fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nie tylko Billie Jean King. Jak się zaczęła równość w tenisie

Billie Jean King (z lewej) i Rosemary Casals to pionierki walki o finansowe równouprawnienie kobiet w tenisie. Na zdjęciu podczas deblowego meczu w Wimbledonie w roku 1967
ASSOCIATED PRESS/EAST NEWS
Mija pół wieku od chwili, gdy kobiecy tenis rozpoczął drogę do równouprawnienia. Zaczęło się od twardej nowojorskiej prawniczki, dziewiątki odważnych pań, reklamy damskich papierosów i kontraktów zawodowych za jednego dolara.

Na początku lat 70. tenis w zachodnim świecie rozkwitał. Ogłoszony dwa lata wcześniej początek tzw. ery open oznaczał oficjalne płacenie mistrzom i mistrzyniom rakiety za pracę (nieoficjalnie wynagradzano ich od lat). Był to czas narodzin nowych gwiazd, które pojawiały się na okładkach popularnych magazynów, w reklamach prasowych i telewizyjnych. Urok tenisa przemawiał do publiczności, sponsorów i mediów, ale w latach pionierskich zdecydowanie bardziej zyskiwali na tym mężczyźni.

Początek ery open nie oznaczał bowiem równego startu dla kobiet i mężczyzn. Różnice finansowe były widoczne od razu – za wygranie w 1968 roku Wimbledonu Rod Laver wziął 2000 funtów, Billie Jean King – 750. Z czasem było tylko gorzej. Panie z początku były entuzjastyczne, bo bardzo chciały się wyrwać z amatorskiej rzeczywistości: braku pieniędzy, szatni, bufetu, podróży metrem z torbami pełnymi mokrych ubrań. Wciąż startowały w drugiej lidze: rzadziej, w mniejszych miastach, za skromnie...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA