fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Święta w Kostaryce

Plus Minus
Moje skojarzenia z Kostaryką były ubogie: w dzieciństwie miałam jakiś ponoć cenny znaczek pocztowy z Costa Rica, a kilkanaście lat temu w Waszyngtonie – bardzo inteligentnego i pracowitego asystenta, który miał skłonności maniakalno-depresyjne.

Przyszedł kiedyś do naszego biura (tak, tak, mieliśmy kiedyś biuro, skromne, ale przy Dupont Circle, dopóki IDEE nie zostało zrujnowane przez dwie panie o nadmiernych ambicjach finansowych) i zaczął wymachiwać kijem, krzycząc: „Dlaczego nazwy państw są mylące? Dlaczego Porto Rico nazywa się Bogaty Port, a Costa Rica – Bogate Wybrzeże? One nie są bogate, one są biedne, język nas okłamuje, trzeba coś z tym zrobić". Przybiegła wezwana przez nas żona i powiedziała, że mąż przestał brać lekarstwa, ale zaczął uczyć się hiszpańskiego.

Znajomi jednak namawiali na wakacje w Kostaryce. I słusznie. Zaczęliśmy od dżungli na północy – miasteczka Monteverde i wulkanu Arenal. Dojazd okazał się bardzo trudny. Chociaż drogi w Kostaryce są co najmniej na poziomie Polski, to dojazd do turystycznie atrakcyjnych miejsc jest utrudniony. Ostatnie 50 kilometrów trzeba jechać jeepem, bardzo powoli, po wyboistych drogach gruntowych. Jest to zaplanowane i przez państwo, i ...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA