Reklama

Janusz Waluś zostaje w więzieniu

Słynny polski morderca polityczny nie opuści więzienia w Republice Południowej Afryki. Zdecydował o tym w poniedziałek minister sprawiedliwości i usług penitencjarnych. – Waluś spodziewał się takiej decyzji – mówi „Rzeczpospolitej” autor książki o zamachowcu.

Aktualizacja: 16.03.2020 17:06 Publikacja: 16.03.2020 11:56

Janusz Waluś zostaje w więzieniu

Foto: materiały prasowe

– Oczywiste jest, że zabójstwo polityczne Chrisa Haniego zostało wykonane z zamiarem wywołania chaosu w kraju. Z akt, które mam przed sobą, wyraźnie wynika, że sąd wziął to pod uwagę, skazując Walusia na śmierć – powiedział w poniedziałek Ronald Lamola. W ten sposób uzasadniał decyzję o pozostawieniu Polaka w więzieniu.

Janusz Waluś wyjechał z Polski do RPA przed stanem wojennym. Na emigracji radykalizował się politycznie, a 10 kwietnia 1993 roku zastrzelił Chrisa Haniego, czarnoskórego lidera partii komunistycznej i jedną z ikon walki z apartheidem. Zrobił to za namową białego polityka Clive'a Derby-Lewisa. Liczył na wybuch zamieszek, wprowadzenie stanu wyjątkowego i zatrzymanie demontażu apartheidu. Efektu politycznego nie osiągnął, za to wraz z Derby-Lewisem został skazany na śmierć, po czym obie kary zmieniono na dożywocie.

O Walusiu zrobiło się głośno w 2016 roku, gdy sąd zdecydował o jego zwolnieniu warunkowym. Apelację złożył jednak minister sprawiedliwości RPA Michael Masutha, rozpoczynając długi serial prawniczy. Decyzja o zwolnieniu warunkowym za sprawą postanowień sądu jeszcze kilkakrotnie wracała do Masuthy, który za każdym razem decydował, że Waluś nie wyjdzie zza krat.

W październiku w „Rzeczpospolitej” informowaliśmy, że przed Sądem Najwyższym w Pretorii ruszyły kolejne starania o zwolnienie warunkowe. Wcześniej Janusz Waluś, co również ujawniła „Rzeczpospolita”, zrzekł się obywatelstwa RPA, licząc na to, że pomoże mu to, jako posiadaczowi wyłącznie obywatelstwa polskiego, w powrocie do ojczyzny.

12 grudnia 2019 roku Sąd Najwyższy w Pretorii nakazał ministrowi sprawiedliwości i usług penitencjarnych, by ten ponownie rozpatrzył podjętą w styczniu 2019 roku decyzję o odmowie zwolnienia warunkowego. Obrona Walusia liczyła, że decyzja będzie pozytywna, bo funkcji ministra od połowy 2019 roku nie pełni już Masutha, blokujący wszystkie starania Walusia. Podkreślała, że że w RPA więzienne mury opuścili już niemal wszyscy zbrodniarze z czasów apartheidu.

Reklama
Reklama

Poniedziałkowa decyzja Lamoli jest wykonaniem właśnie wyroku sądu z 12 grudnia. Minister powiedział, że nie mógł podjąć innej decyzji niż pozostawienie Walusia w więzieniu. – Umieszczenie przestępcy Walusia na zwolnieniu warunkowym zniweczyłoby surowość, o którą zabiegał skazujący go sąd. Biorąc pod uwagę czynniki zarówno pozytywne, jak i negatywne, zwolnienie warunkowe dla Walusia nie jest na tym etapie uzasadnione – podkreślił.

Michał Zichlarz, autor książki „Zabić Haniego”, mówi „Rzeczpospolitej”, że Waluś spodziewał się takiej decyzji. – Rozmawiałem z nim w niedzielę. Powiedział, że gdyby minister miał podjąć decyzję o zwolnieniu, byłby już jakiś ruch w więzieniu. Nic takiego się jednak nie dzieje – tłumaczy.

Zdaniem Michała Zichlarza, Waluś i jego prawnicy mieli bardzo mocne atuty. – Przeszedł więzienne kursy potrzebne do zwolnienia warunkowego i spotkał się kilkakrotnie z córką Haniego Lindiwe Hani. Przypomnijmy, że zza krat wyszli już wszyscy więźniowie z tamtego okresu, w tym stojący na czele szwadronów śmierci Eugene de Kock czy Ferdi Barnard, agent południowoafrykańskich służb specjalnych, który ma na sumieniu wiele ludzkich istnień. W więzieniu został tylko Waluś – zauważa.

Jego zdaniem tak długie pozostawanie Polaka w więzieniu jest efektem zabiegów wdowy po Chrisie Hanim, mającej duże wpływy w Południowoafrykańskiej Partii Komunistycznej.

Nie zgadza się z tym prof. Rafał Pankowski, socjolog z Collegium Civitas i stowarzyszenia „Nigdy Więcej”, które rejestruje wpływ Walusia na polskich ekstremistów. – Janusz Waluś nigdy nie wyraził pełnej skruchy. Nie jestem więc zdziwiony decyzją ministra, zdziwiony jestem za to rosnącym dynamicznie kultem Walusia – mówi.

Zauważa, że od lat transparenty z podobizną zamachowca wywieszali na meczach m.in. kibice Rakowa Częstochowa oraz Legii Warszawa. Ostatnio Walusiem zainteresowali się też kibice Lechii Gdańsk. Przykładowo w listopadzie w czasie meczu z ŁKS można było zobaczyć transparent z napisem „Janusz Waluś. Nic cię nie złamie, nie jesteś sam”.

Reklama
Reklama

Z kolei w marcu uczestnicy marszu z okazji Narodowego Dnia Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” w Bydgoszczy nieśli transparent „Janusz Waluś. Ostatni Żołnierz Wyklęty”. W marszu uczestniczył radny PiS Jerzy Mickuś.

– Równie niebezpiecznym wirusem jak koronawirus jest wirus rasizmu i nienawiści – mówi prof. Pankowski. Jego zdaniem po decyzji o pozostawieniu Walusia za kratami jego kult może jeszcze wzrastać.

Michał Zichlarz mówi jednak, że „kult to zdecydowanie za dużo powiedziane”. – Są grupy osób, którzy wspierają polskiego więźnia, nie mogącego liczyć na pomoc żadnych organizacji pozarządowych – podkreśla.

Przestępczość
Berlin. Po pożarze dziesiątki tysięcy mieszkań bez prądu. Do podpalenia przyznała się Vulkangruppe
Przestępczość
Tajemniczy ładunek rosyjskiego statku, który zatonął. Co przewoził Ursa Major?
Przestępczość
Kolejny skandal korupcyjny wstrząśnie Ukrainą? NABU i SAP ujawniły proceder w Radzie Najwyższej
Przestępczość
Zamach w Australii. Ofiar mogło być znacznie więcej, ale bomby nie wybuchły
Materiał Promocyjny
Technologie, które dziś zmieniają biznes
Przestępczość
Afera we Francji. Rezydencja Emmanuela Macrona od lat okradana
Materiał Promocyjny
Lojalność, która naprawdę się opłaca. Skorzystaj z Circle K extra
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama