Lewica zaproponowała, żeby do definicji gwałtu w kodeksie karnym oprócz dotychczasowych oczywistych przesłanek, czyli przemocy, groźby bezprawnej i podstępu, dodać także „brak wcześniejszej zgody na obcowanie płciowe". Nie „jasny sprzeciw", co byłoby oczywiście zrozumiałe, tylko właśnie „brak wcześniejszej zgody", co już takie zrozumiałe nie jest, gdy mówimy o bardzo delikatnej sferze relacji między dwojgiem ludzi, gdzie rzadko padają wyartykułowane wprost oświadczenia woli.

Przyjęcie, że brak zapytania o zgodę oznacza wymuszenie, czyli po prostu gwałt, musi nas prowadzić do konkluzji, że prawie każda kobieta jest gwałcona, a prawie każdy mężczyzna gwałci, bo jakoś nie wierzę, że entuzjastki i entuzjaści lewicowego gmerania w kodeksowych definicjach każdorazowo odbywają stosowną rozmowę. Może więc zamiast wprowadzać dyskusyjne założenie, że brak „tak" oznacza „nie", przyjąć bardziej oczywiste – że „nie" oznacza zawsze „nie", nawet jeśli kobieta poza wyrażeniem sprzeciwu nie opiera się w żaden inny sposób. Spełniałoby to cel zmiany bez wprowadzania niepotrzebnych wątpliwości interpretacyjnych. Takich jak choćby oczywiste pytania o akceptowalną formę zgody, która mężczyznę skutecznie uchroni przed prokuratorem, gdyby opacznie zrozumiał zachowanie partnerki.

„Czy wywierali na mnie presję? Wydaje mi się, że sama ją sobie narzucałam. Choć jeden z moich byłych po zakończeniu związku przyznał, że umyślnie lekceważył, kiedy dawałam do zrozumienia, że nie mam ochoty na seks, i starał się przełamać mój opór. Nie było to trudne, bo czułam, że powinnam go zaspokoić" – opowiada „Wysokim Obcasom" czytelniczka. Po zmianie kodeksowej definicji gwałtu pani skarżąca się, że jej kolejni partnerzy nie domyślali się, co ona czuje, mogłaby ich po prostu oskarżyć o gwałt.

Jeśli ktoś chce, aby mało entuzjastyczny, ale niepoprzedzony sprzeciwem stosunek zrównać prawnie z wymuszeniem go przemocą fizyczną, to największą krzywdę zrobi ofiarom prawdziwych gwałtów. A przy rozwodach oprócz fałszywych oskarżeń o molestowanie własnych dzieci – o czym alarmują prawnicy i psychologowie – dojdą fałszywe oskarżenia o gwałt. Skoro do uznania się za jego ofiarę wystarczy milcząco nie chcieć.