fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

.Nowoczesna

Paulina Hennig-Kloska: Inflacja zjada zyski z 500 plus

tv.rp.pl
- Ceny rosną, więc wpływy VAT do budżetu będą większe - mówiła w programie #RZECZoPOLITYCE Paulina Hennig-Kloska, posłanka Koalicji Obywatelskiej.

Mamy najwyższą od kilku lat inflację w Polsce, co to oznacza dla ustawy budżetowej i przychodów państwa?

Jak zawsze inflacja może cieszyć rząd, bo przyniesie większe wpływy do budżetu. Przecież im wyższe ceny w sklepach, tym wyższa wartość podatku VAT, który wpływa do budżetu. Jeżeli więc wpływy z tego podatku będą rosnąć, to nie będzie to zasługa żadnego uszczelnienia, tylko wzrostu gospodarczego i inflacji. Ale ma to swoje konsekwencje: niestety inflacja jest bardzo zła dla naszych kieszeni. Chodzę często po bazarkach miejskich i targowiskach: tam ludzie nie rozmawiają o niczym innym niż o drakońsko wzrastających cenach usług, które poszybowały wysoko i szczególnie szybko w końcówce roku, oraz o cenach towarów, które kupują. Niestety ekonomiści nie mają dla nas dobrej informacji, bo inflacja będzie w dalszym ciągu utrzymywać się na wysokim poziomie, ceny będą rosły. Jest to efekt dotychczasowej polityki rządu: nie można na wszystkie strony wydawać pieniędzy z budżetu państwa, by długookresowo nie miało to wpływu na gospodarkę.

Może gospodarce potrzebny był jednak taki impuls, by następował rozwój?

Teraz już każdy może policzyć, ile mu wzrosły koszty utrzymania przez ostatnie cztery lata, a ile zostało w portfelu z 500+, którego przecież nie waloryzowano. Jeżeli wydajemy na gospodarstwo domowe nie mniej niż 2000 złotych na życie, oraz na czynsz, prąd, wodę, gaz i żywność, to przecież 5 proc. inflacji, oznacza już wzrost o 100 złotych. Biorąc pod uwagę, że jeśli dzisiaj jest zapowiadana inflacja na poziomie 3,5 proc., 4 proc. tylko w tym roku, a nie liczymy poprzednich lat, to widać, jak wartość 500+ spada. Tak samo z podwyżką płacy minimalnej: jeżeli ją po prostu sztucznie podwyższamy, bo prezes powiedział, że będzie wyższa płaca minimalna, a to nie idzie ze wzrostem wydajności pracy, to przekłada się na wzrost cen i inflację. Tak naprawdę, w tym wszystkim chodzi o siłę nabywczą naszego portfela, czyli mówiąc wprost – ile możemy kupić za pensję, którą dostajemy na koniec miesiąca.

Wciąż jest to trochę więcej niż przed 2015 r. Przez lata ludzie byli przyzwyczajeni, że politycy nie martwią się o to, jak gruby jest ich portfel. Płaca minimalna rosła bardzo wolno, świadczenia pomocy społecznej stały w miejscu, a teraz jest wyprawka szkolna, program 500+, dodatkowe pieniądze w gospodarstwach domowych się pojawiły.

Nie mówię, że tak się nie stało. To wszystko musi dziać się jednak w odpowiedniej proporcji, żeby nie zostało zjedzone przez inflację. Mieliśmy przez jakiś czas deflację w Polsce i to nie było dobre, ale jeśli taka inflacja się utrzyma przez parę lat, to wszystko to, co zostało rozdane, zostanie przez tę inflację skonsumowane. Okaże się, że za taką samą zawartość portfela kupimy mniej. Osobom posiadającym rodziny i dzieci na utrzymaniu – coś jeszcze zostanie. Ale co z emerytami?

Emeryci dostaną trzynastą emeryturę.

Też kosztem dziury budżetowej.

Może kosztem, ale dostaną.

Tak, ale to jest tylko jednorazowe. W zeszłym roku PiS kosztem funduszu rezerwy demograficznej wypłacił trzynastą emeryturę, bo były wybory. To, że w tym roku wypłaci trzynastą emeryturę, kosztem jakiejś innej pożyczki (bo nie ma pieniędzy zarezerwowanych na to z przychodów budżetu), to jeszcze nie znaczy, że ona będzie wypłacana w kolejnych latach. Nie ma długofalowo przyjętego programu. Nie istnieje mechanizm bieżącej waloryzacji emerytur, to świadczenie nie nadąża za wzrostem płac, więc w grupie osób najstarszych rośnie ubóstwo. Zresztą w ogóle w ostatnich dwóch latach znów rośnie nam poziom ubóstwa w Polsce. To najlepiej pokazuje, że jednak coś z programami socjalnymi realizowanymi przez ten rząd jest bardzo nie tak.

Cały czas rośnie też przepaść między najlepiej zarabiającymi i najsłabiej zarabiającymi, a w krajach europejskich aż takich przepaści nie ma, to kwestia zrównoważonego rozwoju społeczeństw. Czy Koalicja Obywatelska ma propozycję takich instrumentów, żeby nie pozostawiać ludzi samym sobie z ich problemami finansowymi, a z drugiej strony – robić to lepiej niż PiS?

Nie mówimy, że pensje mają nie rosnąć. My chcemy, żeby Polacy zarabiali więcej, zresztą w kampanii wyborczej proponowaliśmy program „wyższa płaca". Tylko że nie chcemy, żeby po prostu podwyższać minimalne wynagrodzenie, które w całości zostanie przerzucone na barki przedsiębiorców, a oni w efekcie podwyższą ceny, co prowadzi do inflacji. Właśnie taki dzisiaj mamy model działania. Zaproponowaliśmy zachęty, dopłaty, podwyższenie kwoty wolnej od podatku, ale dla najniżej zarabiających – bonusy do pensji, zachęcające do aktywności zawodowej, czyli nakierowane na tę grupę osób, która codziennie pracuje, podejmuje wysiłek, buduje gospodarkę.

A dla tych, którzy nie mogą pracować – nie będzie wsparcia?

To jest zupełnie co innego, to pomoc nakierowana na osoby wykluczone z rynku pracy trwale czy też czasowo, ale nie z uwagi na brak chęci, tylko np. na chorobę. I tacy ludzie muszą otrzymywać wsparcie państwa. My mówimy tu o braku pomocy dla obywatela, który może pracować, a nie chce, woli pozostawać na zasiłkach społecznych. Taki model państwa nam nie odpowiada.

współpraca Karol Ikonowicz

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA