fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przemysł Obronny

Wielkie marzenie o średnim czołgu

Po Andersie zostało w OBRUM sporo ciekawych rozwiązań
Fotorzepa, Michał Walczak
Przemysł chce przekonać armię, że jest w stanie zbudować broń zdolną do zatrzymania tanków spodziewanych od strony Kaliningradu. Czy zbrojeniówka podoła tak trudnemu wyzwaniu?

Nowy czołg podstawowy (main battle tank) zbudowany własnymi siłami w kraju może dać impuls rozwojowy i rozpędzić technologicznie Polską Grupę Zbrojeniową – twierdzi Witold Słowik, prezes PGZ.

Szef obronnej grupy kapitałowej koncentrującej państwowe spółki sektora zbrojeniowego w niedawnej rozmowie z „Rzeczpospolitą" przyznał, że szuka sojuszników dla tej koncepcji w MON i odbiera ze strony rządu pozytywne sygnały. Prezes PGZ nie ma wątpliwości, że zasoby i know-how, jakie mamy już dziś w rodzimym przemyśle, pozwalają poważnie myśleć o podjęciu tego projektu.

Henryk Knapczyk, emerytowany szef OBRUM, śląskiego ośrodka rozwoju broni pancernej, który o czołgowej branży wie wszystko, studzi entuzjazm i nadmierny, jego zdaniem, optymizm zarządu PGZ: – To armia powinna wpierw dokładnie określić wymagania taktyczno-techniczne dla nowej broni pancernej – zaznacza. A przygotowania do opracowania koncepcji przyszłego podstawowego pancerza dla Sił Zbrojnych RP należałoby zacząć od solidnej analizy w gronie specjalistów. – Chodzi nie tylko o ocenę, co możemy samodzielnie zrobić w kraju, ale też próbę zdefiniowania, jaka ma być rola przyszłej pancernej broni w wojskowej doktrynie i oczywiście specyficznych polskich warunkach klimatycznych i terenowych.

– Potencjalny przeciwnik został nazwany, zatem jest jasne, że nowy polski czołg musi skutecznie stawić czoła 5 tys. odnowionych tanków stacjonujących obecnie w obwodzie kaliningradzkim – ocenia doc. Knapczyk. – Na pewno musimy mieć broń lepszą niż teraz, bo pociski wystrzeliwane z naszej broni pancernej, uwzględniając nawet modernizowane leopardy, nie są w stanie przebić w spotkaniowym boju pancerzy pierwszoliniowych czołgów rosyjskich – dodaje.

Niespełniony sen o polskim czołgu

Przełamać złą passę

Inni eksperci także widzą potrzebę radykalnego odnowienia polskiej broni pancernej. Zdecydowanie wątpią jednak, czy wciąż słaby przemysł poradzi sobie z zaprojektowaniem od podstaw i wykonaniem nowego pancerza, który nie zawiedzie w kolejnych dekadach eksploatacji.

– Bogaci i kompetentni w dziedzinie ciężkiej broni Niemcy i Francuzi, którzy zdecydowali się kooperować przy budowie nowego czołgu dla Europy, finału przedsięwzięcia spodziewają się najwcześniej za dwie dekady. To powinno dać do myślenia naszym decydentom – sugeruje Jerzy Reszczyński, ekspert zbrojeniowy.

Witold Słowik: Będziemy wytrwale naprawiać fabryki broni

Prezes PGZ mimo wszystko chciałby odwrócić czołgową passę. Podkreśla, że w gliwickim Ośrodku Badawczo-Rozwojowym Urządzeń Mechanicznych są wciąż kompetentni fachowcy. To inżynierowie OBRUM w swoim czasie zaprojektowali prototyp wozu wsparcia ogniowego Anders (tzw. demonstrator technologii przeszedł próby poligonowe w 2010 r. ), którego zalety dostrzeżono w specjalistycznych ośrodkach na Zachodzie i Izraelu. Państwo zainwestowało też w projekt wozu bojowego Gepard. Pojawiają się głosy, że właśnie ta ostatnia konstrukcja odpowiednio zmodyfikowana i dostosowana do wojskowych oczekiwań byłaby w stanie sprostać wyzwaniom współczesnego pola walki.

Pożytki z Andersa

Marian Holota, znawca techniki pancernej, główny konstruktor Andersa i były szef zakładu rozwoju OBRUM, twierdzi, że w czasie dwuletniej realizacji projektu udało się opracować i pozyskać z krajowego rynku wiele rozwiązań, które można wykorzystać przy budowie nowego czołgu.

Wzmocnienie siły ognia zapewniłaby m.in. zastosowana w swoim czasie w Andersie nowa armata 120 mm wydłużona do 50 kalibrów, co nada pociskom nowej generacji odpowiednią prędkość wylotową. Lufę mogłaby wykonać powstała niedawno nowoczesna lufownia Huty Stalowa Wola. Czołg należałoby przy tym wyposażyć w dwubębnowy magazyn amunicji z automatem ładowania (mają na nie patent Zakłady Mechaniczne Tarnów). Przyrządy obserwacyjne i zautomatyzowane systemy kierowania ogniem z komputerem balistycznym mogą dostarczyć warszawskie spółki PCO i prywatna Grupa WB.

Wzrost bezpieczeństwa załogi zapewniłoby m.in. zastosowanie sprawdzonej w Andersie wieży bojowej lub jej zdalnie sterowanego wariantu i umieszczenie załogi w strefie kadłuba najmniej narażonej na ostrzał. Istotnym elementem osłony byłby m.in. pancerz reaktywny Erawa zaprojektowany przez prof. Adama Wiśniewskiego, legendę Wojskowego Instytutu Technicznego Uzbrojenia. Można też wykorzystać opracowaną w OBRUM koncepcję nowoczesnego zawieszenia hydropneumatycznego, które poprawi komfort jazdy i pozwoli zwiększać kąt ostrzału.

– Przy okazji budowy Andersa analizowaliśmy dokładnie potrzeby i możliwości kooperacji rodzimych firm, zawieraliśmy nawet wstępne umowy, np. z polskimi odlewniami na pozyskanie kół nośnych i gąsienic – przypomina inżynier Holota. To wszystko jest do dyspozycji obecnych konstruktorów – dodaje.

Polska armia ma ok. 900 czołgów, co powinno czynić ją pancerną potęgą wśród europejskich krajów NATO. Tyle że setki niemodernizowanych tanków – włączając w to odnawiane dopiero czołgi Leopard przejęte w ostatnich dwóch dekadach od Bundeswehry, do tego od lat czekające na nowoczesną amunicję – nadają się raczej do skansenu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA