fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Ernest Bryll: Jan Olszewski nauczył mnie rozumienia historii

Ernest Bryll
Fotorzepa/Danuta Matloch
W przerwie jednego ze spotkań poprosiłem Jana czy by mi nie opowiedział, nie tyle o politycznych zrębach tej dziwnej akcji odwołania za próbę ujawniania, ale o tym jak on to przeżywał. I Jan pogadał ze mną o tym. Niezwykle ciekawie.

Jana Olszewskiego poznałem w roku 1954, a może na początku 1955. Byłem wtedy studentem polonistyki, początkującym adeptem sztuki poezji i pracowałem jako dziennikarz, również początkujący, w redakcji „Po prostu”. Właśnie dopadłem materiału o dziwnych praktykach w kierowaniu studentów prawa – a to na obowiązkowy okres pracy, a to na staże aplikacyjne w warszawskich kancelariach i urzędach. Niebywałe krętactwa, układy, dziwne zaświadczenia o niestabilności psychicznej, które zwalniały z obowiązku pracy gdzieś tam na prowincji, a potem nie przeszkadzały w uzyskaniu miejsca pracy w dobrych urzędach warszawskich. Młody Jan, wtedy prawnik, pracował w Polskiej Akademii Nauk. Weryfikował ten artykuł żebym nie narobił błędów. Polubiliśmy się, ale on był starszym ode mnie o pięć lat, był poważnym człowiekiem, a ja jeszcze świszczypałą poezjującym i wielkim ignorantem w rozumieniu polityki oraz w historii. Jan myślał precyzyjnie – trochę bawiły go moje naiwności, ale dostrzegał coś w moim pisaniu wierszy. Choćby tak – napisało mi się przy jakiejś okazji „wszyscy wołają światło, światło, a nikt nie sięga do kontaktu”. Akurat był to czas, kiedy wstrząsały PRL-elem rewelacje byłego ważnego człowieka Ministerstwa Bezpieczeństwa płk. Światły. Uciekł na Zachód i w 1955 Radio Wolna Europa nadawała jego opisy – co tam za kulisami Urzędu Bezpieczeństwa się działo. Dodatkowo balony, wysyłane od zachodnich krajów, szybowały nad Polską i spadały na socjalistyczny grunt z podczepionymi ulotkami tych wstrząsających zeznań. Więc walczono z agentem Światło. I Jan uśmiechnął się mówiąc: ty, jak na poetę, masz czasami węch. Coś czujesz, czego nawet nie rozumiesz.

Wielkich dyskusji między nami nie było, zważywszy na dużą różnicę wiedzy, ale parę razy Jan pokazał mi miejsca w bibliotekach, gdzie doszukać się było można zakazanych oficjalnie książek. Poważniej nasze drogi znów się skrzyżowały w Krzywym Kole. Ale ja znów byłem zaplątany w akcje wydawania poezji, wernisaże malarskie estrady poetyckie, on w inne sprawy.

W 1991 r. Jan był już posłem w Sejmie. Przedtem był ważnym doradcą Solidarności, a w 1980 r. był sławnym obrońcą w procesach politycznych stanu wojennego, reprezentantem rodziny w procesie zabójców ks. Popiełuszki. Właśnie w 1991 wyglądało na prawie pewne, że prezydent Lech Wałęsa zaproponuje mu sformułowanie rządu (mówię o początku roku) Chyba „Gazeta Wyborcza” opublikowała listę ewentualnych nazwisk, na której ja znalazłem się przy Ministerstwie Kultury. I wtedy poprosiłem Jana o spotkanie. W kawiarni obok Sejmu tłumaczyłem mu, że jeśli te doniesienia są prawdziwe, to ja się do tej roboty nie nadaję. Zrozumiał i sprawa upadła. Zresztą ostatecznie powołano rząd Bieleckiego.

W sierpniu 1991 jechałem do Dublina zakładać pierwszą Ambasadę Polską, dawniej na tym szczeblu relacji nie było. Po paru miesiącach powołano nowy rząd Rzeczypospolitej. Premierem został Jan Olszewski. I dostał tam zadanie opracowania zagadnienia: jak różne wpływowe siły w Republice Irlandii odniosłyby się do naszych starań o członkostwo w NATO oraz w Unii Europejskiej. Dublin był niezłym miejscem badań, bo Irlandia to był kraj neutralny, sam od niedawna w Unii Europejskiej, elity wpływowe, politycznie bardzo przemieszane ze środowiskami artystycznymi. Zrobiłem co umiałem. Na początku zdziwiony byłem determinacją premiera w dążeniu do tych miejsc, bo wielu moich znajomych z czasów opozycji w ostatnich latach PRL, a potem w odrodzonej Polsce, uważało, że to póki co nierealne, a może i niestosowne mrzonki. „Odwołania” Jana z premierostwa nie przeżyłem w Polsce. A materiały oficjalne, jakie dostawałem do Irlandii, jak zawsze pozbawione wyczucia, co tam o tym „piszczą w trawie”. Dlatego potem, w przerwie jednego ze spotkań poprosiłem Jana czy by mi nie opowiedział, nie tyle o politycznych zrębach tej dziwnej akcji odwołania za próbę ujawniania, ale o tym jak on to przeżywał. I Jan pogadał ze mną o tym. Niezwykle ciekawie. Był więc w moim życiu osobą ważną. Może oduczył mnie trochę uciekania w krzaki niefrasobliwości artystycznych.

Nauczył rozumienia historii, umiejętności buszowania w gęstwinach bibliotek. Był przyjazny – szczególnie mojemu pisaniu poetyckiemu. Ciekawe, wtedy bardzo poważni politycy czytywali wiersze i niektórzy – jak Jan – uważali, że pisarze, kiedy piszą, przekazując coś środkami przynależnymi poezji, zauważają nagle rzeczy, o których warto i politykom pomyśleć.

Ernest Bryll jest poetą, prozaikiem i dyplomatą

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA