fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Proszę państwa do bólu

materiały prasowe
Chciałoby się powiedzieć, że to książka, która boli. Nawet bardzo. Ale powiedzieć tak nie można, bo zaraz się robi naiwnie i niewygodnie, a może nawet ckliwie. Rozumie to też Mira Marcinów, dlatego swoją arcyprzejmującą historię podaje nam fragmentami, tak jakby nie wierzyła, że jakakolwiek spójniejsza opowieść jest w stanie dotknąć jakiejkolwiek prawdy.

Gdzieś mimochodem dowiadujemy się, że zjeżdżając na sankach z osiedlowej górki, mama złamała rękę. Niby nic, ot, szaleństwa matki z córką, ale z wizytą u lekarza trzeba było zaczekać, żeby matka nie trafiła do izby wytrzeźwień. Albo kiedy opowiada o tym, jak całkiem sama robiła jej pośmiertny makijaż, do którego musiała się przyłożyć, bo przecież „matka znała te triki, wiedziała, kim jest Kim Kardashian, która nauczyła miliony kobiet na świecie, jak wysmuklić twarz za pomocą bronzera". „Umyłam, Wydepilowałam. Umalowałam – czytamy nieco dalej. – Nałożyłam korektor na ciemniejące cienie pod oczami. Użyłam gęstego, mocno kryjącego. Wsmarowałam podkład opuszkami palców. Nie chciał się wchłonąć w zimną skórę z zamkniętymi porami".

Autorka rozkłada przed nami te bolesne puzzle, a czytelnik kaleczy się i parzy, obracając je w palcach i układając historię tej słodko-koszmarnej relacji córki z matką alkoholiczką. Wyła...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA