fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Więcej polityki niż chęci zmian - Tomasz Pietryga komentuje propozycje prezydenta ws. SN i KRS

Fotolia
Przedstawione w poniedziałek przez Andrzeja Dudę propozycje reformy sądownictwa, choć mniej radykalne od tych autorstwa PiS, nie zażegnają konfliktu wokół trzeciej władzy.

Trudno dziś znaleźć złoty środek między oczekiwaniami zdecydowanych zmian, jakich chce obóz Jarosława Kaczyńskiego, umiarkowanych, jakich chce opozycja, czy zachowaniem „tego, co było", jak chcą sędziowie.

Niewątpliwie rewolucyjny jest pomysł powołania izby skarg nadzwyczajnych w Sądzie Najwyższym. Weryfikowałaby ona prawomocne wyroki. Zmierza bowiem do przedefiniowania roli SN na bliższy ludzkim sprawom. Co może się okazać w odbiorze społecznym korzystne nie tylko dla SN, ale też dla całego wymiaru sprawiedliwości. Są bowiem wyroki wydane zgodnie z literą prawa, ale w społecznej opinii niesprawiedliwe. Głośna była sprawa kradzieży batonika, która zakończyła się pobytem skazanego za kratami. Podobnie jak przypadek młodego człowieka chorego na schizofrenię, który za grożenie sędziom i prokuratorom zamiast do szpitala trafił do zakładu karnego. Nowa instytucja ma szanse wyeliminować takie sytuacje.

Oczywiście diabeł tkwi w szczegółach. Ważne jest, aby SN był kadrowo przygotowany na zalew spraw naznaczonych politycznym populizmem i pieniactwem. Również powołanie izby dyscyplinarnej ani wybieranych przez Senat ławników nie powinno budzić, co do zasady, większych kontrowersji.

Niewątpliwie jednak punktem zapalnym nie tylko dla środowiska sędziowskiego, ale i dla PiS jest obniżenie wieku przejścia sędziów w stan spoczynku do 65 lat. Dla środowiska nie do zaakceptowania jest rozwiązanie, które może zakończyć karierę blisko połowy dzisiejszych sędziów SN (prezydent będzie decydował o dalszym ich losie). Wciąż też niedookreślony jest los pierwszej prezes SN, bo Andrzej Duda nie przedstawił przepisów przejściowych. A nowa ustawa wysyłałaby ją w stan spoczynku mimo trwania konstytucyjnie określonej kadencji prezesa. Dla PiS, który wcześniej proponował kadrową opcję zerową w SN, takie rozwiązania mogą być zbyt łagodne. Podobnie jak ograniczenie na rzecz prezydenta uprawnień ministra sprawiedliwości do weryfikowania sędziów.

Większość propozycji prezydenta dotyczących SN można ocenić pozytywnie, ale niezrozumiałe są jego manewry wokół Krajowej Rady Sądownictwa. Najpierw zaproponował zmianę punktową konstytucji, a po konsultacji z klubami politycznymi przedstawił zawiły wariant wyborów, pozostawiając go w rękach posłów, również opozycji. Podobny do tych stosowanych przy wyborach do wspólnot mieszkaniowych.

Ruchy wokół KRS to czysta polityka. To ważna instytucja, ale nie ma bezpośrednio wpływu na naszą rzeczywistość czy szybkość prowadzenia procesów. Dlatego ogniskowanie na niej całej batalii o sądy jest niezrozumiałe. I wskazuje, że w tej sprawie pierwsze skrzypce będzie grać polityka, układy, konstelacje i sondaże, a nie rzeczywista chęć zmiany. Bez takiej reformy wymiar sprawiedliwości mógłby się spokojnie obejść. Szkoda, że nie chciał tego zauważyć prezydent.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA