fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rynek pracy

Fala zwolnień już minęła

Adobe Stock
Zatrudnienie w firmach zmalało w kwietniu bardziej niż przez cały kryzys z 2009 r. Przedsiębiorstwa deklarują jednak, że redukcje dobiegają już końca.

Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw zmniejszyło się w kwietniu o 153 tys. etatów. Takiego wstrząsu na polskim rynku pracy nie było od początku lat 90. Ankietowe badania wśród firm sugerują jednak, że największa fala zwolnień już minęła. A w kwietniu mogła wcale nie być tak duża, jak się wydaje na pierwszy rzut oka.

Tarcza działa

Jak podał w środę GUS, przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw – czyli w podmiotach z co najmniej dziesięcioma pracownikami – wynosiło w kwietniu 6259 tys. osób. To o 134 tys. (2,1 proc.) mniej niż w kwietniu ub.r. W takim ujęciu był to największy spadek zatrudnienia od jesieni 2009 r. Faktycznie jednak kwietniowy wstrząs nie ma precedensu. W porównaniu z marcem zatrudnienie zmalało o 153 tys. osób, czyli 2,4 proc., najbardziej w historii danych, sięgającej początku stulecia. – W ciągu jednego miesiąca zredukowano mniej więcej tyle samo etatów co w trakcie całego kryzysu z lat 2008–2009. Wtedy miesięczne spadki zatrudnienia sięgały maksymalnie 33 tys. – zauważył Piotr Piękoś, ekonomista z banku Pekao.

Czytaj także: Co najmniej dwa lata rozwoju stracone

Już w marcu zatrudnienie spadło o 34,2 tys. etatów, ale w ujęciu rok do roku zdołało wzrosnąć o 0,3 proc. Ograniczenia aktywności ekonomicznej, wprowadzone w celu stłumienia epidemii, obowiązywały jednak wtedy tylko przez pół miesiąca. Ankietowani przez „Rzeczpospolitą" ekonomiści byli więc zgodni w ocenie, że kwiecień, gdy ograniczenia obowiązywały przez cały miesiąc, był na rynku pracy zdecydowanie gorszy. Mimo to przeciętnie szacowali, że zatrudnienie zmalało tylko o 0,6 proc. rok do roku (czyli o około 58 tys. wobec marca).

– Sytuacja na rynku pracy nie jest jednak tak dramatyczna, jak wydaje się na pierwszy rzut oka – uspokaja Marcin Czaplicki, ekonomista z banku PKO. Statystyka zatrudnienia w przedsiębiorstwach dotyczy pełnych etatów. Firmy, które na czas kryzysu ograniczyły wymiar czasu pracy lub wprowadziły postojowe – do czego zachęcają rozwiązania z tzw. tarczy antykryzysowej – raportują do GUS spadek zatrudnienia. Wśród zatrudnionych nie uwzględniają też osób przebywających na bezpłatnych urlopach oraz części spośród korzystających ze świadczeń opiekuńczych i chorobowych. W związku z zamknięciem przedszkoli i szkół oraz kwarantannami wykorzystanie takich urlopów było zaś w kwietniu powszechne. Zdaniem ekonomistów PKO BP rzeczywista skala zwolnień w sektorze przedsiębiorstw wyniosła w kwietniu około 50 tys. osób. – To sugeruje, że tarcza antykryzysowa spełnia swoją rolę – zauważa Czaplicki.

Czytaj także: Polacy największymi pesymistami w Unii

Postojowe płace

O tym, że tąpnięcie zatrudnienia to w dużej mierze statystyczna iluzja wywołana skracaniem czasu pracy w firmach, świadczyć mogą też dane dotyczące płac. Według GUS przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw zwiększyło się w marcu o zaledwie 1,9 proc. rok do roku, najmniej od połowy 2013 r., po zwyżce o 6,3 proc. w marcu. Biorąc pod uwagę to, że roczną dynamikę wynagrodzeń wspiera styczniowa podwyżka płacy minimalnej o niemal 16 proc., to wynik bardzo słaby. Ankietowani przez „Rzeczpospolitą" ekonomiści przeciętnie spodziewali się wyhamowania wzrostu płac do 4,4 proc. rok do roku. – Zaskakująco niska dynamika płac może być efektem jej błędnego raportowania przez przedsiębiorstwa. Wynagrodzenia powinny być podawane w przeliczeniu na pełen etat, ale jest dość prawdopodobne, że w przypadku obniżonego wymiaru czasu pracy niektóre firmy raportują proporcjonalny spadek wynagrodzenia – zauważa Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole Bank Polska.

Czytaj także: Pandemia: PKB Polski może spaść o nawet 7 procent

Niezależnie od tego, ile osób faktycznie straciło w kwietniu pracę, z badań ankietowych Polskiego Instytutu Ekonomicznego wynika, że szczyt fali zwolnień już minął. W badaniu przeprowadzonym 12–14 maja tylko 8 proc. firm zgłosiło zamiar ograniczenia zatrudnienia, podczas gdy pod koniec kwietnia taki zamiar zgłaszało 12 proc. z nich, a na początku kwietnia aż 28 proc.

Także pracownicy nie obawiają się utraty pracy tak bardzo, jak jeszcze miesiąc temu. W badaniu GUS z pierwszej połowy maja utratę zatrudnienia za bardzo prawdopodobną lub możliwą uważało 34,1 proc. respondentów, w porównaniu z 48,1 proc. miesiąc wcześniej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA