fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prezydent USA

Prezydent Trump stawia Pekin pod ścianą

Donald Trump i Xi Jinping – wynik ich starcia zadecyduje o losie światowej gospodarki
AFP
Od dziesięcioleci nie było tak sprzyjających okoliczności, by zmusić Chińczyków do przestrzegania reguł światowego handlu.

Robin Li, szef największej chińskiej wyszukiwarki Baidu, sięgnął kilka dni temu po cytat z „Gry o tron", by opisać sytuację, w jakiej znalazł się ich kraj: „Nadchodzi zima!".

W ubiegłym tygodniu Apple, ale także GM, Ford, Fiat/Chrysler i liczne amerykańskie koncerny ostrzegły przed obniżeniem zysków z powodu słabnącej sprzedaży w Chinach. To sygnał, jak bardzo Zachód stał się zależny od drugiej największej gospodarki świata. Ale Kevin Hassell, szef rady doradców ekonomicznych prezydenta Trumpa, tłumaczy: „Jednak dobra wiadomość jest taka, że od lat nie było tak dużej presji na Chińczyków, by usiedli z nami do stołu i zawarli porozumienie. Każdego roku Chiny kradną własność intelektualną wartą około 500 mld USD. Musimy z tym skończyć".

W amerykańskiej delegacji, która w poniedziałek przyjedzie do Chin pod przewodnictwem wiceszefa Departamentu Handlu Jeffa Gerrisha, będą przedstawiciele resortów rolnictwa, energii i skarbu. To sygnał, że dla Amerykanów przyszedł czas mówienia o konkretach. Trump stawia zasadniczo pięć warunków, aby powstrzymać wojnę handlową. Chce rezygnacji przez Chińczyków z systemu obowiązkowego transferu technologii przez zagranicznych inwestorów, przestrzegania praw autorskich, szerokiego otwarcie rynku dla produktów rolnych, przemysłowych i energii.

Jeszcze niedawno wydawało się wykluczone, by prezydent Xi Jinping poszedł na takie ustępstwa, bo zagrażają one systemowi „państwowego kapitalizmu", w którym nie ma miejsca na niezależne sądownictwo i równą konkurencję. Ale coraz więcej wskazuje na to, że chiński przywódca stanął pod ścianą. Jak rower, chińska gospodarka musi w miarę szybko posuwać się do przodu, aby autorytarny system nie upadł.

By skłonić Trumpa do zawieszenia do 1 marca wojny celnej, Xi już zniósł zakaz importu amerykańskiej soi i ograniczył cła na import amerykańskich aut. Ale Biały Dom grozi, że jeśli nie dojdzie do całościowego porozumienia, za niespełna dwa miesiące wprowadzi cła już na całość importu USA z Chin, i to sięgające 25 proc. To może wstrzymać rozwój Republiki Ludowej, której poziom życia zdaniem MFW doszedł na razie do tego, jaki ma Białoruś.

„Wojna handlowa ma dla nas i dla naszych klientów fatalne skutki. Jesteśmy tym przerażeni" – mówi „Guardianowi" Wang Changi, szef produkującej sprzęt medyczny firmy Tuke z Guangdongu.

Oficjalnie chińska gospodarka zwolniła do ok. 6,2 proc. w skali roku, dwa razy wolniej, niż rozwijała się jeszcze dziesięć lat temu. Ale Eevy Keroli, ekonomistka Banku Finlandii, uważa, że te dane są sfałszowane i realny wzrost mieści się między 3–4 proc., a więc jest mniejszy niż w przypadku Polski.

Gdy w 2008 r. uderzył w Chiny kryzys finansowy, Pekin polecił władzom lokalnym uruchomienie prawdziwej fali inwestycji infrastrukturalnych, co postawiło na nogi gospodarkę. Teraz Xi Jinping sięgnął po podobną strategię: obniżył obowiązkowe rezerwy ostrożnościowe banków lokalnych, uwalniając ponad 100 mld USD, a także zmienił definicję małych przedsiębiorstw tak, by uzyskały dostęp do tanich kredytów zarezerwowanych dotąd dla firm państwowych. Ale pole manewru Pekinu jest bardzo ograniczone, bo zdaniem Bloomberga dług państwowy i prywatny (34 bln USD) już w 2017 r. przekroczył 262 proc. PKB wobec 162 proc. w 2008 r. Jeśli inwestorzy stracą zaufanie do chińskiego systemu finansowego, może on runąć.

By zyskać na czasie i utrzymać przychylność ludności, Xi Jinping sięgnął też po hasła nacjonalistyczne. Ale znany amerykański analityk Gary Shilling uważa, że to wszystko tylko zasłona dymna, które ma przygotować chińską opinię publiczną do ustępstwa wobec Waszyngtonu.

– W tych negocjacjach Ameryka jest kupcem, a Chiny – dostawcą. Tyle że w globalnym świecie mamy rynek kupców i Ameryka może znaleźć sobie innych dostawców. Komunistyczne Chiny musiałyby zaś znaleźć zupełnie inny model rozwoju. Dlatego to one ustąpią – tłumaczy.

Ale szybkie porozumienie jest też w interesie Trumpa, bo radykalnie poprawiłoby szanse prezydenta na reelekcję. Trump zapewne przystałby na kompromis, podobnie jak to zrobił w sprawie NAFTA.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA