fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Rząd w Wiedniu wyleciał w powietrze

Heinz-Christian Strache na konferencji, na której poinformował o swojej dymisji
AFP
Jedno nagranie ukrytą kamerą i nie ma wzorcowej koalicji konserwatystów i skrajnej prawicy. Austriackich radykałów zgubiła fascynacja wzorami rosyjskimi.

Dość znaczy dość – oświadczył wczoraj wieczorem Sebastian Kurz, kanclerz i szef Partii Ludowej (ÖVP), ogłaszając przyśpieszone wybory w Austrii. Upadła koalicja z Partią Wolnościową (FPÖ), której szef i zarazem wicekanclerz Heinz-Christian Strache jest bohaterem ujawnionego dzień wcześniej nagrania o sile solidnej bomby. Mimo że FPÖ jest wyjątkowo radykalna nawet jak na izolowane w wielu krajach partie zwane populistycznymi i eurosceptycznymi (jest oskarżana o powiązania z neonazistami), Kurz cieszył się - i może nadal się cieszy - w głównym nurcie Unii Europejskiej świetnym wizerunkiem.

Niedawno największa gazeta Niemiec, tabloid „Bild”, chwaliła go za obniżenie podatków, co Angeli Merkel nie udaje się przez kilka kadencji. Teraz rząd, który je obniżył, przestał istnieć, bo inne niemieckie gazety „Der Spiegel” i „Süddeutsche Zeitung” – ujawniły nagranie ze spotkania Strachego na Ibizie z tajemniczą kobietą, przedstawiającą się jako Rosjanka powiązana z rosyjskim oligarchą. Doszło do niego jeszcze przed wyborami, w wyniku których FPÖ trafiła do rządu.

Tajemnicza jest kobieta i tajemnicze samo nagranie, a zwłaszcza sposób, w jaki dotarło do niemieckich gazet (nie austriackich, które są wbrew woli jego bohaterem). Na razie nic o źródłe nagrania nie wiadomo. Wiadomo natomiast, bo to dobrze na nagraniu słychać, że Strache ma nie tylko problem polityczny. Także prawny. Lider partii, która obiecywała oczyszczenie, mówi spokojnie, jak zamierza oszukać urząd skarbowy i wynagrodzić kontraktami swoich – jak sądzi – rosyjskich sponsorów. Fascynacja rosyjskimi wzorcami z pogranicza polityki i biznesu bije w oczy.

Strache nazywający dziennikarzy „największymi dziwkami” chce dzięki rosyjskim pieniądzom przejąć kontrolę nad największą austriacką gazetą „Kronen Zeitung” i dzięki niej zdobyć kilka dodatkowych punktów w nadchodzących wyborach (w 2017 roku).

Wcześniej prorosyjskość FPÖ (podobnie jak poglądy antyislamskie i antyimigracyjne) Kurzowi nie przeszkadzały. Powierzył tej partii kluczowe stanowiska. Oprócz urzędu wicekanclerza dostała ona resort dyplomacji (jego szefowa Karin Kneissl najbardziej zasłynęła składając hołdy Putinowi, który zaszczycił swoją obecnością jej ślub), oraz spraw wewnętrznych i obrony - na ich czele stanęli Herbert Kickl i Mario Kunasek, którym służby kilku państw zachodnich nie ufają do tego stopnia, że nie dzielą się tajnymi informacjami z podległymi im służbami austriackimi.

Socjaldemokraci różnych krajów krztuszą się z oburzenia, że można było dopuścić Strachego i jego partię do współrządzenia. Ale zapominają, że ich austriaccy koledzy z SPÖ też to zrobili – podzielili się władzą z FPÖ na poziomie landu (Burgenland) i miasta, trzeciego co do wielkości – Linzu.

Teraz z wolnościowcami nikt zapewne nie będzie chciał współrządzić. Choć nie wiadomo, czy Kurz znajdzie kogoś innego do koalicji po przyśpieszonych wyborach, bo powrót do współpracy z SPÖ wykluczył. Może się pogodzi z „oczyszczoną” ze Strachego partią. Nie wiadomo też, jak potraktują FPÖ unijni sojusznicy, rozprawiający o współpracy po nadchodzących wyborach do Parlamentu Europejskiego. On sam uważa, że ujawnienie nagrania to zamach stanu. Niewykluczone, że inni też zajmą się przede wszystkim tym, dlaczego niemieckie media publikują film z prywatengo spotkania sprzed dwóch lat i dlaczego właśnie teraz. 

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA