fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przemysł Obronny

Czy zamiast francuskich caracali kupimy okręty scorpene?

Francuski okręt Scorpene
wikipedia.org/Mak Hon Keong
Minister Antoni Macierewicz komplementował w tym tygodniu w Paryżu francuskie okręty podwodne, odwiedził też zakłady rakietowe MBDA , które produkują do nich oręż: manewrujące pociski NCM przeznaczone do niszczenia strategicznych celów z odległości ok. tysiąca kilometrów.

- Francja uczestniczy w rozmowach na temat potencjalnego polskiego zakupu okrętów podwodnych. Ten kontrakt jest dla nas bardzo ważny. Rozmawiamy też ze Szwecją i Niemcami. Są jeszcze kwestie, które pozostają otwarte, ale na pewno francuska oferta jest interesująca – ujawnił w środę 13 września po spotkaniu z minister ds. sił zbrojnych Francji Florence Parly Antoni Macierewicz.

Podwodna broń z rakietami

Omawiając sprawy związane z przemysłem obronnym w kontekście współpracy polsko – francuskiej szef polskiego MON potwierdził , że dyskusja dotyczyła francuskiej oferty okrętów podwodnych zintegrowanych z rakietami manewrującymi.

- To ciekawa oferta, która na pewno ma przyszłość i obok niemieckiej i szwedzkiej, będzie brana przez Polskę pod uwagę - stwierdził Macierewicz

Szef MON podkreślał także, że Polsce zależy na tym, aby kontrakt na zakup okrętów podwodnych został podpisany jak najszybciej. - Zakup okrętów podwodnych to jeden z najważniejszych kontraktów modernizacyjnych, a na pewno najważniejszy kontrakt - jeżeli chodzi o naszą Marynarkę Wojenną - stwierdził polski minister.

Kluczowa przemysłowa współpraca

Antoni Macierewicz wielokrotnie podkreślał w Paryżu, że polskiej stronie zależy, aby przyszła umowa z producentem i dostawcą okrętów podwodnych była przede wszystkim „kontraktem wzajemnym". Chodzi nie tylko o to by pozyskać skuteczną broń i zagwarantować jak najszybszy termin realizacji zamówienia, ale też by transakcja zaowocowała trwałą współpracą francusko – polską w przemyśle obronnym - zaznaczył szef MON.

Wizytowany przez min. Macierewicza Europejski Dom Rakietowy MBDA jest odpowiedzialny za rakietowy oręż instalowany m.in. na okrętach Barracuda budowanych przez francuski koncern stoczniowy Naval Group. Firma znana wcześniej pod nazwą DCNS, już od lat oferuje polskiej Marynarce Wojennej okręty podwodne scorpene o klasycznym napędzie. Stoczniowy koncern, podczas niedawnych targów obronnych w Kielcach powtórzył obietnicę zaangażowania polskich firm w produkcję elementów broni podwodnej i podzielenia się z Polską Grupą Zbrojeniową istotnymi technologiami.

Manewrujący pocisk dla okrętów

Po spotkaniu w paryskim centrum rakietowym MBDA ( spółka odpowiada za integrację okrętów podwodnych z rakietami manewrującymi) minister Macierewicz nie szczędził gospodarzom komplementów .- To co tam zobaczyliśmy napawa optymizmem, co do potencjału francuskiego i skuteczności działania –stwierdzi Macierewicz.

Pociski manewrujące NCM to najnowsza modyfikacja dalekosiężnych , manewrujących rakiet SCALP – dostosowująca je do potrzeb okrętów nawodnych i podwodnych. Można je wystrzeliwać także ze standardowych luków torpedowych podwodnych jednostek.

Pociski NCM niemal sześciometrowej długości o wadze 1,4 t wyposażone w głowicę bojową o wadze ok. 300 kg startują z wyrzutni „opakowane" w specjalną kapsułę. Osłona odrzucana jest gdy na powierzchni w rakiecie włączony zostaje silnik marszowy.

Dalekosiężny Scalp nie do zatrzymania

Pierwowzór NCM - pociski Scalp to prawdziwa potęga, zweryfikowana w ostatnich konfliktach. Rakieta (w wersji brytyjskiej nosi nazwę Storm Shadow) powstała po pierwszej wojnie w Zatoce, kiedy po stracie kilku myśliwców koalicji okazało się , że potrzebna jest precyzyjna broń do niszczenia strategicznych, naziemnych celów, bez narażania załóg. Szybko udało się stworzyć pocisk manewrujący o utrudnionej wykrywalności, naprowadzany dzięki nawigacji bezwładnościowej GPS i oraz systemu TERPROM (Terrain Profile Matching) czyli porównywania profilu powierzchni ziemi i mapy cyfrowej zakodowanej w pokładowym komputerze.

Tuż przed uderzeniem, głowica pocisku dzięki kamerze termowizyjnej o wysokiej rozdzielczości, identyfikuje cel, a sama rakieta wykonuje manewr wznoszący by zmylić obronę i trafić z maksymalnym impetem. Praktycznie niewykrywalny pocisk setkami kilometrów leci do celu na wysokości 30-40 metrów, a specjalna dwustopniowa głowica w momencie trafienia najpierw w betonowych ( nawet 2 – 3 metrowej grubości ) umocnieniach wypala otwór, a potem kieruje całą energię do zniszczenia obiektu.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA