fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Tomasz Pietryga: Edukacyjna prowizorka

Adobe Stock
Epidemia stworzyła szkołom szansę na organizacyjny i technologiczny skok. Zabrakło jednak odwagi, aby ten skok wykonać. Wybrano stan oczekiwania.

Blisko jedna czwarta niezdanych w tym roku matur to znak ostrzegawczy, że w polskim systemie edukacji dzieje się źle. Pandemia koronawirusa nie jest przyczyną, ale dopełnieniem tej sytuacji. Edukacja przez zrywający się internet, improwizacja i brak jednolitych zasad nauki to jedno. Jest też przereformowana, przepełniona szkoła po kilkuletnim „eksperymencie" na sześciolatkach, likwidacji gimnazjów, ze źle wynagradzanymi i sfrustrowanymi nauczycielami, branymi czasem z łapanki po przyspieszonych zaocznych kursach pedagogicznych.

Polonista, który robi ortograficzny błąd, czy wuefista, który uczy geografii, to nie jest dowcip, ale rzeczywistość wielu polskich szkół. Wydawało się, że w prowizorycznych rozwiązaniach doszliśmy do ściany, ale pandemia ujawniła, że mamy jeszcze spore rezerwy. W tym swoistym stanie wyjątkowym nauczycielski etos nagle zaczyna korodować. Podtrzymywany trochę siłą rozpędu, trochę przez ostatnich nauczycieli, dla których jest wciąż wartością, trochę przez rodziców i ich wyobrażenia o szkole na korepetycyjnych kroplówkach, które łagodzą nieco skutki szkolnej prowizorki, przepełnionych klas, trzyzmianowych sesji i chaosu.

Czytaj także:

Covid-19 jest nie tylko organizacyjnym sprawdzianem dla szkoły, ale też testem dla jej roli społecznej jako przekaźnika wiedzy i idących za nią wartości, takich jak praca i uczciwość. Epidemia uderza w tak rozumianą szkołę. Sprawiedliwa ocena, drogowskaz dla każdego ucznia, już nie jest taka pewna, skoro przez internet można zrobić właściwie wszystko, akceptując postawy nie do końca uczciwe. Jeżeli epidemia ponownie zamknie szkoły, przedłużający się stan improwizacji może zrujnować właściwe rozumienie edukacji.

Zwłaszcza że środków zaradczych jest jak na lekarstwo. Covidowa szkoła stała się elementem politycznej rozgrywki, w której odpowiedzialność za kondycję powszechnej edukacji przerzucana jest z jednych na drugich. Ministerstwo Edukacji Narodowej przyjęło asekurancką postawę w tarciach z samorządami. I czasem można odnieść wrażenie, że nie o ucznia, ale o polityczne racje w tych tarciach chodzi. A szkoda, bo epidemia stworzyła też szkołom szansę na organizacyjny i technologiczny skok. Zabrakło odwagi, aby ten skok wykonać, wybrano stan oczekiwania. Bo może pandemia będzie łaskawsza, może nie zamknie nam szkół. W przeciwnym razie zawsze nam zostaje przetestowana prowizorka. Jak wiadomo – najtrwalsza. A o etosie i roli edukacji podebatujemy w spokojniejszych czasach.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA