fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Marcin Zieleniecki o projektach nowych kodeksów pracy

Marcin Zieleniecki
rp.pl
W 18 miesięcy przygotujemy dwa projekty kodeksów pracy, które zmodernizują polskie prawo pracy.

Został pan szefem komisji kodyfikacyjnej, która ma przygotować nowe przepisy prawa pracy dla Polaków. Czy to trudne zadanie?

prof. Marcin Zieleniecki: Myślę, że nikt tak dobrze jak członkowie nowo powołanej komisji kodyfikacyjnej nie zdaje sobie sprawy ze stopnia trudności zadania, jakiego się podjęliśmy.

Gdzie widzi pan w obecnych przepisach obszary do pilnej zmiany?

Tych obszarów jest naprawdę sporo. Podstawowa kwestia, od której będziemy musieli zacząć, to określenie, jaką rolę w systemie prawa ma pełnić kodeks pracy. W tej chwili pełni rolę centralną. Chcielibyśmy to zmienić. Prawo pracy to nie tylko kodeks.

Rozumiem, że myśli pan o tym, jak wprowadzić w Polsce system prawa pracy podobny do niemieckiego, gdzie praktycznie każda branża ma swoje regulacje przewidujące własną płacę minimalną czy prawo do dodatkowego urlopu.

Chcemy zdecydowanie ożywić dialog społeczny pomiędzy pracodawcami i pracownikami. Zasadniczy problem, który będzie musiała rozstrzygnąć komisja, to jak zachęcić pracodawców do tego, by chcieli zawierać takie układy. Obecnie przepisy są tak skonstruowane, że pracodawca może tylko dać więcej od tego, co już gwarantuje prawo pracy, nic na tym nie zyskując. Układ zbiorowy pracy jest więc aktem kapitulacji pracodawcy wobec związków zawodowych. Chciałbym to zmienić, aby strony zyskały pole do negocjacji, które kończyłyby się kompromisem satysfakcjonującym dla pracowników, ale korzystnym także dla pracodawcy.

Czy nowy kodeks obejmie zatrudnionych na kontraktach cywilnoprawnych czy prowadzących działalność gospodarczą?

Mamy wręcz taki obowiązek, by zająć się tym tematem. Szczególnie kiedy Trybunał Konstytucyjny uznał, że pracujący na umowach cywilnoprawnych, a także samozatrudnieni powinni korzystać z takich samych praw jak etatowi pracownicy w zakresie zrzeszania się w związkach zawodowych. Do tego samego zobowiązuje nas Międzynarodowa Organizacja Pracy. Będziemy musieli rozważyć także zmianę zakresu podmiotowego kodeksu indywidualnego prawa pracy, gdyż coraz większe znaczenie ma faktyczne ekonomiczne podporządkowanie, jakie wynika z zatrudnienia, a nie to, że praca jest wykonywana w miejscu i czasie wskazanym przez pracodawcę.

Czy w nowych przepisach znajdzie się miejsce na jednolity kontrakt promowany przez Bank Światowy?

Ten pomysł został wdrożony do tej pory wyłącznie we Włoszech. Po roku obowiązywania tam tych przepisów nie widać jeszcze efektów, które zachęcałyby do wdrażania takich przepisów także u nas.

Jakie zmiany nastąpią w czasie pracy? Przepisy są bardzo kategoryczne w tym zakresie i duszą polski biznes. Narzekają także pracownicy, którzy chcieliby legalnie dorabiać po godzinach w swoim miejscu pracy.

Obecne przepisy kodeksu pracy dotyczące czasu pracy są bardzo kazuistyczne i powinny zostać ograniczone do spraw podstawowych, takich jak np. pojęcie czasu pracy i normy czasu pracy, tak by powstało pole do regulowania bardziej szczegółowych kwestii przez partnerów społecznych. Ta materia jak żadna inna nadaje się jako materiał do negocjacji pomiędzy partnerami społecznymi. Regulacje w tym zakresie powinny po zmianach wynikać z układów zbiorowych pracy, funkcjonujących w poszczególnych firmach czy nawet branżach. Najlepszym tego przykładem jest tocząca się obecnie debata nad obywatelskim projektem ustawy przewidującym wprowadzenie zakazu handlu w niedziele. Ta dyskusja nie powinna odbywać się w Sejmie z udziałem posłów i rządu, a bezpośrednio między związkami zawodowymi i pracodawcami działającymi w tej branży.

A co z postulatem powtarzanym od lat, aby z małych firm zdjąć część obowiązków związanych z zatrudnieniem pracowników?

Będziemy się musieli zastanowić, na jakim pułapie ustalić limit zatrudnienia, poniżej którego pracodawcy będą mieli mniej obowiązków, a także zakres tych ułatwień. Być może trzeba wprowadzić dwa limity, wyższy i niższy, tak by dodatkowo uregulować obowiązki małych, średnich i dużych firm. Obecnie takim progiem jest zatrudnienie 20 pracowników.

Jaki ma pan pomysł na siebie jako szefa kierującego pracami tej komisji i jak będą podejmowane decyzje w sprawie kształtu nowych przepisów.

Mam nadzieję, że członkowie komisji bardziej będą koncentrowali się na jakości nowych przepisów, a nie na reprezentowaniu interesów środowisk, które wskazały ich do składu komisji. Nie oznacza to, że kompromis, jaki uda się nam osiągnąć, będzie ostateczny. Przygotowane przez nas projekty trafią bowiem później do normalnych konsultacji społecznych na forum Rady Dialogu Społecznego i będą mogły podlegać zmianom w czasie procesu legislacyjnego w Sejmie.

Półtora roku na przygotowanie dwóch projektów nowych kodeksów pracy to bardzo mało czasu. Poprzednia komisja pracowała nad swoim projektami ponad pięć lat. Jak pan zorganizuje pracę nowej komisji?

Będziemy musieli narzucić sobie ogromne tempo pracy. Planuję, że posiedzenia komisji będą się odbywały co dwa tygodnie. Komisja zostanie podzielona zresztą na dwa zespoły zajmujące się oddzielnie indywidualnym i zbiorowym prawem pracy. Wszystko wskazuje, że przedstawiciele partnerów społecznych wejdą równolegle do obu zespołów. Z kolei profesorowie i doktorzy prawa podzielą się pomiędzy oba zespoły zgodnie ze swoimi specjalizacjami i będą wspierali te prace merytorycznie.

— rozmawiał Mateusz Rzemek

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA