fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Irena Lasota: Rosji nie uda się zesłać koronawirusa na Syberię

AFP
Nic właściwie nie wiemy na pewno. Pandemia złapała nas wszystkich znienacka, nikt nie wie, jak długo będziemy jej więźniami, nikt nie wie, ilu jest chorych, zarażonych, wyzdrowiałych czy zmarłych. Nie ma dosyć testów, a te, które są stosowane, mają różny stopień wykrywania wirusa. Ale są kraje, w których wiadomo jeszcze mniej niż nic, bo do niemożności znalezienia prawdziwej odpowiedzi rządy dodają jeszcze dezinformację.

Dotyczy to przede wszystkim krajów o komunistyczno-dyktatorskiej tradycji: Chin, Korei Północnej, Kuby czy Rosji. W tradycji komunistycznej wszystko jest istotne, wszystko wiąże się ze wszystkim i wszystko należy też wykorzystać do umocnienia swojej władzy u siebie w domu i za granicą. Rosja jest w szczególnej sytuacji. W styczniu Władimir Putin zaproponował/zapowiedział zmianę konstytucji Federacji Rosyjskiej, której głównym celem było utwierdzenie jego władzy praktycznie w nieskończoność. Rok 2020 zapowiadał się dla Putina doskonale. 14 stycznia był prawosławnym Nowym Rokiem, 15 stycznia Putin ogłosił swoją decyzję zostania prezydentem dożywotnim i zapowiedział ogólnokrajowe referendum na 22 kwietnia, 150. rocznicę urodzin Włodzimierza Lenina (już wiadomo, że nie odbędą się w terminie). Niecałe trzy tygodnie później, 9 maja, miały się odbyć huczne obchody 75. rocznicy zakończenia drugiej wojny światowej. Wprawdzie wyglądało na to, że goście zagraniczni nie dopiszą, ale defilada wojskowa miała pokazać światu i każdej najmniejszej rosyjskiej wiosce, że Rosja Putina jest potężna i nie do pokonania. Nawet to, że większość przywódców światowych nie wybierała się do Moskwy, miało być przedstawione jako niewdzięczność narodów wyzwolonych przez Armię Czerwoną. Niewdzięczność, z którą Rosja zmaga się od początków swojego istnienia. I nagle wyskoczyło coś, czego nie można opanować, zadeptać, ukryć czy zesłać na Syberię. Koronawirus.




W dniu, w którym oficjalne dane mówią o niecałych 500 zachorowaniach, a Putin fotografuje się w żółtym kombinezonie, jak gdyby wkraczał do próbówki z wirusami (Putin jest znany ze swej fobii do mikrobów), merowie Moskwy i kilku innych miast alarmują, że epidemia jest dużo większa, a lekarze zbierają podpisy pod petycjami o pomoc dla służby medycznej. W samej Moskwie za duże pieniądze można jeszcze znaleźć jaką taką opiekę medyczną, ale już 100 km od stolicy bywa tragicznie (przy okazji bardzo polecam opowiadania świetnego rosyjskiego pisarza i lekarza zarazem Maksyma Osipowa).

W swoich doskonałych blogach „Window on Eurasia" („Okno na Eurazję") Paul Goble pisze o tym, że śledząc rosyjskie media, mogłoby się wydawać, że istnieją trzy równoległe, a zatem nieprzecinające się światy: jedna Rosja, która kroczy naprzód pod kierownictwem Putina, druga, która została zaatakowana przez koronowirusa, i trzecia, która wali się pod spadającymi cenami ropy naftowej i kurczącego się rubla. Można zakładać, że te światy niedługo się zderzą...

Putin będzie najprawdopodobniej musiał odwołać referendum, nawet jeśli miało być ono tylko prostą formalnością, w której nawet nie liczono by głosów, a podawano z góry ustalone liczby. Defilada wojskowa może być zbyt kusząca, by ją odwołać, ale będzie to zależało od nastrojów społecznych. Putin może ich nie znać i nie rozumieć. Oświadczył niedawno tryumfalnie, że „ponad 70 proc. ludności Rosji należy już do klasy średniej". Oburzyło to wielu niezależnych ekspertów i socjologów, którzy pokazywali, że nawet dane rządowe mówią o tym, że ponad połowa Rosjan żyje w nędzy czy na granicy ubóstwa.

Epidemia może zachwiać Putinowskim systemem na tyle, że będzie on chciał zagarnąć jeszcze więcej władzy i utrzymać na powierzchni siebie oraz zmniejszoną liczbę oligarchów. Mocni carowie i pierwsi sekretarze zawsze jednak w czasach kryzysów pamiętali o polityce zagranicznej. W momencie, gdy epidemia w Rosji nabiera rozpędu i brakuje nie tylko masek ale i mydła, Putin wysyła więc do Włoch dobrze nagłośniony transport z lekarzami, testami i środkami dezynfekującymi. Na skrzyniach napisano po włosku „Z Rosji – z miłością". Włochy nigdy nie poprą już sankcji wobec Rosji, choćby ta napadła na Szwajcarię.

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA