fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rynek pracy

Niespodzianki na rynku pracy

Adobe Stock
Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw zwiększyło się w marcu o 5,7 proc., najmniej od lipca 2017 r. Zaskakująco wysoki okazał się zaś wzrost zatrudnienia.

W lutym przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw, obejmującym firmy z co najmniej 10 pracownikami, zwiększyło się o 7,6 proc. Ankietowani przez „Rzeczpospolitą” ekonomiści przeciętnie szacowali, że w marcu dynamika wynagrodzeń zmaleje jedynie nieznacznie, do 7,1 proc. Byłby to wynik zgodny z ubiegłoroczną średnią.

Pierwsze miesiące roku sugerowały, że presja płacowa w polskiej gospodarce nasila się, pomimo lekkiego osłabienia wzrostu gospodarczego. Ekonomiści wiązali to przede wszystkim z niedoborem pracowników.

Czytaj także:  Polski pracownik prawie trzy razy tańszy niż średnia w UE 

Marzec przyniósł jednak zaskakujący wzrost zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw. Zwiększyło się ono o 3 proc. rok do roku, podczas gdy ankietowani przez „Rzeczpospolitą” ekonomiści przeciętnie spodziewali się odczytu na poziomie 2,9 proc., jak w poprzednich dwóch miesiącach. 

W przypadku zatrudnienia ważniejsza jest jednak zmiana w ujęciu miesiąc do miesiąca. Tak licząc zwiększyło się o 0,2 proc., czyli 16 tys. osób. W historii danych GUS tylko raz zatrudnienie w marcu wzrosło bardziej: w 2007 r., gdy stopa bezrobocia przekraczała 14 proc., a gospodarka rozwijała się w tempie ponad 7 proc. rocznie.

Średnio w ostatnich trzech latach (pomijając stycznie), w okresie boomu na rynku pracy, liczba pracujących w sektorze przedsiębiorstw zwiększała się o 7 tys. miesięcznie. Także luty br., gdy zatrudnienie zwiększyło się o około 10 tys. osób, był na tym tle bardzo udany.

„W średnim terminie wciąż spodziewamy się wyhamowywania wzrostu zatrudnienia ze względu na ograniczenia po stronie podaży pracowników oraz stopniowe słabnięcie popytu na pracę w związku ze spowalnianiem krajowej gospodarki” – napisał w komentarzu do środowych danych Piotr Piękoś, ekonomista z banku Pekao.

Mikołaj Raczyński, zarządzający funduszami w Noble Funds TFI, zwrócił uwagę, że oznaką hamowania gospodarki może być rozczarowujący wzrost płac w marcu. „Możliwe, że słabość (sektora przemysłowego – red.) widoczna w PMI przefiltrowała się wreszcie do produkcji” – napisał na Twitterze, wskazując, że niespodzianki w danych o wynagrodzeniach często idą w parze z zaskakującymi odczytami produkcji przemysłowej. Ta ostatnia, jak szacują przeciętnie ankietowani przez „Rzeczpospolitą” ekonomiści, wzrosła w marcu o 4,5 proc. rok do roku, po 6,9 proc. (GUS opublikuje te dane w czwartek).

Większość ekonomistów ocenia jednak, że spadek dynamiki płac w marcu to efekt przejściowych czynników. „W nadchodzących miesiącach wzrost płac powinien powrócić do poziomów zbliżonych do 7,0 proc. rok do roku. Wpływ nieco słabszych żądań płacowych w części sektorów gospodarki, w szczególności w przemyśle, będzie łagodzony przez relatywnie lepsze perspektywy m.in. w budownictwie i usług” – napisał w komentarzu do środowych danych Andrzej Kamiński, ekonomista z banku Millennium. 

Tego samego zdania jest Jakub Rybacki, ekonomista z ING Banku Śląskiego, który przypomina, że według ankietowych badań NBP odsetek firm, które planowały w I kwartale podwyższanie wynagrodzeń, wzrósł do najwyższego od 2008 r. poziomu 37 proc. Aż 71 proc. firm, najwięcej w historii tych badań, deklarowało, że odczuwa presję płacową.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA