fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Więzienia nie są z gumy - nowy pomysł dot. kar łącznych komentuje Wojciech Tumidalski

www.sxc.hu
Za oceanem zdarzają się nawet 100- czy 200-letnie wyroki, będące sumą kar za wiele przestępstw. Na wieść o nich często słychać u nas westchnienia, że w Polsce przestępcy nie muszą się bać, bo przecież nie czeka ich nic podobnego. W kilkudziesięciu tysiącach wyroków wydawanych nad Wisłą co roku kara nie przekracza maksymalnej sankcji za najcięższe przestępstwo, za jakie podsądny został skazany. Ale i u nas może być niedługo jak w Ameryce – ministerstwo szykuje nowelizację prawa karnego.

Tęsknota za surową polityką karną to zawsze i wszędzie wysokooktanowe paliwo polityczne, na którym wielu burmistrzów, ministrów i prezydentów z całego świata zajechało daleko. Dużo łatwiej przekonać wyborców, że są bezpieczni, gdy przestępcy będą surowo karani.

Czytaj także: Ziobro: do więzienia nawet na 100 lat

Dziesięć razy sfałszowałeś fakturę? Grozi ci nie do 5 lat więzienia, jak byłoby dziś, ale 10 razy po 5 lat, czyli 50 lat. Brzmi szokująco, nawet na trzeci rzut oka, bo to kara surowsza niż wyroki za najcięższe zbrodnie. Takie rozwiązanie można uznać jednak za sprawiedliwe, bo pozwala napiętnować każde przestępstwo z osobna. Ma wartość edukacyjną, bo każdy łatwiej pojmie, że za dziesięć przestępstw dostało się dziesięć osobnych kar, a wykonanie drugiej zacznie się po odbyciu pierwszej. Kara izolacyjna odstrasza, co na dłuższą metę wpływa na poziom przestępczości. Więc pozytywy są i warto coś zrobić, by nie przepadły w legislacyjnej burzy.

Ale nie łudźmy się, nawet najsurowsze kary nigdy nie zlikwidują półświatka zawodowych przestępców, ani w ogóle zjawiska naruszania prawa. Gdyby było inaczej, to w czasie obowiązywania kary śmierci za najcięższe zbrodnie nikt by ich nie popełniał, ze strachu przed utratą życia na mocy wyroku sądu. Niestety, to tak nie działa, czego żadna kara nie zmieni. Nawet 100 czy 200 lat za kilka czy kilkanaście zbrodni.

Dużo ważniejsze jest, by orzeczone kary w ogóle móc wykonać. Mamy w polskich więzieniach ponad 80 tysięcy miejsc. Wypełnienie cel utrzymuje się na poziomie ponad 90 procent. Zakłady karne nie są z gumy i kiedy zaczniemy stosować zasadę sumowania kar, miejsc szybko zabraknie. Nawet stosując zasadę, że aby warunkowo wyjść na wolność, trzeba odbyć połowę z sumy zasądzonych kar. W krajach anglosaskich czy Hiszpanii, która też stosuje taki system, o warunkowe zwolnienie jest jednak łatwiej.

W nowej rzeczywistości wiele zsumowanych kar stanie się dla sprawców faktycznie dożywociem i w ten sposób odsiadujący surowe wyroki za najcięższe zbrodnie zostaną poniekąd zrównani z tymi, którzy dopuścili się najgorszych przestępstw. Wątpię, czy to dobrze dla jednych i dla drugich. Powiedzenie, że kolejne przestępstwa planuje się za kratami, z udziałem nowo poznanych tam kompanów, nie wzięło się znikąd i jest spore ryzyko, że ministerialny projekt może ułatwić to zadanie.

Zasadniczy problem tkwi jednak gdzie indziej, o czym na co dzień się zapomina. Nasze państwo za mało myśli o tym, że kara kiedyś się kończy, a po jej odbyciu skazany musi wrócić do nas i – odmieniony po pobycie za kratami – rozpocząć nowe życie i nie wracać na złą drogę. Przecież o to w tym wszystkim chodzi.

Czytaj także: Groźni przestępcy trafią za kraty na długie lata

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA