fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Mundurowi

Ranna mewa oznacza dla policjanta naganę - wyrok NSA

adobe stock
Funkcjonariusz, który przyjął zgłoszenie o rannym ptaku na ruchliwej drodze i nie zawiadomił o tym Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, naruszył dyscyplinę służbową.

Zwierzęta często padają ofiarą ruchliwych dróg. Ich widok ściska serce niejednego użytkownika szos. Okazuje się jednak, że ofiarą takiego wydarzenia może być także... policjant. Potwierdza to sprawa, którą ostatnio zajmował się Naczelny Sąd Administracyjny.

A chodziło o naganę dla policjanta komendy miejskiej, który miał pecha, bo na niedzielnym dyżurze odebrał telefon alarmowy w sprawie rannego ptaka.

Na numer telefonu alarmowego komendy miejskiej policji w sprawie rannej mewy dzwoniła kobieta. Jej zdaniem ptak stwarzał zagrożenie w ruchu drogowym. Tłumaczyła, że dzwoniła do straży miejskiej oraz do Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, ale w żadnej z tych instytucji nikt nie odebrał telefonu. Policjant zaproponował wykonanie połączenia pod 112, ale kobieta oświadczyła, że już to zrobiła i tam również nie wiedziano, z kim ją połączyć. Kobieta nie chciała zostawić rannego ptaka na ulicy, wskazywała, że mewa może wbiec na jezdnię i spowodować zagrożenie w ruchu drogowym.

Policjant wyjaśnił, że nie pomoże zgłaszającej, bo nic nie jest w stanie na to poradzić.

Za tę decyzję przyszło mu słono zapłacić. Komendant wszczął przeciwko niemu postępowanie dyscyplinarne. Już przy pierwszym podejściu został uznany za winnego przewinienia dyscyplinarnego, choć odstąpiono od ukarania. Sprawa wróciła jednak do ponownego rozpatrzenia i funkcjonariusz dostał już naganę. Przełożonych nie przekonały jego tłumaczenia, że wysyłanie radiowozu i pilnowanie ptaka byłoby niczym nieusprawiedliwionym marnowaniem sił i środków. Zwłaszcza w niedzielne południe, gdy dyżurny dysponuje zwykle dwoma radiowozami na całe miasto. Ani to, że ptak siedzący przy jezdni nie stanowi realnego zagrożenia w ruchu drogowym, bo kolizje z udziałem ptaków należą do niezwykle rzadkich.

Ważne okazało się to, że ranny ptak może wybiec na ulicę pod jadące auto i spowodować wypadek.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Szczecinie uwzględnił skargę ukaranego. Jego zdaniem w postępowaniu dyscyplinarnym naruszono zakaz reformationis in peius, czyli po drugim podejściu do jego przewinienia został ukarany surowiej niż początkowo. A poza tym w ocenie WSA w sprawie nie wyjaśniono, dlaczego ranny ptak jest faktem istotnym dla bezpieczeństwa i porządku publicznego.

Ostatecznie batalię o naganę za brak pomocy dla ptaka policjant przegrał. Naczelny Sąd Administracyjny stwierdził, że sąd pierwszej instancji źle zinterpretował regułę reformationis in peius. Zakaz pogarszania sytuacji obwinionego nie dotyczy bowiem przypadku, gdy jak sporna sprawa, trafia ona do ponownego rozpatrzenia. W takiej sytuacji można surowiej ocenić i ukarać obwinionego przy drugim podejściu.

Co do meritum, czyli samej kary, NSA też nie przyznał racji policjantowi. W sprawie były podstawy, by ukarać go naganą. Jak tłumaczył sędzia NSA Przemysław Szustakiewicz, nieszczęsna mewa znajdowała się przy ruchliwej drodze, co stwarzało pewne zagrożenie. Policjant zaś zareagował nieadekwatnie. W ocenie sądu kara też była odpowiednia, a przy jej wymierzaniu uwzględniono staż, przebieg służby, jak i to, że policjant był już karany dyscyplinarnie.

Wyrok jest prawomocny.

Sygnatura akt: I OSK 506/18.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA