fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Bogusław Chrabota: Igrzyska olimpijskie, wojna czy pokój

Wikimedia Commons, Domena Publiczna
Jeśli ktoś sądzi, że ożywiona przez Pierre'a de Coubertina tradycja igrzysk olimpijskich pachnie naftaliną, to jest w błędzie. Odnowiona idea olimpijska ma ledwie 125 lat. Od 1896 roku, kiedy gościły je Ateny, letnie igrzyska odbyły się zaledwie 31 razy. Czteroletni, wzorowany na antycznym cykl olimpijski był dwukrotnie przerywany przez wojny światowe. Za pierwszym razem sportowcy musieli czekać na powrót na bieżnie lat osiem, za drugim aż dwanaście. Te przerwy były tragiczne, uzasadnione dwoma najstraszniejszymi dramatami w nowożytnej historii świata.

Możliwe, że w tym roku igrzyskom zagrozi kolejny dramat – pandemia. Oczywiście, nie można jej porównywać z wojnami czy Holokaustem, ale sam fakt, że japońska i światowa opinia publiczna stawia sens ich przeprowadzenia pod wielkim znakiem zapytania, pokazuje, jak strasznie Covid-19 przeorał nasze czasy, jak odkształcił cywilizację.

Rozwiązaniem byłyby zawody bez publiczności, ale miłośnicy sportu zadają sobie pytanie, czy takie igrzyska byłyby jeszcze igrzyskami, świętem człowieczeństwa, a nie już tylko pokazem próżności światowych gwiazd i ich sponsorów? Czy dla stworzenia tej wyjątkowej olimpijskiej aureoli wystarczą telewizja, serwisy online i lajki? A jeśli pandemia z nami zostanie? Czy wtedy taka ewolucja sportu olimpijskiego nie będzie jedynym rozwiązaniem?

Bez wątpienia byłoby to wbrew najbardziej uświęconej tradycji. Napisałem na początku o naftalinie, bo w istocie korzenie olimpizmu sięgają głęboko w przeszłość. Tradycję świętych igrzysk ...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA