fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nowe technologie

Czas domów na wodzie

Lilypad, miasto w kształcie liścia, pochłonie zanieczyszczenia z atmosfery i wody
materiały
Domki jednorodzinne, lecz nie wolno stojące, ale swobodnie pływające, zaprojektowali Włosi.

Dotychczas UFO oznaczało Unidentified Flying Object, niezidentyfikowany obiekt latający. Włoska firma Jet Capsule, znana do tej pory z produkcji jachtów, proponuje inne UFO, czyli Unidentified Floating Object – obiekt pływający. Będą to małe autonomiczne domki dla ludzi kochających przyrodę i wolność.

– Pomysł jest prosty: mały domek zdolny do powolnego przemieszczania się wzdłuż wybrzeży i zatrzymywania się na dowolny czas w uroczych zakątkach – wyjaśnia Pierpaolo Lazzarini z Jet Capsule.

Domek będzie poruszany popularnym silnikiem Torqeedo Deep Blue 1800, często stosowanym w jachtach motorowych. Silniki zostaną przystosowane do czerpania energii z akumulatora, a ten będzie ładowany bateriami słonecznymi o łącznej powierzchni 40 mkw. wbudowanymi w strukturę. Maksymalna prędkość domku wyniesie 6,5 km/h.

Będzie mógł czerpać energię także z wiatraka umieszczonego na dachu oraz z turbin wykorzystujących siłę prądu morskiego, rzecznego i pływów. Energii wystarczy do zaspokojenia wszystkich potrzeb mieszkańców.

System uzdatniania wody sprawi, że deszczówka będzie się nadawała do picia po wzbogaceniu minerałami, woda morska po odsoleniu, a rzeczna i jeziorowa po oczyszczeniu. Uzdatniona woda posłuży także do podlewania warzywnika na kolistym tarasie średnicy 12,5 m otaczającym część mieszkalną.

Życie będzie się toczyło na dwóch piętrach. Na górnym znajdzie się pomieszczenie o powierzchni 20 mkw. pełniące funkcję kuchni, jadalni i salonu. Na dolnym, pod powierzchnią wody, znajdzie się łazienka i sypialnia. Oba piętra będą mocno przeszklone, umożliwiając obserwację głębin i otwartej przestrzeni ponad wodą. Komunikację między piętrami zapewnią schody. Prototyp wodnego UFO będzie kosztował 800 tys. euro, lecz Jet Capsule zapewnia, że gdy ruszy produkcja takich domostw, ich koszt nie przekroczy 200 tys. euro.

Symulacje komputerowe przeprowadzone w ramach Międzyrządowej Grupy Ekspertów Ewolucji Klimatu (GIEC) wskazują, że do końca stulecia poziom mórz może wzrosnąć o 90 cm, na lądach zrobi się za ciasno, zabraknie terenów rolniczych i mieszkalnych. W tej sytuacji architekci i wizjonerzy proponują konstruowanie nie tylko domków, tak jak Jet Capsule, ale wręcz całych miast na wodzie.

Wprawdzie idea pływających miast nie jest nowa – w 1960 r. architekt wizjoner Buckminster Fuller zaproponował konstruowanie pływających miast ze sztucznymi lagunami w Zatoce Tokijskiej – ale dopiero teraz technika i technologia umożliwiają realizację takich wizji.

Polyviles – wielowyspy – zaproponował zespół z Uniwersytetu Technologicznego w Compiegne. Przewiduje łączenie miast ze sobą lub z lądem pomostami. Będą się składały z odrębnych wysepek średnicy 3 km i powierzchni 7 km kw.; na każdej zamieszka 22 700 osób. Wieloboczne wysepki po połączeniu będą przypominały plaster miodu. Każda będzie dysponowała oddzielnym źródłem energii. Do komunikacji wewnątrz tej struktury posłuży sieć kanałów, która także umożliwi niewielkim statkom, jachtom żaglowym i motorowym wpływanie do portu ulokowanego wewnątrz miasta.

Japońska firma Shimizu Corporation, specjalizująca się w technologiach morskich, wystąpiła z pomysłem konstruowania miast dryfujących. Kilometr kwadratowy takiego miasta mogłoby zamieszkiwać 50 tys. ludzi. Każda jednostka byłaby zdolna do samodzielnego dryfowania po oceanie. Przewidziano możliwość łączenia poszczególnych jednostek w kompleksy. Podstawowym elementem pływającej jednostki byłaby wieża o wysokości kilometra mieszcząca mieszkania, biura, sklepy, zakłady usługowe, sale widowiskowe, boiska sportowe.

Belgijski architekt Vincent Callebaut także proponuje konstruowanie miast dryfujących po oceanie. Nazwał swój projekt Lilypad (nenufar amazoński). Struktura miasta w kształcie liścia umożliwiałaby pochłanianie zanieczyszczeń z atmosfery i wody. Zachodziłaby w niej fotosynteza, reakcja biochemiczna uwalniająca tlen. Miasto miałoby trzy porty i trzy „góry" z biurami, sklepami, mieszkaniami, terenami sportowymi, wiszącymi ogrodami. Lilypad wytwarzałby więcej energii, niż byłby w stanie zużytkować. Energia pochodziłaby ze źródeł odnawialnych – wiatru, fal i biomasy. Żywności dostarczałyby poletka uprawne i akwaria do hodowania ryb oraz owoców morza.

Norman Nixon, amerykański biznesmen zaangażowany w budowę morskich platform do wydobywania ropy, lansuje projekt „Freedom Ship" – „Statek Wolności". Jeżeli zrealizuje ten projekt, będzie to największa ruchoma sztuczna struktura, jaką kiedykolwiek stworzył człowiek. Kolos będzie miał 1600 m długości, 230 m szerokości, 110 m wysokości i 25 pokładów. 20-tysięczna załoga zapewni komfortową obsługę 40 tys. stałych mieszkańców. Każdego dnia „Freedom Ship" będzie mogło odwiedzić 30 tys. ludzi. Oprócz tego baza noclegowa będzie przyjmowała dziennie 10 tys. osób. Helikoptery i promy zapewnią komunikację z lądem, ponieważ ten olbrzym nie będzie w stanie zawijać do żadnego portu na świecie.

Z pływającymi miastami łączy się aspekt, na który zwrócił uwagę architekt Clemence Raclot: – Ich mieszkańcy będą korzystali ze wspólnych ogrodów, transportu publicznego, nie będzie tam indywidualnych aut. Pływające miasto wymusi dzielenie się wszystkimi dostępnymi zasobami. Będzie to sytuacja jak z epoki kamienia, zupełnie odmienna od tej, jaka jest obecnie w wielkich metropoliach.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA