczenia w zarządzaniu opieką zdrowotną. Paradoksalnie, wiedza stricte finansowa w NFZ nie jest przydatna, bo prezes nie może dysponować budżetem – zauważa dr Pakulski.

Za to ci, którzy współpracowali z Niedzielskim przy pilotażach, oceniają jego zdolności bardzo wysoko: – Stara się znajdować rozwiązania systemowe, robi wszystko, by były możliwe do zrealizowania, a jak już wypracuje standard, pilnuje, by był przestrzegany – chwali nowego ministra prof. Andrzej Marszałek, konsultant krajowy patomorfologii, uczestniczący w pracach nad wyceną procedur w patologii.

Biegiem po zdrowie

– Doskonale zna koszyk świadczeń, umie liczyć i nawet jeśli z powodu pandemii pieniędzy miałoby być mniej, nie będą wypływać tajemniczymi kanałami – dodaje Szymon Chrostowski, członek Rady Ekspertów przy Rzeczniku Praw Pacjenta. Wybór nowego ministra z ulgą powitała większość organizacji pacjentów, bo Adam Niedzielski jest gwarantem utrzymania status quo, jeśli chodzi o politykę lekową.

Rewolucji można spodziewać się za to w profilaktyce zdrowotnej, której nowy minister jest orędownikiem i zarazem praktykiem. Amator biegania, regularnie wrzuca na Twittera trasy treningów, a pod jego wpływem biegać zaczęło wielu urzędników NFZ. Jest też wielkim przeciwnikiem cukru – znany jest jego wkład w procedowany właśnie podatek cukrowy (nakładający wyższą daninę na napoje z wyższą zawartością cukru), a marzy mu się opodatkowanie wszystkich produktów sprzyjających otyłości i chorobom metabolicznym. Zorientował się, że leczenie ich powikłań jest znacznie droższe niż inwestycja w profilaktykę, i niewykluczone, że NFZ zacznie płacić za skuteczne zapobieganie chorobom.

Ale na rewolucje jeszcze przyjdzie czas, zwłaszcza że przed Adamem Niedzielskim wyzwanie: druga fala koronawirusa połączona z jesiennymi zachorowaniami na grypę, a do tego coraz mniej wydolny system, opierający się na śmiertelnie zmęczonych medykach, którzy nie będą łatwym partnerem do dyskusji. Sami związkowcy dają nowemu ministrowi duży kredyt zaufania: – Może to dobrze, że nie jest lekarzem. Brak wiedzy medycznej zmusi go do konsultowania się z ekspertami. Nie będzie też moralnego szantażu, jaki uprawiali niektórzy ministrowie przed Łukaszem Szumowskim, czyli mówienia o poświęceniu, powołaniu i pracy dla idei. Oczywiście, wartości moralne są niezbędne, ale jeszcze ważniejszy jest sprawny system, brak kolejek i dobry sprzęt – mówi dr Damian Patecki, wiceprzewodniczący i współzałożyciel Porozumienia Rezydentów OZZL.

 

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA