fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

A jeśli ryba na Bałtyk nie wróci

Duże kutry, duży problem – uważają właściciele małych łodzi rybackich
PAP. Marcin Bielecki
Zamiast dorszy łowią śmieci. Wkrótce ich łodzie mogą trafić na złom. Na losie przybrzeżnych rybaków z polskiego Wybrzeża ciążą konkurencja wielkich jednostek, złożone procesy morskiej biologii i nieżyciowa unijna biurokracja.

Puck, 10 lutego 2020 r. Zaraz przemówi prezydent Andrzej Duda. Trwa ceremonia przekazania głowie państwa aktu erekcyjnego w setną rocznicę zaślubin Polski z morzem. „Przyrzekamy dbać o walory przyrodnicze morza i racjonalne wykorzystanie tego potencjału dla rozwoju naszej ojczyzny. Obiecujemy zaszczepić kolejnym pokoleniom Polaków miłość do morza...".

W tłumie stoją rybacy z Darłowa. Trzymają transparent z hasłem wymierzonym w ministra gospodarki morskiej: „Gróbarczyk grabarzem polskiego rybołówstwa". Dwa dni później usłyszę od nich: – Miłość do morza? Tak, słyszeliśmy. To jakiś żart był.




Dwa dorsze

Spotykamy się w Darłowie. Wieje dziewiątka albo i dziesiątka, z zachodu nad Polskę nadeszła Sabina. Łódki stoją w porcie, ale nie tylko i nie przede wszystkim z powodu sztormu.

Jest ich trzech, są właścicielami małych jednostek – łodzi, które mają nie więcej niż 12 metrów długości. Artur Jończyk, szef Sztabu Kryzysowego (tym mianem określa...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA