fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przemysł spożywczy

Mała ubojnia wyeksportowała nocą wielki problem

Pogłowie bydła w Polsce wyniosło w grudniu 6,18 mln sztuk, o 2,4 proc. więcej niż rok wcześniej
shutterstock
Mięso z nielegalnego uboju chorych krów trafiło do dziesięciu krajów UE. Część z nich chciała natychmiast zamknąć rynek przed polską wołowiną. Przyszłość eksportu żywności jest niepewna.

Spadają ceny wołowiny, europejskie media publikują alarmujące artykuły o mięsie chorych krów z Polski, główny lekarz weterynarii musi się tłumaczyć w Brukseli, a polska ambasador zostaje wezwana na dywanik do czeskiego ministra rolnictwa. To wszystko efekt skandalu, który wybuchł po emisji w TVN reportażu „Chore bydło kupię". Choć wołowina z położonego pod Ostrowią Mazowiecką zakładu łamiącego wszelkie normy produkcji i przepisy o dobrostanie zwierząt to jedynie 0,1 proc. polskiej produkcji tego mięsa, wybuchła największa od lat afera, która może się odbić na interesach całej branży.

Ciemna strona branży

Dramatyczny obraz nocnej pracy ubojni w jednym z zakładów mięsnych na Mazowszu ujawnili reporterzy programu „Superwizjer". Sfilmowali, jak w nocy sprowadzane jest chore bydło i w drastycznych okolicznościach przerabiane na mięso, które trafia następnie do zwykłej sprzedaży w kraju i za granicą.

Proceder przynosił wysokie zyski: za średniej wagi zdrową krowę ubojnia płaci hodowcy 2,5 tys. zł, za leżącą, czyli chorą, nienadającą się na mięso – tylko 400–500 zł. W efekcie ubojnia na kilogramie zdrowej krowy zarabiała 0,3 zł, a chorej – 2 zł. Reporterzy TVN twierdzą, że choć ujawnili nielegalne praktyki w jednym zakładzie, to podobny proceder ma miejsce w całej Polsce.

Mięso z zakładu z reportażu trafiło do dziesięciu krajów Unii: Rumunii, Szwecji, Estonii, Finlandii, Francji, Hiszpanii, Portugalii, na Węgry, Litwę i Słowację. Według resortu rolnictwa zakład sprzedał 9,5 t podejrzanego mięsa, na eksport trafiło 2,7 t.

Afera uderzyła we wrażliwą stronę sektora żywności. Wołowina w Polsce nie jest popularnym mięsem, natomiast aż 88 proc. produkcji wysyłamy na eksport. Po emisji reportażu wybuchł więc skandal na skalę międzynarodową.

„Republika Czeska jest gotowa bezkompromisowo podjąć dalsze niezbędne środki, by chronić czeskich konsumentów" – zapowiedział czeski minister rolnictwa Miroslav Toman na spotkaniu, na które wezwał polską ambasador Barbarę Ćwioro. O chorej wołowinie napisały media w większości krajów Unii.

Sytuacja wymusiła błyskawiczną wizytę w Komisji Europejskiej polskiego głównego lekarza weterynarii. – Wczoraj byłem w Brukseli, rozmawiałem z lekarzami weterynarii wszystkich państw członkowskich i z Komisją Europejską. Przekonywałem, że nasza żywność jest bezpieczna i to był incydent. Wiele krajów członkowskich chciało zamknąć rynek dla polskiego mięsa – poinformował dziś Paweł Niemczuk, główny lekarz weterynarii, na zorganizowanej w alarmowym trybie konferencji prasowej w Ministerstwie Rolnictwa.

Resort zapewnia, że winnym tego procederu prokuratura postawi zarzuty. – Policja będzie ścigała ogłoszenia w internecie nt. skupu zwierząt nienadających się do uboju – zapowiedział Niemczuk. Na pytanie, dlaczego dopiero po reportażu i służby, i policja zareagowały na ogłoszenia o skupie chorych zwierząt, odparł, że skala produkcji jest zbyt wielka, by można prześledzić wszystkie anonse.

Resort zgłosi zmianę przepisów w ustawie o dobrostanie zwierząt: obowiązkowe będą kamery w miejscach wyładunku, by się upewnić, że zwierząt przyjechały w dobrej kondycji. Nagrania mają być trzymane trzy miesiące.

Eksportowa żyła złota

Branża obawia się, że jeśli przekaz o chorym mięsie utrzyma się w zagranicznych mediach, to można się spodziewać mocnego spadku eksportu. Jerzy Wierzbicki, szef Polskiego Zrzeszenia Producentów Bydła Mięsnego, szacuje, że ceny spadły: rolnicy na jednym zwierzęciu zarabiają o 400 zł mniej.

Eksport wołowiny w ub.r. był wart (do października) 1,24 mld euro. O 26 proc. wzrosła sprzedaż do krajów poza UE. Turcja dzięki skokowi zakupów o 218 proc. stała się trzecim odbiorcą, po Włochach i Niemczech. Polska jest największym w UE eksporterem wołowiny do krajów pozaunijnych, utrata tych rynków zbytu byłaby bolesnym ciosem.

– Nawet najmniejsze perturbacje związane z eksportem przekładają się z dużą siłą na branżę, w pierwszej kolejności na firmy handlowe i zakłady mięsne, a w dalszej na rolników – mówi Michał Koleśnikow, analityk rynków rolnych w BOŚ. Dlatego tak ważna jest szybka reakcja. Koleśnikow ocenia, że dotychczas nastroje w branży były dobre, rolnicy postawili na zwiększenie potencjału produkcyjnego i pogłowie bydła rosło.

Pensja mniejsza niż w dyskoncie

ŹIe opłacani inspektorzy weterynaryjni od lat uciekają z zawodu. Proceder w ubojni pod Ostrowią Mazowiecką mógł trwać tak długo z powodu niewystarczającej kontroli. Jak dowiedzieliśmy się w Krajowej Izbie Lekarsko-Weterynaryjnej, w tym regionie pracuje tylko jeden weterynarz. Drugi odszedł na emeryturę, a nowych chętnych brak, bo na tych stanowiskach zarabia się mniej (3,2 tys. zł brutto) niż na stanowisku kasjera w dyskontach. Pracujący dla państwa weterynarze poświęcili ostatni rok na coraz głośniejsze domaganie się wyższych płac. W listopadzie 2018 r. złożyli na biurku premiera 2 tys. wniosków o podwyżki, w grudniu ogłosili już oficjalny protest. Jednak minister rolnictwa znalazł czas na spotkanie dopiero po miesiącu, a obietnice podwyżek do tej pory nie zyskały formy pisemnej. Tymczasem resort rolnictwa znalazł w tym roku 150 mln zł na... koła gospodyń wiejskich.

Opinia dla „rzeczpospolitej"

Jerzy Wierzbicki, prezes Polskiego Zrzeszenia Producentów Bydła Mięsnego

Sytuacja jest kryzysowa, następuje spadek zamówień na polską wołowinę. Część ubojni ogranicza uboje, inni obniżyli cenę o około 7 proc. w ciągu trzech dni. To, czy Polska straci ważnych odbiorców eksportowych, będzie zależało od intensywności kampanii w mediach na naszych docelowych rynkach, szczególnie zagranicznych.

Widzimy już negatywny wpływ doniesień medialnych na ceny skupu bydła. W tym konkretnym przypadku najwyraźniej nadzór nie był wystarczający. Być może wynikało to ze zbyt niskiego budżetu w tym inspektoracie. Zdaje się, że była tam zatrudniona tylko jedna osoba. Zdecydowanie potępiamy praktyki przedsiębiorcy z powiatu Ostrów Mazowiecka.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA