fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Życie na podsłuchu

123RF
Rząd nie widzi powodu, by ściślej nadzorować inwigilowanie obywateli przez specsłużby.

Pomimo obiekcji organizacji pozarządowych rząd zamierza zaakceptować kontrowersyjny projekt ułatwiający specsłużbom i organom ścigania dostęp do danych o obywatelach – wynika ze stanowiska MSW, do którego dotarła „Rzeczpospolita".

Projekt, do którego rok temu miał zastrzeżenia Trybunał Konstytucyjny (TK), pozwala dziesięciu służbom sięgać po dane telekomunikacyjne bez uzyskania zgody sądu. Dotyczy to m.in. wykazu połączeń, informacji o lokalizacji telefonu, danych osobowych abonenta. Wśród służb, które mogą z tego korzystać, są m.in.: ABW, CBA, kontrola skarbowa i policja.

W powstającym w MSW stanowisku znalazło się zdanie, że senacki „projekt wpisuje się w założenia demokratycznego państwa prawa".

Problem w tym, że co innego sądzą generalny inspektor ochrony danych osobowych, prokurator generalny i Biuro Analiz Sejmowych – projekt spotkał się z ich krytyką. Głównym zarzutem jest to, że kontrola sięgania przez służby po dane telekomunikacyjne będzie iluzoryczna. A to właśnie podstawy prawne kontroli operacyjnej działań służb uznane zostały przez TK za niekonstytucyjne.

Projekt zakłada bowiem tzw. kontrolę następczą. Oznacza to, że służby nie będą musiały prosić o zgodę sądu, ale jedynie raz na pół roku wysłać do niego sprawozdanie na temat danych telekomunikacyjnych, po które sięgnęły.

Dopiero wtedy wyrywkowo będzie mógł zbadać je sąd, a inna procedura będzie dotyczyć tylko zawodów zaufania publicznego, np. prawników, lekarzy i dziennikarzy.

– To za mało, bo billingi i dane o lokalizacji telefonu potrafią powiedzieć o człowieku więcej niż niejeden podsłuch – mówi Katarzyna Szymielewicz z fundacji Panoptykon monitorującej zagrożenia wolności obywatelskiej.

Dlaczego MSW chce zaaprobować tak kontrowersyjne rozwiązania? Rzecznik resortu Małgorzata Woźniak mówi, że stanowisko rządu jest wstępne. – Obecnie nie można przesądzać ani ostatecznego kształtu tego dokumentu, ani jego wpływu na kształt ustawy. Dalsza dyskusja będzie prowadzona na etapie prac sejmowych – zaznacza. Dodaje, że tempo prac nad stanowiskiem nie jest nietypowe.

Inaczej uważa Katarzyna Szymielewicz. – Szybkie tempo może potwierdzać naszą hipotezę, że tak naprawdę projekt napisano w MSW. Zgłoszono go w Senacie tylko po to, by uniknąć mozolnych konsultacji w rządzie – mówi.

– Niektóre zapisy stanowiska rządu są dowodem na to, że projekt napisano na kolanie – dodaje były wiceszef MSWiA Jarosław Zieliński z PiS.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA