fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rynek pracy

Obawy pracowników narastają od wschodu

123RF
Mimo dobrych nastrojów pracodawców w części regionów więcej osób boi się utraty pracy.

Wyraźny wzrost obaw o utratę zatrudnienia w porównaniu z początkiem roku widać szczególnie w pasie ciągnącym się od województw na północnym wschodzie, przez centrum, po południowy wschód. Pokazuje to udostępniony „Rzeczpospolitej" najnowszy Regionalny Barometr Rynku Pracy Work Service.

W sondażu przeprowadzonym w czerwcu i lipcu br. ze zwolnieniem liczył się niemal co trzeci z pracowników w regionie północnym (Pomorze oraz Warmia i Mazury), gdzie odsetek takich obaw poszedł w górę o ponad 9 pkt. proc. Największy, aż ponaddwukrotny, wzrost pesymizmu miał miejsce od początku roku w centralnej Polsce. Tam, gdzie poza chłonącymi pracowników dużymi miastami jest sporo słabo rozwiniętych powiatów. W dwucyfrowym tempie wzrósł też udział obawiających się o pracę osób w województwach wzdłuż wschodniej granicy.

Historyczny podział

Na tym tle nastroje pracowników z zachodniej połowy kraju, zwłaszcza z jej południowej części, wydają się niemal z innego świata. Odsetek osób obawiających się utraty pracy jest prawie trzykrotnie mniejszy niż na północy i wyraźnie niższy niż na początku roku.

– Od wielu miesięcy przyzwyczajamy się do rynku kandydata w Polsce. Jednak polski rynek pracy pod względem geograficznym jest wyraźnie zróżnicowany. Nadal utrzymuje się historyczny podział na Polskę A i B. Wprawdzie granice tego podziału są elastyczne i się przesuwają, ale pozostają widoczne – ocenia Maciej Witucki, prezes Work Service.

Dodaje, że wynika to głównie z mniejszej aktywności inwestycyjnej firm na wschodzie, co skutkuje m.in. mniejszą liczbą nowych miejsc pracy. O ile w Wielkopolsce czy na Śląsku ponad jedna trzecia badanych firm deklaruje plany zwiększenia zatrudnienia, to na wschodzie niespełna co czwarta. Choć i tam chęci do rekrutacji są większe niż przed rokiem.

Skąd więc pogorszenie nastrojów pracowników, które w porównaniu z latem 2015 r. widać nawet na zachodzie? – Można powiedzieć, że rynek pracy jest rozgrzany do czerwoności, ale taka sytuacja jest niespójna z innymi segmentami gospodarki. Choć firmy wyczerpują swoje moce produkcyjne, to wciąż niechętnie inwestują. A to przede wszystkim inwestycje są gwarantem trwałego wzrostu miejsc pracy – zauważa Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Plus Banku.

Słabo też wygląda produkcja przemysłowa (w lipcu spadała rok do roku o 3,4 proc.), a eksport traci dynamikę. Po publikacji danych o lipcowym 18,8-proc. spadku produkcji budowlano-montażowej Rafał Bałdys, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa, ostrzegał na portalu wnp.pl, że dalszy zastój w zamówieniach publicznych grozi branży masowymi zwolnieniami. Te zapowiedziała już Skanska, gdzie pracę może stracić do 1150 osób.

Wojciechowski przypomina, że według badań NBP od trzech kwartałów sporo firm wstrzymuje inwestycje ze względu na niepewną przyszłość. Takie obawy budzą zarówno czynniki wewnętrzne, jak i zewnętrzne, np. efekt Brexitu.

Czekając na inwestycje

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan, nie wyklucza, że perspektywa Brexitu mogła wpłynąć na wzrost niepokoju części pracowników, którzy obawiają się konkurencji rodaków wracających z Wysp. Również napięcia polityczne mogły niepokoić Polaków, wywołując nasilenie obaw o wzrost bezrobocia w lipcowej koniunkturze konsumenckiej (sierpień przyniósł już poprawę).

– Obawiam się, że niestabilność polityczna, która u przedsiębiorców przekłada się na ograniczanie inwestycji, u pracowników może zwiększać obawy o zatrudnienie. I to pomimo dobrej sytuacji na rynku pracy, skąd napływają informacje o wzroście zatrudnienia i wynagrodzeń – dodaje Starczewska-Krzysztoszek.

Krzysztof Inglot z Work Service zwraca uwagę, że dla wielu firm na wschodzie kraju dużym wyzwaniem jest podwyżka minimalnych stawek godzinowych do 12 zł.

– Dla pracodawców to budząca dużą niepewność rewolucja. Tym bardziej na wschodzie, gdzie wynagrodzenia są niższe – potwierdza Łukasz Kozłowski, ekspert Pracodawców RP. Dodaje, że wobec spowolnienia tempa wzrostu gospodarki w I półroczu dobra koniunktura na rynku pracy zaskakuje. Taki rozdźwięk jest nie do utrzymania na dłuższą metę. Jeśli nie ruszą inwestycje czy eksport, to na rynku pracy należałoby się spodziewać wyhamowania poprawy.

Nadzieje ekonomistów

Większość ekspertów oczekuje, że w drugiej połowie tego roku sytuacja w gospodarce zmieni się na lepsze w porównaniu z I półroczem.

– Jeśli mimo pewnego spowolnienia w gospodarce firmy wciąż zatrudniają, to znaczy, że to spowolnienie jest przejściowe – uważa Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP.

Jak wyjaśnia, przestój w inwestycjach wynika z przerwy między wykorzystaniem funduszy UE ze starego i nowego rozdania. Jednak fundusze, chociaż z opóźnieniem, powinny wkrótce zacząć do nas płynąć. Na razie też nie widać, by miały się zrealizować czarne scenariusze spowolnienia w strefie euro.

– Dlatego moim zdaniem rynku pracy nie czeka żadne załamanie – dodaje Bujak

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA