fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Polska wirtualna wersja Husseina Obamy

Minister Teresa Czerwińska ma na drugie imię Tatiana
Fotorzepa, Piotr Guzik
Trudno uwierzyć, że po latach debat na temat Polaków na Wschodzie jako zarzutu wobec polityka można użyć miejsca jego urodzenia w ZSRR. A jednak.

W ten sposób zaatakował wiceminister finansów portal Wirtualna Polska. „Kandydatka PiS na ministra finansów urodziła się w ZSRR. Nieznana przeszłość Teresy Czerwińskiej" – krzyczy tytuł tekstu, który wygląda jak próba utrącenia kandydatury. Nie ma w nim nic poza kilkakrotnym suflowaniem, że miejsce urodzenia jest podejrzane. Z tego powodu Czerwińska nie powinna zostać nawet wiceministrem – sugeruje niewymieniony z nazwiska poseł z Komisji ds. Służb Specjalnych.

No, jest jeszcze jeden zarzut: Czerwińska ma na drugie imię Tatiana. O miejscu urodzenia i drugim imieniu – podkreśla autorka – informuje „tylko katalog IPN". Czyli, jak mamy rozumieć, jest to Rosjanka, zapewne związana ze służbami, skoro interesuje się nią IPN.

To szokujące. Czołowy portal w Polsce określa przydatność ludzi do pełnienia funkcji na podstawie miejsca urodzenia, imion i wpisów w katalogach. Trochę przypomina zwolenników teorii spiskowych, którzy na podstawie drugiego imienia Baracka Obamy, Hussein, przypisywali mu, że jest Antychrystem, ukrywającym w niecnych celach swoją muzułmańską wiarę.

Nie byłoby przecież niczym zdrożnym, gdyby ministrem finansów Polski została muzułmanka czy Rosjanka – będąca fachowcem z polskim paszportem. A cóż dopiero mówić o Polce, tyle że urodzonej na Łotwie w czasach, gdy kraj ten był pod kontrolą Moskwy. Tam przyszła na świat specjalizująca się w finansach prof. Uniwersytetu Warszawskiego Teresa Czerwińska.

O Polakach na Wschodzie powstały tysiące tekstów. O ofiarach sowieckich represji, o wcielaniu do kołchozów. O trudnościach w zachowaniu polskości. Także o rusyfikacji i uleganiu moskiewskiej propagandzie. O tym, że za granicami powojennej Polski pozostały setki tysięcy Polaków, często wbrew woli. To wszystko chyba umknęło redakcji Wirtualnej Polski, także debaty na temat repatriacji czy Karty Polaka.

Polacy są także na Łotwie, która od ponad 27 lat jest znowu niepodległa. Mieszkali tam i przed drugą wojną światową, sto lat temu co dziesiąty mieszkaniec Rygi był Polakiem. Teraz mniejszość polska to ponad 2 proc. łotewskiej ludności (około 50 tys. osób).

Teresa, dziś Czerwińska, wcześniej Tumanowska, urodziła się w 1974 r. w Dyneburgu (z łotewska Daugavpils), gdzie społeczność polska jest liczna. W jednej klasie z Teresą Tumanowską uczyła się Halina Smulko (wtedy Krumplewska), dziś dyrektorka państwowego gimnazjum polskiego im. Józefa Piłsudskiego w Dyneburgu.

– Wtedy nie było tu polskich szkół, była rosyjska. Polacy, w siedem osób, trzymaliśmy się razem. Razem chodziliśmy do kościoła, za co byliśmy karani. Do Komsomołu już nawet nie zapraszali, bo nie było – mówi „Rzeczpospolitej" Halina Smulko. – Teresa spędziła tu dzieciństwo, wyjechała na studia do Polski, ja studiowałam na Łotwie. Mam same pozytywne wspomnienia – dodaje.

Gdy w latach 90. dużo przebywałem wśród Polaków na Wschodzie, często się skarżyli, że po upadku ZSRR ukochana Polska źle ich potraktowała – są w niej zwani Ruskimi. Teraz czołowy portal poszedł jeszcze dalej, dla niego Polacy zza wschodniej granicy są z założenia podejrzani. A może wszyscy urodzeni poza Polską?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA