fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Alkohol twój wróg

materiały prasowe
To było w Atenach, dokąd pojechałem półtora roku temu z dziesięcioletnim synem. Ja wieczorami degustowałem najdziwniejsze greckie wina znalezione przez zaprzyjaźnionych sommelierów, syn robił notatki degustacyjne (autentycznie), popijając bezalkoholowego Torresa. Nawet nie próbuję tego sporu rozstrzygać: wino to czy nie wino, postęp czy też żałość i świętokradztwo. Jedni mówią: Czemu nie? Klient nasz pan, a jeśli klientem jest niekoniecznie dziecko, lecz pani w ciąży lub mama karmiąca albo i kierowca, to dajmy mu wino bezalkoholowe. Inni, których chyba wciąż więcej, radzą: Nie możesz pić alkoholu? Polecamy herbatkę, sok, wodę mineralną.

Najpierw uściślijmy: czy to aby na pewno wino? Bo niby szampan dla dzieci to szampan, ale tak jakby nie do końca. Tu jest inaczej – tak, wino bezalkoholowe to prawdziwe wino. Wytwarza się je w ten sposób, że z normalnego, alkoholowego wina na różne sposoby wytrąca się alkohol.

Technologicznie to żaden problem, inna sprawa to jakość. Czy zawsze musi być fatalna? Zdecydowanie nie. Czy wina bez procentów będą tak dobre jak najwybitniejsze burgundy czy wyjątkowe tokaje? Też nie. Pozostaje wszystko, co pomiędzy, a więc i wina bardzo dobre, świetne nawet. Te ostatnie nie tym razem.

Zarówno hiszpański Torres, jak i niemiecki Peter Mertes to wielkie, międzynarodowe firmy od lat badające rynek win bez procentów. Wychodzi im całkiem nieźle. Just O od Mertesa jest urocze w swej bezpretensjonalności – lekko wodniste, o ledwo dostrzegalnych nutach trawy i cytryny, ale trzyma świeżość – latem piłbym butelkami. Natureo Muscat ma dużo większą kwasowość, ale o tym, że to muska...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA