fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Aleksiej Nawalny zatrzymany w Moskwie

Protestujący w Moskwie wzywają do bojkotu wyborów.
YouTube, Alexey Navalny
W 118 miastach manifestowano przeciw prezydentowi, rządowi i wyborom prezydenckim, które nie będą wyborami. Policja zdemolowała siedziby fundacji opozycjonisty.

„Raz, dwa, trzy – Putin wychodzi" – proponowali prezydentowi manifestanci w centrum Moskwy. W marcu w Rosji odbędą się wybory prezydenckie, już dziś wiadomo, że wygra je urzędujący szef państwa. Najważniejszemu konkurentowi Aleksiejowi Nawalnemu odmówiono bowiem prawa startu w nich, powołując się na to, że został skazany przez sąd. Nawalny jednak odwołał się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który go uniewinnił. Ale to nie pomogło – popularny opozycjonista nie został dopuszczony do wyborów. Manifestanci wzywali w niedzielę do bojkotu wyborów.

„Aresztowali mnie. To nie ma najmniejszego znaczenia. (...) Niech ktokolwiek przyjdzie i mnie zastąpi" – napisał Nawalny na Twitterze, siedząc już w policyjnym samochodzie. Dwa dni przed manifestacją ukrył się i dlatego udało mu się dotrzeć do centrum Moskwy na demonstrację. Ale przeszedł z nią tylko kilkaset metrów. Gdy zaczął skandować: „Przekręciarze i złodzieje!", został natychmiast zatrzymany. Po zniknięciu Nawalnego do demonstrującej w centrum młodzieży wyszedł kontrowersyjny polityk Władimir Żyrinowski, którego powitały okrzyki: „Błazen cara!". Niezrażony lider „liberalnych demokratów" zaczął się skarżyć manifestantom na to, że ma za małą reprezentację w parlamencie, dlatego „nie udaje się podejmować decyzji dobrych dla narodu". Zebrani na ulicy ludzie zaproponowali mu, by zaczął protestować i dołączył się do demonstracji. Żyrinowski natychmiast odszedł.

Po aresztowaniu Nawalnego policja przestała wyłapywać ludzi z tłumu i ograniczyła się do towarzyszenia manifestantom, od czasu do czasu przez megafony prosząc, by nie wychodzili na jezdnię. Według opozycji stołeczna policja dostała rozkaz, by „działać łagodnie", podobnie w Petersburgu.

Ale inaczej było z dala od stolic. W sumie w całej Rosji (wg niepełnych danych) zatrzymano ok. 250 osób, najwięcej, bo po 50, w Czeboksarach i Ufie. Za to w Tule manifestanci ze zdziwieniem zauważyli, że w ogóle nie nadzoruje ich policja. W Czelabińsku na Syberii policja wyłapywała jedynie uczniów, twierdząc, że opozycyjna manifestacja jest „tylko dla dorosłych". W Pietropawłowsku Kamczackim na demonstrację wyszła tylko jedna osoba. „Głosujesz czy nie, rezultat będzie ten sam" – pod takim hasłem manifestowano z kolei w Kaliningradzie.

Aresztowania zaczęły się jednak, nim manifestanci wyszli na ulice. Policja wdarła się też do siedzib trzech sztabów Nawalnego, w tym moskiewskiego, z którego miała być prowadzona transmisja online. W tym ostatnim oskarżyli jednego z koordynatorów internetowej transmisji o to, że do własnego telefonu komórkowego włożył bombę, i zabrali go do aresztu pod zarzutem przygotowania zamachu bombowego.

Niedzielne manifestacje były najmniejszymi od czasu, gdy Nawalny zaczął wzywać do wychodzenia na ulicę. Największa była pierwsza, niespodziewana dla władz, w marcu 2017 r. Czerwcowa akcja objęła 150 miast, a aresztowanych było siedem razy więcej niż obecnie.

Jednocześnie jednak bardzo wiele osób zaangażowało się w przygotowanie kampanii wyborczej Nawalnego, do której w końcu nie doszło. Według jego informacji do końca grudnia ponad 700 tys. osób zarejestrowało się przez internet, zaświadczając, że są gotowi oddać na niego swój głos, a ponad 100 tys. jednocześnie podało swoje dokładne dane osobowe. Do pracy w jego 84 sztabach wyborczych zgłosiło się 190 tys. wolontariuszy. Według rosyjskiego prawa „kandydat niezależny" (niezgłoszony przez żadną partię polityczną) powinien przedstawić w Centralnej Komisji Wyborczej 300 tys. podpisów, by zostać dopuszczonym do wyborów.

Formalnie do walki o swoją czwartą kadencję jako „niezależny" startuje również Władimir Putin, którego sztab już złożył wymaganą liczbę podpisów. Jedyną przedstawicielką opozycji jest córka nieżyjącego już mera Petersburga i byłego przełożonego Putina Anatolija Sobczaka – Ksenia. Zapowiadała jednak, że natychmiast wycofa się z wyborów, gdy zostanie do nich dopuszczony Nawalny. Mimo to drogi obojga polityków się rozchodzą: Sobczak startuje jednak w wyborach, do bojkotu których nawołuje Nawalny.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA